Karen Foxlee "Sukienka w kolorze nocnego nieba"

Rose tuła się z miejsca na miejsce wraz z ojcem, który lubi czasem zajrzeć do kieliszka. W końcu trafiają do położonego na wybrzeżu miasteczka. Dziewczyna chce zostać w nim na dłużej. Zaprzyjaźnia się z Pearl, lubianą w szkole dziewczyną. Nieco specyficzną, ale w gruncie rzeczy do przeżycia. Dzięki znajomości z nią wyobcowana Rose postanawia wziąć udział w corocznej dożynkowej imprezie. Jest tylko jeden problem. Dziewczyna nie ma odpowiedniej sukienki. Na szczęście z pomocą przychodzi jej ekscentryczna Edie Baker, zwana przez wielu miejscową czarownicą, która opowiada nastolatce mrożące krew w żyłach opowieści. Rose w końcu przepada bez śladu. Co się z nią stało?

Rose zniknęła. Autorka pokazuje nam, co działo się z nią zanim doszło do tragedii. Wraz z nią wyruszamy do zalanego deszczem miasteczka, które jest osnute aurą tajemnicy i magii. Edie Baker pod pretekstem uszycia sukni dla Rose, wciąga ją w wielopokoleniową opowieść, której słuchają również czytelnicy. Każdy kawałek materiału zawiera w sobie osobną historię. I choć dobrze wiedziałam, co stanie się z dziewczyną, nie mogłam oderwać się od książki.

W trakcie lektury czułam niepokój. Nie wiedziałam, dokąd tym razem zaprowadzi mnie Edie. Cała opowieść jest przepełniona smutkiem, nostalgią, ale jest w niej także niesamowita magia. Wiedźma z jednej strony nieco przeraża, lecz z drugiej fascynuje. Aż chce się słuchać jej opowieści.

Chociaż książkę pochłonęłam w dość szybkim tempie, nie jest to łatwa historia. Wymagała ode mnie pełnego zaangażowania. Poznałam bohaterów, których sylwetki są naznaczone wieloma bliznami. Nie widać ich gołym okiem. Trzeba zajrzeć w głąb ich duszy, by je odnaleźć. Do tej książki nie można podejść bez emocji. Autorka wdziera się do umysłu i nie pozwala zapomnieć o tym, co właśnie się przeczytało. Rose była mi początkowo obojętna. Drażniło mnie jej podejście do życia. Podobnie było z oderwaną od rzeczywistości Pearl. Udało mi się jednak nawiązać z nimi porozumienie i nie chciałam ich opuszczać.

Jeśli szukacie nietuzinkowej opowieści, o której prędko nie zapomnicie, myślę, że dobrze trafiliście. Mam nadzieję, że szycie sukienki w kolorze nocnego nieba przypadnie Wam do gustu tak samo jak mnie.

Karen Foxlee
Sukienka w kolorze nocnego nieba
Wydawnictwo Dobra Literatura
Słupsk 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Dobra Literatura.

Maya Banks "Z każdym oddechem"

Elizie wydaje się, że rozdział z Thomasem, seryjnym i zakochanym w niej mordercą, został zamknięty na zawsze. Mężczyzna trafił za kratki, gdzie odsiaduje dożywotni wyrok. Ona zmieniła nazwisko i starannie ukrywa swoją przeszłość. Trzyma się na uboczu, byleby tylko nie dopuścić do siebie nikogo, kto mógłby ją zdemaskować. Żyje wyłącznie pracą. W końcu zaczyna się nią interesować nieziemsko przystojny Wade Sterling. Jak potoczą się losy tych dwojga?

Kiedy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że coś mi umknęło. Faktycznie, okazało się, że to czwarty tom cyklu Slow burn. Niestety nie czytałam poprzednich części.  Początkowo lektura stawiała mi ogromny opór i nie byłam pewna, czy będę umiała przez nią przejść. Na szczęście z czasem udało mi się wkręcić w akcję.

Eliza nie od razu podbiła moje serce. Na początku to jej wyobcowanie mnie denerwowało. Mniej więcej w połowie zmieniłam do niej podejście. Zaczęłam ją rozumieć.

Druga część powieści rzuciła mnie na kolana. Nie mogłam narzekać na nudę. Działo się sporo. W końcu dowiedziałam się, co właściwie łączyło Elizę z seryjnym mordercą. Thomas chyba już zawsze będzie wzbudzał we mnie strach. Podejrzewam, że przy jego zdolnościach szybko stałabym się ofiarą. Jak nikt potrafił manipulować drugim człowiekiem i zniewalać jego umysł. To przerażające. Najgorsze jest to, że takich jak on na świecie jest wielu. Obyśmy nigdy nie stali się marionetkami w rękach takiego szaleńca. Jak można manipulować człowiekiem po to, by zaspokoić swoją chorą wyobraźnię? Chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi na to pytanie.

To książka dla osób, którym nie przeszkadzają thrillery z romansem w tle. Jak wspomniałam, na początku lektura może stawiać opór, ale w gruncie rzeczy nie żałuję tego, że postanowiłam poznać historię Elizy pomimo tego, że nie czytałam poprzednich części cyklu. Jeśli szukacie historii o obsesji, dobrze trafiliście. Nie powinniście się czuć rozczarowani.

Maya Banks
Z każdym oddechem
Wydawnictwo HarperCollins
Warszawa 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu HarperCollins

Penelope Douglas "Dręczyciel"

Tate i Jared znali się od pieluch. Początkowo niemal wszystko robili razem. Kiedy mieli po 14 lat, wszystko się zmieniło. Jared stał się dręczycielem i nie dawał Tate żyć. Byle powód był dobry, by tylko ją poniżyć. Nie pomagało nawet to, że dziewczyna schodziła mu z drogi. To sprawiało, że jeszcze bardziej chciał jej dokopać. W końcu Tate na rok wyjechała do Paryża. Ten wyjazd pomógł dziewczynie. Była gotowa by walczyć ze swoim prześladowcą. Co takiego stało się między nimi, że przyjaźń przerodziła się w nienawiść?

Zarówno Tate jak i Jared zostali skrzywdzeni przez życie. Dziewczyna straciła matkę. Ojciec chłopaka zostawił rodzinę, a jego mama topiła smutki w alkoholu. Nawzajem starali się sobie pomóc. Jednak coś w ich życiu się zmieniło. Początkowo nienawidziłam Jareda. Miałam do niego żal o to, co robił swojej dawnej przyjaciółce. Nie byłam w stanie zrozumieć motywów jego postępowania. Jedne wakacje u ojca sprawiły, że chłopak stał się potworem. Po lekturze wiem, że niesłusznie oceniałam Jareda. Nawet nie starałam się go zrozumieć. Z góry założyłam, że dręczycielowi nie można współczuć. Niesłusznie. Zresztą, przekonajcie się sami co się właściwie stało. Ja już nic więcej nie powiem, bo mogę chlapnąć parę słów za dużo.

Penelope Douglas przypomniała mi jak to było, gdy ja dorastałam. Też tak mieliście, że część znajomości z dawnych lat się rozpadła? Ja tak. Dorosłam i z niektórymi po prostu przestałam się dogadywać. Dla młodych ludzi takie zmiany są na początku przerażające. Później przechodzimy z nimi do porządku dziennego i życie toczy się dalej.

Nie spodziewałam się tego, że lektura wywoła u mnie tyle sprzecznych emocji. Początkowo miałam trochę problemów, by się w nią wczuć. Na szczęście szybko połknęłam haczyk i przepadłam. Musiałam dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Autorka stanęła na wysokości zadania, jeśli chodzi o przedstawienie sytuacji obojga bohaterów. Raz utożsamiamy się z Tate. Czujemy jej strach, staramy się stawić czoła prześladowcy. Za chwilę zaś próbujemy zrozumieć Jareda. Jestem ciekawa tego, co przyniesie kontynuacja cyklu.

Jeszcze jedna rzecz zasługuje na uwagę. W literaturze bardzo trudno opisać sceny łóżkowe w taki sposób, by działały na wyobraźnię i nie wzbudzały obrzydzenia. Wielu autorów powinno uczyć się od Penelope Douglas tej sztuki. Moim zdaniem te fragmenty zostały przedstawione ze smakiem i nutką pikanterii.

Trudno jest mi powiedzieć, kogo najbardziej zainteresuje ta seria. Bohaterowie są nastolatkami. Dopiero wchodzą w dorosłe życie. Jeśli nie uważacie, że jesteście za starzy, by wejść do ich świata, polecam tę lekturę. Nie powinna Was rozczarować.

Penelope Douglas
Dręczyciel
Wydawnictwo Helion
Gliwice 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Helion.

Brandon Sanderson "Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida"

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię chodzić do biblioteki. Jestem tam w miarę stałym bywalcem. Mogę tam upolować prawdziwe perełki. Bibliotekarze kojarzą mi się raczej pozytywnie. Po lekturze tej książki chyba zmienię o nich zdanie. Ale po kolei.

Alcatraz Smerdy ma trzynaście lat i niektórzy mogliby powiedzieć, że chłopak jest chodzącym nieszczęściem. Jego rodzice nie żyją, a on nieustannie zmienia rodziny zastępcze, przy okazji uprzykrzając im życie, niszcząc różne rzeczy w ich domu. Kiedy puszcza z dymem kuchnię matki zastępczej Joan, miarka się przebiera. Do chłopaka przyjeżdża kuratorka, która mówi mu, że musi po raz kolejny umieścić go u innej rodziny. Chętnych jest niewielu. Alcatraz w dniu trzynastych urodzin otrzymuje spadek po rodzicach. Nie liczcie jednak na fajerwerki. Okazuje się bowiem, że nastolatek otrzymuje woreczek z piaskiem. Co komu po tym? I tu się zaczyna zabawa. Nie jest to wcale taki zwyczajny piasek. Co jest w nim takiego niezwykłego? Dlaczego bibliotekarze są źli? Przekonajcie się sami.

Książce trzeba przyznać, że jest specyficzna. Główny bohater raczej nie pozwala się zbytnio lubić. Już na dzień dobry mówi, że nie jest dobrym człowiekiem, a jego talentem jest niszczenie wszystkiego, co napotka na swojej drodze. Hulk byłby dumny. W każdym razie tej powieści nie da się porównać do żadnej innej. Z tak szalonej strony nie znałam Brandona Sandersona. Podejrzewam, że jego nowy cykl należeć będzie do lektur, które albo się pokocha albo znienawidzi. Ja należę do pierwszego grona. Stara dupa jestem, ale przepadłam z tą książką na kilka godzin i jestem ciekawa tego, co przyniosą mi kolejne tomy.

Mocnym punktem w tej powieści jest pierwszoosobowa narracja. Dzięki niej zostajemy wciągnięci w świat Ala. Ja opuszczałam go z trudem. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę. Jestem nim absolutnie oczarowana. Czegoś takiego w literaturze nie było i pewnie jeszcze długo nie będzie. Brandon Sanderson jest nie do podrobienia. Podobnie jak Alcatraz i jego dziadek. Chyba nie chciałabym z żadnym z nich mieszkać, ale obaj podbili moje serce. To nic, że nastoletni narrator przerywał swoją opowieść w najmniej oczekiwanym momencie i złośliwie kazał mi czekać na dalszy rozwój zdarzeń. Warto było czekać.

Jeśli szukacie dobrej fantastyki nie tylko dla młodszych czytelników, myślę, że dobrze trafiliście. Życzę Wam tego, byście przepadli z tą książką. Jedna dobra rada - nie czytajcie tej książki w autobusie czy pociągu i lepiej niczego przy niej nie jedzcie i nie pijcie. Tak na wszelki wypadek, gdyby chciało Wam się śmiać.

Brandon Sanderson
Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida
Wydawnictwo IUVI
Kraków 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego oraz przekazanie piasku w dobre ręce
dziękuję Wydawnictwu IUVI.

Dzień Kobiet z Czytelnią Mola Książkowego i Wydawnictwem Kobiecym

Drogie Panie!
Zbliża się nasze święto. Z tej okazji chciałabym zaproponować Wam udział w konkursie. Wydawnictwo Kobiece wysłało do mnie 2 egzemplarze recenzenckie powieści "Anhusz". Jeden z nich postanowiłam oddać w Wasze ręce. Jeśli nie będzie Wam przeszkadzać, że z tyłu na okładce jest informacja, że to egzemplarz recenzencki - weźcie udział w zabawie.

Co zrobić, by otrzymać książkę?
Panowie, wybaczcie, tym razem w konkursie mogą wziąć udział wyłącznie Panie. To ma być prezent dla jednej z Was na Dzień Kobiet. Ode mnie i od Wydawnictwa Kobiecego :)

Mam nadzieję, że książka dojdzie na czas. Nie przedłużam więc i śpieszę z podaniem warunków, które trzeba spełnić, by wziąć udział w konkursie.

1. Dzień Kobiet z Czytelnią Mola Książkowego i Wydawnictwem Kobiecym to konkurs, w którym udział mogą wziąć wyłącznie kobiety.

2. Aby wziąć udział w konkursie, trzeba polubić na Facebooku Czytelnię oraz Wydawnictwo Kobiece. Następnie pod tym wpisem napiszcie: "Zgłaszam się! Lubię Czytelnię i Wydawnictwo Kobiece jako xy, adres mailowy do kontaktu to adresmailowy@email.pl".

3. Konkurs trwa do środy 1 marca 2017 roku. Zwycięzca zostanie poinformowany mailowo o wygranej. Wtedy też umówimy szczegóły przesyłki.

4. W konkursie mogą brać udział wyłącznie panie mieszkające w Polsce.

Z mojej strony to wszystko. Pamiętajcie, że książka ma z tyłu na okładce informację, że to egzemplarz recenzencki. Życzę powodzenia :)

Martine Madden "Anhusz"

Kiedy popatrzycie na okładkę tej książki, widzicie ubraną w zwiewne ubrania kobietę. Biją od niej ciepło i spokój. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom. To opowieść nie tylko o miłości, ale również o kraju pogrążonym w wojnie.

Poznajcie 20-letnią Anhusz. To Ormianka żyjąca pod wodzą Turków. Dziewczyna marzy o tym, by wyrwać się ze swojej wioski, w której nie ma większych perspektyw. Nie jest to jednak takie proste, zwłaszcza, że Turkowie nie traktują zbyt dobrze Ormian. Wydaje się, że Anhusz do końca swoich dni będzie tkwiła w tej zabitej dechami dziurze. Do czasu aż poznaje tureckiego oficera Dżahana. Nawiązuje się między nimi uczucie, które nie powinno nigdy się narodzić. Los niekoniecznie im sprzyja. Nie jest im dane cieszyć się swoją obecnością. Dżahan zostaje przeniesiony w inne miejsce. W końcu wraca do Anhusz. W jakim celu? Tego musicie dowiedzieć się sami z lektury.

O konflikcie pomiędzy Turkami i Ormianami wciąż wiem niewiele. Coś mi się niby o uszy obiło, ale gdyby ktoś poprosił mnie o szczegóły, obawiam się, że nie byłabym w stanie zbyt wiele o nim powiedzieć. Martine Madden uchyliła mi nieco jego rąbek. Dzięki niej dowiedziałam się, co te dwie nacje o sobie myślą. Anhusz jako ormiańska dziewczyna powinna poślubić Ormianina. Niekoniecznie z miłości. Najlepiej byłoby, gdyby przyszłego męża wybrali dla niej rodzice. Nie do pomyślenia było, by mogła zakochać się w oprawcy, czyli w Turku, który jednoznacznie kojarzył się jej rodakom z żądną krwi bestią. Jednak dziewczyna wbrew sobie oddaje swoje serce Dżahanowi, który odwzajemnia uczucie. Niestety, w świecie, w którym przyszło im żyć, nie ma miejsca na taką miłość.

Anhusz to niezwykle poruszająca opowieść, którą czyta się z zapartym tchem. Autorka potrafi oczarować czytelnika i wciągnąć go do pogrążonego w wojnie świata. Ta książka szokuje zwłaszcza tych odbiorców, którzy niewiele wiedzą o wspomnianym przeze mnie konflikcie. Wciąż za mało się o nim mówi, dlatego mam nadzieję, że o tej powieści zrobi się głośno. Odpowiedzcie sobie na pytanie, czy chcecie przeczytać o tych wydarzeniach. Jeśli chcecie przekonać się, do czego prowadzą konflikty zbrojne i uczucie, które nie powinno się narodzić - możecie sięgnąć po Anhusz. To dobra, choć poruszająca trudne tematy lektura.

Martine Madden
Anhusz
Wydawnictwo Kobiece
Białystok 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Kobiecemu.

Ewa Zdunek "Z pamiętnika zajętej wróżki"

Nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do tego, żeby pójść do wróżki, choć kilka moich koleżanek ma za sobą taką wizytę. Postanowiłam jednak poznać Emilię, która w końcu zmieniła swoją pasję w stałą pracę. Stała się pełnoetatową wróżką.

Bohaterka dostała pracę w telewizji. Tam poznała inne koleżanki po fachu. Nieco specyficzne. Czy Emilii uda się dopasować do telewizyjnych realiów? Jak będzie rozwijała się jej dalsza kariera? Czy ukochany Marek faktycznie okaże się rycerzem na białym koniu, który nie ma skazy? Przekonajcie się, jak wyglądało życie Emilii.

Z pamiętnika zajętej wróżki to lekka opowieść na leniwy wieczór. Z tym pamiętnikiem na pewno nie będziecie się nudzić. Nie bardzo wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tej lekturze. Nie byłam pewna, czy ta historia przypadnie do gustu osobie lubującej się w powieściach ociekających krwią. Potrzebowałam jednak czegoś, przy czym będę mogła oderwać się od rzeczywistości i dzięki Ewie Zdunek mi się to udało. Niemal cały czas śmiałam się podczas lektury.

To druga część Z pamiętnika samotnej wróżki. Jeśli go nie czytaliście, nadróbcie lepiej zaległości. Wtedy niektóre wątki będą bardziej zrozumiałe, choć nie powinniście raczej czuć się zagubieni w trakcie lektury i będziecie wiedzieli, co się dzieje.

Ewa Zdunek potrafi zaczarować słowem. Ma lekkie pióro. Drogie Panie, jeżeli szukacie lektury, przy której odpoczniecie od codziennej gonitwy, możecie spokojnie sięgnąć po tę książkę. Skoro mnie, osobie lubiącej wartką akcję, przypadła do gustu, nie będziecie raczej rozczarowane. 

Ewa Zdunek
Z pamiętnika zajętej wróżki
Wydawnictwo Edipresse Książki
Warszawa 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Edipresse Książki.

Michał Wójcik, Zofia Posmysz "Królestwo za mgłą"

Zofia Posmysz-Piasecka to polska pisarka i scenarzystka. W trakcie II wojny światowej trafiła najpierw do obozu w Auschwitz, następnie uwięziono ją w Ravensbruck. Udało się jej przeżyć to piekło i wyjść z "Królestwa", do którego trafiła, mając zaledwie 19 lat. Zgodziła się, by opowiedzieć Michałowi Wójcikowi o tym, co przeżyła w trakcie wojny. Mówi, co dało jej siłę, by przetrwać w piekle.

"Inna sprawa, że wyższe uczucia były dostępne tylko w sytuacji oswojenia. Gdy człowiek uświadomił sobie, że tu i teraz jest moje życie. Nie wiem, kiedy stąd wyjdę, ale póki żyję, to muszę tak żyć, jakby to była norma. Gdy więzień przyjął to wiadomości i się z tym pogodził – otwierał się. Nie od razu… Musiało minąć sporo czasu. Gdy minął szok i zmieniły się warunki życia. U niektórych to były dwa, trzy tygodnie. U innych kilka miesięcy. A jeszcze inne kobiety nigdy się z tym nie pogodziły".

Michał Wójcik odbył kilka spotkań z Zofią Posmysz. Stworzenie tego wywiadu nie było łatwym zadaniem, ponieważ kobieta, choć jest już wiekowa, nadal jest bardzo aktywna i cierpi na chroniczny brak czasu. Książka została podzielona na 15 spotkań. Każde z nich porusza inny temat. Dowiadujemy się, jak wyglądało dzieciństwo Zofii Posmysz, jak radziła sobie podczas niewoli. Obserwujemy także jej życie po opuszczeniu obozu. Jak się okazało, odnalezienie się w nowej rzeczywistości, nie było takie proste. Choć brama była otwarta, nikt nie strzelał, psy nie szczekały, pojawił się niepokój. Kto teraz da im jeść? Jak długo uda im się przeżyć?

Za sprawą Zofii Posmysz poznałam życie obozowe z nieco innej perspektywy. Trafiłam do królestwa spowitego mgłą powstałą z ludzkich ciał. Byli tam też rycerze, ale za żadnym z nich nie poszłabym na koniec świata. Była więźniarka opisała obóz w sposób, w jaki nikt mi o nim jeszcze nie powiedział. Niemcy nie byli tylko źli, a Polacy dobrzy. Kobieta potrafiła w sposób pozytywny mówić o SS-manach. Wcześniej nie spotkałam się z czymś takim w literaturze obozowej. Niemcy byli po prostu źli i tyle. Cieszyło ich poniżanie więźniów. Zofia Posmysz nie stara się wybielić oprawców, nie umniejsza ich win. Pozwala jednak spojrzeć na nich w inny niż dotychczas sposób. To nie tylko pozbawieni uczuć ludobójcy, lecz także zwykli ludzie, którzy nie zawsze chętnie wykonywali powierzone im rozkazy.

Książka jest dość obszerna, ale czyta się ją szybko. Michał Wójcik i Zofia Posmysz wciągają w swoją opowieść od samego początku. Czytając ten wywiad, miałam wrażenie, że słucham nieżyjącego już dziadka, który opowiada o niewoli. On robił to w podobny sposób. Myślę, że tę książkę powinni przeczytać przede wszystkim młodzi ludzie, którzy mogą nie mieć okazji, by usłyszeć o wojnie z pierwszej ręki. To będzie dla nich bardzo ważna lekcja historii. Jedna z trudniejszych, ale niezwykle cenna.

Chociaż Zofia Posmysz wiele wycierpiała ze strony Niemców, w swojej opowieści zachowała obiektywizm. Pokazała nam prawdziwe oblicze obozu koncentracyjnego. To, co mówiła, wielokrotnie sprawiało, że miałam łzy w oczach. Nie umiałam podejść do tej publikacji bez emocji. Nigdy nie będę w stanie zrozumieć jak mogło dojść do czegoś takiego. Nawet zwierzęta nie zabijają dla zabawy, a po to, żeby przeżyć.

Jestem zaszczycona, że mogłam wysłuchać tej opowieści. Chylę czoła przed wszystkimi ludźmi, którzy pracowali nad wydaniem tej publikacji. Wykonali kawał świetnej roboty. Jeśli chcecie spojrzeć na Auschwitz z nieco innej perspektywy, polecam tę książkę. Mam nadzieję, że spełni Wasze oczekiwania.

Michał Wójcik, Zofia Posmysz
Królestwo za mgłą
Wydawnictwo Znak
Kraków 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Znak.

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #81 Susanne Mischke "Zabij, jeśli potrafisz!"

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Idziecie na zakupy na bazarek. Macie ze sobą małe dziecko w wózku. Żeby zapłacić za towar musicie na chwilkę zostawić je na zewnątrz, ponieważ nie zmieścicie się z wózkiem. Wydaje się Wam, że nic złego nie może się stać. Kiedy wracacie, widzicie, że Waszego dziecka nie ma. Ktoś je zabrał i ślad po nim zaginął. To właśnie spotkało Tinkę Hansson. Jej córeczka przepadła bez śladu. Mijają 4 lata. Sprawą dziewczynki interesuje się komisarz Gregor Frosberg. Do pomocy zostaje mu przydzielona dość specyficzna Selma Valkonen. Sprawa zaczyna posuwać się do przodu. Ojciec zaginionej Lucie dostaje informację mówiącą o tym, że jego córka żyje, ale jeśli ten chce ją zobaczyć, musi dokonać niewybaczalnego czynu. Czy zdesperowany ojciec będzie w stanie zrobić wszystko, by odzyskać dziecko?

Na początku miałam straszny problem z ogarnięciem pojawiających się w powieści wątków. Nie do końca wiedziałam, dlaczego autorka przeskakuje od przeszłości do teraźniejszości. Na szczęście klocki dość szybko zaczęły układać się w spójną całość i przepadłam na dobre. Byłam ciekawa, czy Lucie faktycznie żyje i zostanie odnaleziona, czy też ktoś po prostu postanowił zabawić się kosztem zrozpaczonych rodziców, którzy są gotowi zrobić wszystko, by odzyskać utracone przed laty dziecko.

Jak wspomniałam, przenosimy się w czasie. Początkowo może to nieco utrudnić lekturę, jednak bez tego zabiegu, pewne wątki byłyby niezrozumiałe. Później jest tylko lepiej. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Nie byłam w stanie przewidzieć, co dalej się wydarzy. Zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się czegoś takiego i jestem pełna podziwu dla Susanne Mischke. Wykonała kawał dobrej roboty.

Autorka sporo miejsca poświęciła na zbadanie psychiki bohaterów. Możemy zajrzeć w głąb ich dusz i poznać ich radości oraz smutki. Okazuje się, że każda z osób, które pojawiają się w powieści, ma swoje za uszami. Niektóre czyny z przeszłości okazują się brzemienne w skutkach, choć początkowo nic na to nie wskazuje. Nie byłam w stanie do żadnego z bohaterów podejść bez emocji. Starałam się nikogo od początku nie oceniać, ale to było trudniejsze niż przypuszczałam. Przyłapałam się na tym, że oceniam ich czyny. Czy miałam do tego prawo? Nie byłabym tego taka pewna. Nie wiem w końcu jak zachowałabym się na ich miejscu.

To dobry thriller z wątkami psychologicznymi. Czytając go, możemy odpowiedzieć sobie na pytanie, ile bylibyśmy w stanie zrobić, by tylko odzyskać utracone dziecko. Jeśli chcecie, poznajcie rodziców Lucie i przekonajcie się, przed jakimi wyborami przyszło im stanąć.

Susanne Mischke
Zabij jeśli potrafisz
Wydawnictwo PWN
Warszawa 2014

Feliks Konieczny "Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży"

Jak już pewnie wspominałam, jestem siostrą historyczki i od małego byłam katowana datami. Mimo wszystko mam fioła na punkcie książek historycznych. Chciałam przekonać się, jak o dziejach Polski dla młodzieży opowie nieżyjący już polski historyk, Feliks Konieczny. Publikacja wydana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka jest wznowieniem jego dzieła.

Nie będę Wam streszczać tego, co tu znajdziecie, nie widzę w tym większego sensu. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu zna historię Polski. Autor pokazuje czytelnikom, jakie zmiany dokonały się w naszym państwie na przestrzeni wieków. Wspomina królów oraz innych ludzi, którzy na trwałe zapisali się na kartach historii.

To nie jest typowy podręcznik do nauki historii. Autor posługuje się XIX-wieczną polszczyzną, ale nie ma większych problemów ze zrozumieniem tego, co chce nam przekazać. Wydawca wyszedł czytelnikom naprzeciw i wyjaśnił niektóre trudne słowa, umieszczając je w ramkach. W tekście znajdziecie również komentarze Feliksa Koniecznego dotyczące opisywanych sytuacji. 

Czytelnicy, którzy chcą nabyć podstawową wiedzę z zakresu historii Polski, mogą spokojnie zapoznać się z tą publikacją, powinna zaspokoić ich potrzeby. Potencjalnymi odbiorcami są przede wszystkim młodzi czytelnicy, zaczynający dopiero swoją przygodę z historią. Co nie znaczy, że dorośli nie znajdą tu czegoś dla siebie. Sama znalazłam tu kilka historycznych faktów, o istnieniu których nie miałam pojęcia.

Jeśli szukacie publikacji historycznej, która wyjaśni Wam podstawowe kwestie związane z dawną polityką, myślę, że możecie sięgnąć po tę książkę. Raczej nie powinna Was rozczarować. Znajdziecie tu informacje, których nie usłyszycie na lekcjach historii w szkole.

Feliks Konieczny
Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Poznań 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Wojciech Zimiński "Biuro Wszelkiego Pocieszenia. Ministerstwo Absurdu"

źródło: Empik
Tu Czytelnia Mola Książkowego. Jest sobota, czas więc na porcję dobrej lektury na weekend.

"Tu Biuro Wszelkiego Pocieszenia" – jeśli słuchacie czasem radiowej Trójki, macie okazję, by usłyszeć te słowa, której wypowiada w audycji Urywki z Rozrywki Wojciech Zimiński. Książka, o której chcę Wam dzisiaj powiedzieć, to zbiór felietonów. Autor w tych krótkich tekstach opowiada o przypadkach życia codziennego, nie szczędząc przy tym ironii. Ujawnia absurdy naszej rzeczywistości, z humorem i polotem komentuje bzdurne mody, dziwne nawyki i obyczaje. Jego teksty dotykają przeróżnych sfer: rozmów z pracownikami infolinii, noworocznego stanu nieważkości, wyborów do parlamentu czy kłopotów z odnalezieniem miejsca pochówku angielskiego króla Ryszarda III. Dzięki autorowi możemy pośmiać się z samych siebie.

Jeśli czytaliście pierwszą część książki Wojciecha Zimińskiego i przypadła ona Wam do gustu, możecie spokojnie sięgnąć po drugą część. Nie powinna sprawić Wam zawodu. Książkę czyta się szybko i co najważniejsze, nie trzeba się z nią przyspawać do fotela, można czytać ją na raty bez większego problemu. To dobre rozwiązanie dla osób mających niewiele czasu na lekturę. Poza tym jeśli jakiś tekst nie przypadłby Wam do gustu, możecie go ominąć i przejść do kolejnego.

To książka dla osób, które nie boją się ironii i mają dystans do otaczającego ich świata. W innym przypadku lektura może sprawiać nieco trudności. Autor ma lekkie pióro i bardzo trafnie uderza w otaczające nas absurdy. Wywołuje uśmiech na twarzy, ale także zmusza do zastanowienia się nad tym, co napisał.

Nie chcę w żadnym razie nikogo zniechęcać do sięgnięcia po książkę, ale nie jestem pewna, czy przypadnie do gustu nastoletnim czytelnikom. Niektóre poruszone tu sprawy jeszcze ich nie dotyczą, więc lepiej trochę zaczekać z lekturą.


Wojciech Zimiński
Biuro Wszelkiego Pocieszenia. Ministerstwo Absurdu
Wydawnictwo Helion
Gliwice 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Helion.

Przedpremierowo! Violetta Domagała "Zamordować dziecko"

W Auschwitz śmierć poniosło wiele noworodków. Dzieci, o ile urodziły się żywe, były odbierane matkom i poddawano je nieludzkim eksperymentom. Część z nich mordowano, by uchronić je przed takim losem. Kiedy na świat przychodzi córeczka Giseli, Żydówki, na której naziści wykonywali eksperymenty, jedna z pielęgniarek zaczęła zachęcać ją do zamordowania dziewczynki. Mówi, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Dziecko nie będzie cierpiało. Matka jednak nie chce się na to zgodzić. Chcąc ulżyć wyrzutom sumienia Giseli, Daniela opowiada jej o pewnej kobiecie, która wiele lat temu stanęła przed podobnym wyborem.

Auschwitz było piekłem dla dzieci i dorosłych. Autorka pokazuje nam, z jakimi dylematami musiały zmagać się świeżo upieczone matki. Ich dzieci nie miały prawa do życia. Tak samo było z córeczką Giseli. Dziewczynka nie przeżyłaby nieludzkich eksperymentów, jakim poddaliby ją naziści. Daniela namawia więc jej matkę, by uchroniła ją przed cierpieniem. Takich kobiet było więcej. Za sprawą pielęgniarki poznajemy Elżbietę, która żyła w czasach Jagiellonów. Ona także została postawiona przed trudnym wyborem. Życie nigdy jej nie oszczędzało. Była jedną z bardziej tragicznych bohaterek literackich, które poznałam. Nie zasłużyła na to, co ją spotkało.

Książki nie da czytać się bez emocji. Violetta Domagała wciąga czytelników w swoją opowieść. Dość wiernie oddała czasy niemieckiej okupacji oraz czasy rządów Jagiellonów. W Oświęcimiu jesteśmy co prawda przez chwilę, ale czujemy panującą w obozie koncentracyjnym atmosferę śmierci i cierpienia. W czasach Jagiellonów zaś obserwujemy trudną sytuację kobiet. Wiele z nich było źle traktowanych przez mężów. Ich żony, o ile nie miały dobrej pozycji społecznej, nie miały zbyt wielu praw. Nie mogły decydować o swoim życiu. Tak właśnie było z Elżbietą, której życie zniszczyli mężczyźni. Co dokładnie się stało - przekonajcie się sami.

Powieść Zamordować dziecko jest dość dobrze napisana i choć porusza trudną tematykę, czyta się ją szybko. Jedyne co, to mam nieco mieszane odczucia jeśli chodzi o zakończenie. Nie do końca wiem, w jaki sposób je interpretować.

Jeżeli chcecie przekonać się, jak z dokonaniem trudnych wyborów poradziły sobie dwie żyjące w różnych czasach matki, przeczytajcie tę powieść. 

Violetta Domagała
Zamordować dziecko
Wydawnictwo Novae Res
Gdynia 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Novae Res.

Czytelnia po godzinach: #4 Przybij piątkę!

Dziś opowiem Wam o typowo imprezowej grze, którą można zabrać ze sobą wszędzie. Ta gra jest na tyle nieduża, że wejdzie do każdej, nawet najbardziej wypakowanej kobiecej torebki. 

Gra nie trwa zbyt długo. W końcu na podanie wskazówki i udzielenie poprawnej odpowiedzi na pytanie trwa zaledwie 5 sekund. Minimalna liczba graczy to 3 osoby, maksymalnie 8. W zależności od tego, ilu ich jest - są 2 warianty gry: w parach lub przeciwko sobie.

Na początku gry gracze wybierają jeden numer - od 1 do 8. Do końca rozgrywki ten numer będzie oznaczał liczbę, na którą trzeba zwrócić uwagę przy wyborze kategorii. Jak wygląda przebieg rozgrywki? Po wybraniu tematyki, dobiera się literkę. Gracze muszą wymyślić słowo. Kiedy mają na nie pomysł, uderzają w stół w leżącą na nim kartę pierwszeństwa. Ma 5 sekund na podanie wskazówki dla innych graczy. Nie może ona jednoznacznie sugerować wymyślonego słowa i co więcej, nie może być dłuższa niż jedno słowo.

Osoba, która ma pomysł na rozwiązanie zagadki, uderza ręką w kartę pierwszeństwa. Pozostali gracze odliczają od 5 do 0. W tym czasie gracze z dłońmi na stole jednocześnie wypowiadają słowo. Jeśli jest identyczne - kończy się runda. Gracz, który wymyślił hasło, bierze kartę z tematyką. Drugi zaś zabiera literkę. Kiedy słowa różnią się od siebie, gracze odpadają z rozgrywki. Uwierzcie mi, myślenie pod presją czasu nie jest takie proste i wymyślanie podpowiedzi oraz słów sprawia trudność wszystkim, nawet polonistom. W trakcie gry dochodzi do śmiesznych sytuacji. My na przykład wylosowaliśmy kategorię "ptak" i literkę "n". Zatkało nas wszystkich, oprócz nkury i norła nie wymyśliliśmy nic innego. Przynajmniej było śmiesznie.


Gra nie jest jakoś specjalnie skomplikowana i nadaje się na imprezy. Zwłaszcza wtedy, gdy towarzystwo ma do siebie duży dystans. My praktycznie pół gry przepłakaliśmy ze śmiechu. Nawet nie wiecie, jakie słowa można wymyślić pod presją czasu albo jak wspaniałe podpowiedzi można dawać innym. Chociaż jestem polonistką, miałam problem z wymyśleniem słów na niektóre litery. Jestem kreatywna, ale nie aż tak. 

Przybij piątkę! to gra, przy której można miło spędzić czas. Jednak nie wszystkim może przypaść do gustu. Kiedy nie ma się dobrego refleksu i ma się problem z wymyślaniem słów - można szybko się zniechęcić. Wbrew pozorom to nie jest prosta gra, trzeba się wysilić, żeby wygrać. Powiem szczerze, że ani razu mi się to nie udało, ale mam nadzieję, że kiedyś pobiję wszystkich. Jestem dobra w wymyślaniu haseł, ich zgadywanie idzie mi nieco gorzej. Zwłaszcza wtedy, gdy mój mąż wymyśli jakieś hasło. Ten to czasem ma ułańską fantazję...

Nie ma większych ograniczeń wiekowych w przypadku tej gry, chociaż lepiej grać w miarę zbliżonym wiekowo towarzystwie. Wtedy jest szansa, by się zrozumieć. Kilka lat różnicy może stanowić problem, choć nie musi.

Szkoda tylko, że nie ma wszystkich literek. Nieco stresujące jest też granie na czas, ale przynajmniej jest śmiesznie. Człowiek jest bardzo kreatywny, gdy słyszy, że inni mu odliczają. Gra dobra na imprezę lub wyjazd w większym gronie. Myślę, że to także dobry pomysł dla rodzin, by spędzić wspólnie czas. Przekonajcie się, czy chcecie przybić piątkę.


Liczba graczy: 1-8
Wiek: od 10 lat
Czas gry: od 20 do 30 minut
Losowość w skali 1-10: 9
Złożoność w skali 1-10: 5
Interakcja w skali 1-10: 6
Końcowa ocena gry: 7

Sophie Kinsella "Spójrz mi w oczy, Audrey"

14-letnia Audrey cierpi na zaburzenia lękowe. Ciągle nosi ciemne okulary, nie potrafi nawiązać z nikim kontaktu wzrokowego, nie chodzi do szkoły i rzadko wychodzi z domu. W wyjściu na prostą pomaga jej doktor Sarah. Terapia zaczyna przynosić powolne postępy. Wtedy w życiu Audrey pojawia się Linus, przyjaciel starszego brata dziewczyny. Chłopak wyciąga do niej pomocną dłoń. Za pomocą liścików sprawia, że Audrey zaczyna wychodzić ze skorupy, w której się zamknęła.

Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po lekturze. Swoje lata już mam i nie wiedziałam, czy powieść dla młodzieży przypadnie mi do gustu. Sophie Kinsella wciągnęła mnie swoją opowieścią już od samego początku. Audrey kiedyś była zwyczajną dziewczyną, ale przydarzyło jej się coś złego. Od tego czasu nastolatka boi się kontaktów z innymi ludźmi. Wie co prawda, że to nie jest nic strasznego, ale "gadzi mózg" bierze nad nią czasem górę. Audrey od samego początku wzbudzała moją sympatię. Chciałam, żeby udało jej się wyjść normalnie z domu. Trzymałam za nią kciuki, by mogła znów spojrzeć komuś w oczy.

Sophie Kinsella potrafi oczarować słowem. Nie tylko bawi czytelników, ale także zmusza ich do refleksji. Autorka bardzo dobrze przedstawiła główną bohaterkę. Obserwujemy świat z jej perspektywy. Poznajemy radości i smutki. Jednocześnie towarzyszymy w życiu rodziny Audrey. Akcję przeplatają fragmenty scenariusza z filmu, który nakręciła nastolatka. Dzięki temu poznajemy bohaterów nieco bliżej i możemy na chwilę zapomnieć o problemie, z jakim zmaga się Audrey.

To książka nie tylko dla nastolatków. Dorośli czytelnicy także znajdą tu coś dla siebie. Sophie Kinsella choć posługuje się prostym językiem i nie unika humoru, daje czytelnikom ważną lekcję. Pokazuje, do czego może doprowadzić bezmyślne zachowanie innych ludzi. Poznajcie Audrey i pozwólcie jej spojrzeć Wam w oczy.

Sophie Kinsella
Spójrz mi w oczy, Audrey
Wydawnictwo Media Rodzina
Poznań 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Media Rodzina.

Czytelnia po godzinach: #3: 7 Samurajów

Dzisiaj przeniesiemy się do Japonii, gdzie wcielimy się dzielnych samurajów, którzy bronią wioski przed najeźdźcami. Poznajcie grę karcianą 7 Samurajów.

Gra składa się z 7 plansz Samurajów, 7 pionków Samurajów, 7 żetonów wsparcia, 10 znaczników barykad, 3 żetonów rodzin, 66 kart Najeźdźców, planszy wioski, znacznika aktywnego gracza i 7 znaczników ran. W grze może wziąć udział od 1 do 7 graczy. Każdy z nich wybiera dla siebie jednego bohatera. To gra kooperacyjna, więc najlepiej dobrać ich w taki sposób, by w miarę możliwości ratować sobie nawzajem pośladki. W pewnym momencie gry to bardzo ważne. Gracze mają za zadanie obronić wieśniaków i ich domostwa przed najazdem wroga. Tajną bronią wojowników jest "Zwierzęcy" duch walki. O co chodzi? Już tłumaczę. W trakcie gry samuraj może otrzymać ranę. Gdy dostanie drugą, zamieni się w zwierzę. Staje się silniejszy, ale musi uważać. Otrzymanie czwartej rany zabija go i kończy grę. Na zdjęciu widzicie samurajów w normalnej i ulepszonej formie.

Każdy z bohaterów ma unikatowy talent. Może go wykorzystać w swojej turze lub przekazać innemu bohaterowi w ramach wsparcia. Talent znajduje się w lewym górnym rogu. Kanbei może ignorować kary z kart najeźdźców o wartościach 1, 3, 5 (te na niebieskich planach), Corobei zaś ignoruje kary z kart najeźdźców o wartościach 2, 4, 6. Po lewej stronie na karcie gracza znajdują się elementy, które samuraj musi obronić: wieśniacy, gospodarstwo i rodziny. To bardzo ważne. Utrata 3 rodzin w trakcie jednej rundy kończy grę, a uwierzcie mi, bardzo łatwo może dojść do takiej sytuacji. Po prawej stronie znajduje się tor walki samuraja, który uzupełnia się, w zależności od tego, jaką liczbę ma nadrukowaną najeźdźca. Uwaga, jeśli suma liczb na kartach najeźdźców przekracza sumę na torze walki, gracz automatycznie pasuje i płonie barykada. Na samym dole znajduje się Kiai, czyli specjalna umiejętność, którą można aktywować, gdy zapełni się tor walki samuraja. Nie jest to takie proste. Łatwiej jest przegiąć.

Jak przebiega runda? W pierwszej fazie dobiera się tyle kart najeźdźców, ile mówi instrukcja. W naszym przypadku było ich 24 - po 6 na gracza. Każdy z bohaterów może zrobić 3 rzeczy - zadeklarować walkę, udzielić wsparcia lub spasować. Przy czym z tym ostatnim radzę uważać. Pas oznacza wyeliminowanie do końca rundy. Jeśli gracz postanawia walczyć, bierze wierzchnią kartę ze stosu najeźdźców i decyduje, czy chce z nim walczyć, czy się przed nim bronić. Priorytetem powinni być zapełnienie toru po lewej stronie karty gracza, choć nie jest to takie proste. Karty najeźdźców mogą, ale nie muszą mieć nadrukowanych symboli w prawym górnym rogu. Jeśli zbierzecie kapelusz, chatkę i laleczkę - wszystko jest w porządku. Kiedy tego nie ma - jest problem, bo graczy czeka kara. Za brak kapelusza otrzymuje się ranę, za brak chaty ściąga się jedną z nich z planszy, a za brak rodziny, usuwa się jeden żeton rodziny z planszy. Rodzin jest najmniej - jedynie 3, więc trzeba bardzo o nie dbać. Uratowani wieśniacy odwdzięczają się, lecząc jednego z samurajów, odbudowując barykadę lub usuwając jednego z intruzów.

Intruzi pojawiają się w grze na dwa sposoby. Kiedy gracz udzieli wsparcia musi odłożyć wierzchnią kartę ze stosu najeźdźców na stos kart intruzów. Pojawiają się oni również w wyniku kary nadrukowanej na karcie najeźdźcy. Widać to na karcie z numerem 1. W pierwszej rundzie bierze się pod uwagę wyłącznie karty o sile od 1 do 4. W drugiej dochodzą 5, w trzeciej 6. Ich liczba zależy od liczby graczy. Jeśli pod koniec rundy przeżyła co najmniej jedna rodzina i ocalało co najmniej jedno gospodarstwo - gra toczy się dalej. W przeciwnym wypadku gracze przegrywają, gdyż nie udało im się obronić wioski przed atakiem. Uwierzcie mi, w tej grze łatwiej jest przegrać niż wygrać. W sumie można zakończyć rozgrywkę już po pierwszej rundzie, dlatego bardzo ważna jest kooperacja, chociaż wszystko zależy od szczęścia gracza.

Tu nie można właściwie obrać żadnej strategii. Najważniejsza jest zapełnienie toru po lewej stronie karty gracza, choć jak już wspomniałam, może się to okazać niewykonalne. I to jest jeden z największych minusów tej gry. Jeśli nie siądą karty i nie ma graczy, którzy mogą je sobie przekazywać - jest kaplica. Wygrana może być osiągnięta tylko cudem. Wystarczy, że gra pięciu graczy i trzem z nich nie uda się obronić rodzin, bo może się tak zdarzyć. Jeszcze nie wiemy, jaki jest dream team, ale może za parę miesięcy do tego dojdziemy :)

Gra ogólnie nie jest trudna, ale trzeba przy niej wysilić szare komórki. Jedna zła decyzja może zaważyć na końcowym wyniku. Dlatego warto patrzeć sobie nawzajem w karty i hamować narwańców. Ważne jest też dokładne przeczytanie instrukcji, gdyż może się okazać, że dostajecie w pośladki, bo osoba, która teoretycznie ją ogarnęła, mogła czegoś nie doczytać i macie za dużo kart. Tak, mówię to z własnego doświadczenia.

Nie mogę nic zarzucić ogólnemu wyglądowi gry - jest bardzo porządnie wykonana i można ją ze sobą zabrać wszędzie - nie zajmuje dużo miejsca. Zbierzcie więc ekipę, która lubi gry karciane i spróbujcie powstrzymać inwazję najeźdźców. Ostrzegam, łatwo nie będzie.


Liczba graczy: 1-7
Wiek: od 10 lat
Czas gry: od 20 do 45 minut
Losowość w skali 1-10: 10
Złożoność w skali 1-10: 5
Interakcja w skali 1-10: 8
Końcowa ocena gry: 8

Janina Lesiak "Dobrawa pisze CV"

Podejrzewam, że Dobrawy nie muszę nikomu specjalnie przedstawiać. Kojarzycie pewnie żonę Mieszka I, która podobno namówiła go do przyjęcia chrztu. W każdym razie w taki sposób przedstawiali ją kronikarze. Janina Lesiak postanowiła zaprezentować nam nieco inny portret tej niezwykłej kobiety.  Zaznacza przy tym, że to nie jest kronika ani powieść historyczna, tylko próba przybliżenia postaci, o której w dalszym ciągu wiemy niewiele.

Książka jest podzielona na 3 części: Było, Jest, Będzie. Dobrawę poznajemy jako kobietę, która jest całkowicie zależna od mężczyzn i nie ma prawda decydować o swoim losie. Polityczne uwarunkowania sprawiają, że trafia do naszego kraju, gdzie zostaje żoną Mieszka I. Jej życie wtedy zmienia się na lepsze. Szczęście nie trwa jednak długo. Co się dzieje? Tego musicie przekonać się sami.

Dobrawa jest jedną z najbardziej niedocenianych zarówno za życia, jak i po śmierci kobiet. Spełniła swoją rolę - dała państwu następcę tronu. Autorka zwraca uwagę na to, że historia nie obchodziła się łaskawie z kobietami. Nikt nie zapamiętywał imion matek, żon, córek i sióstr. Najważniejszy był sam władca i jego dokonania. Podejrzewam, że gdyby nie zapiski kronikarzy, nic nie wiedzielibyśmy o Dobrawie.

Muszę przyznać, że kilka tez dotyczących życia tej kobiety, które wysnuła Janina Lesiak, zaskoczyło mnie. Zastanawialiście się, co działo się z Dobrawą zanim została żoną Mieszka? Czy była z kimś w związku? Mnie to nigdy nie przeszło przez myśl. Życie Dobrawy zaczynało się dla mnie od momentu ślubu z Mieszkiem. Janina Lesiak postanawia zanalizować, co działo się przed zawarciem związku małżeńskiego tych ludzi. To, co napisała autorka, zaskoczyło mnie. Nie postrzegałam Dobrawy w taki sposób. Odważne było także to, że pisarka zakwestionowała fakt, że Świętosława była córką Dobrawy. Nie do końca się z nią w tej kwestii zgadzam, ale nie uważam, żeby to w jakikolwiek sposób negatywnie wpływało na mój odbiór powieści.

Dobrawa pisze CV to książka, którą czyta się błyskawicznie. Pochłonęłam ją niemal jednym tchem, siedząc na poczekalni u lekarza. Przypadło mi do gustu zupełnie inne podejście Janiny Lesiak do postaci Dobrawy. Za pośrednictwem autorki możemy zajrzeć do umysłu żony Mieszka I. Poznajemy jej smutki i radości. Dobrawa pozwala sobie przy nas na chwile słabości, które były niegodne kobiecie, która była żoną władcy. Żaden inny autor nie podszedł w taki sposób do Dobrawy. W sumie nie czytałam o niej zbyt wiele książek. Przemykała gdzieś obok męża, ale żyła w jego cieniu. Nie przypominam sobie publikacji, w której grałaby pierwsze skrzypce.

Narracja jest prowadzona z perspektywy Dobrawy. Jej oczami obserwujemy świat. Zapoznajemy się z panującymi ówcześnie zwyczajami, potrawami, jakie spożywano oraz strojami, które wtedy noszono. Język jest mało średniowieczny, ale to nie przeszkadzało mi specjalnie w lekturze. Powiem więcej, obawiam się tego, że gdyby go wystylizowano na tamtą mowę, powieść mogłaby utracić swój klimat, a nawet stać się niezrozumiała.

Ta książka będzie gratką dla czytelników, którzy lubią powieści z historią w tle. To nie jest odwzorowana dokładnie historia życia Dobrawy, lecz warto się z nią zapoznać chociażby po to, by poznać codzienność kobiet żyjących w średniowieczu. To idealna propozycja na leniwy wieczór z książką w ręku. Nawet nie zauważycie, kiedy dotrzecie do końca. Janina Lesiak potrafi oczarować słowem i zabrać czytelnika w podróż w czasie. Jeśli nie znacie twórczości tej autorki, nadróbcie zaległości.

Janina Lesiak
Dobrawa pisze CV
Wydawnictwo MG
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu MG.

Tanner Christiansen "Twórcze wyzwania : projektuj, eksperymentuj, testuj, buduj, wymyślaj, twórz, inspiruj i uwolnij swój geniusz"

Ostatnimi czasy funkcjonuję jak robot: wstaję, ogarniam się, idę do pracy, wracam z pracy, padam na twarz i powtarzam te czynności od poniedziałku do piątku. Potrzebowałam więc książki, która pobudzi moje szare komórki do myślenia po godzinie 16, z czym ostatnio było ciężko. Postanowiłam podjąć twórcze wyzwania. Co z tego wyszło?

Książka zawiera 150 różnych twórczych wyzwań. Nie będę ich omawiać, nie ma to większego sensu. Wykonanie niektórych zadań może tylko nieco zaboleć, zwłaszcza wstanie 30 minut wcześniej, ale oprócz tego autor jest dla nas dość łaskawy. Dzięki niemu możemy sobie zrobić mini wakacje, tańczyć i bazgrać. Jedno z wyzwań każe nam wymyślić 100 zastosowań książki trzymanej w ręku. To dość trudne. Ja spasowałam po tym, jak w punkcie 32 padło hasło "karma dla chomika". W sumie po tym, jak Logan by ją zjadł, niewiele bym z nią zrobiła.

To publikacja przeznaczona przede wszystkim dla osób z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Przy Twórczych wyzwaniach na chwilę zapomniałam o stresie w pracy i miałam niezły ubaw, robiąc rysunki obiema rękami. Nie myślałam, że starej, 26-letniej dupie sprawi to taką radochę. Podobnie jak bazgranie.

Plusem książki jest to, że każde wyzwanie w dowolnej chwili można porzucić lub po prostu się go nie podjąć, jeśli uważa się, że to ponad nasze siły. Autor prosi tylko o jedną rzecz, mianowicie o to, by zaznaczyć w jakiś sposób zadania, które zostały wykonane. Ne ma też przeciwwskazań, by robić je z kimś. Może to sprawić nawet więcej frajdy. I jeszcze jedna sprawa. Lepiej uprzedźcie domowników, czym się zajmujecie. W innym przypadku może stanąć nad Wami mama/tata/brat/siostra czy ktokolwiek inny, patrząc się dziwnie na to, jak z pasją bazgrzecie po kartkach. Polecam na odstresowanie i pobudzenie szarych komórek do życia.

Tanner Christiansen
Twórcze wyzwania
Wydawnictwo Helion
Gliwice 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Helion.

James Frey, Nils Johnnson Shelton "Endgame. Reguły Gry"

Kiedy rok temu w moje ręce wpadł Klucz Niebios, nie mogła się doczekać dnia, w którym poznam Reguły Gry. Gotowi na to, by zakończyć Endgame?

W grze pozostali najlepsi gracze. Klucz Ziemi i Klucz Niebios zostały odnalezione. Teraz na odkrycie czeka Klucz Słońca. Wtedy zakończy się Gra. Nie wszystkim graczom jest to jednak na rękę. Reguły gry są nieustannie przez nich zmieniane. Co z tego wyniknie? Czy ostatni z Kluczy zostanie odnaleziony? 

Sięgając po tę książkę byłam święcie przekonana, że doskonale wiem, jak się zakończy. Mniej więcej 70 stron przed zakończeniem cyklu dostałam od autorów obuchem w twarz. Siedziałam z powieścią na kolanach i nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Cała moja cudowna wizja legła w gruzach. Autorzy ze mną wygrali.

Endgame to nieprzewidywalny cykl. Rzuca czytelników na kolana i długo nie pozwala z nich wstać. Ostatnia część jest idealnym dopełnieniem całości. Nieprzewidywalnym i trzymającym w napięciu. Wywołuje też sporo emocji. Ja w pewnym momencie niemal zalałam się łzami, nie chcąc przyjąć do wiadomości tego, co właśnie przeczytałam. Miałam ochotę krzyczeć, że przecież nie tak miało się to skończyć. Żałuję, że moja przygoda z tymi bohaterami dobiegła do końca. Wielu z nich musiałam z bólem serca pożegnać. Byłam na nich czasem wściekła za wybory, których dokonywali, ale tak naprawdę nie wiem, jak zachowałabym się na ich miejscu. 

Chylę czoła przed autorami za stworzenie tego cyklu. Szacun za to, że udało im się utrzymać w każdej z części równie wysoki poziom. Autorzy zadbali o każdy szczegół. Miałam wrażenie, że wraz z bohaterami przenoszę się do ich świata, który na naszych oczach zaczynał rozpadać się na kawałki. Co gorsza, do końca nie jesteśmy pewni tego, czy zagładę uda się powstrzymać.

Po odłożeniu książki na półkę czuję pustkę. Zostawiam za sobą kawał dobrej historii i jest mi przykro, że to już jest koniec. Pewnie jeszcze kiedyś powrócę do tego cyklu, ale będzie mi brakowało tego wyczekiwania na kolejny tom i zastanawiania się, co tym razem zaserwują mi autorzy. Dziękuję im za przeniesienie mnie do innego świata. Chociaż nie wiedziałam, co mnie w nim czeka, nie żałuję tej podróży i zachęcam Was do wybrania się w nią.

James Frey, Nils Johnnson Shelton
Endgame. Reguły Gry
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

Zaczytana dzieciom: #3 "Mikołajek, Niczego się nie boję"

Podejrzewam, że Mikołajka zna wielu z Was i nie muszę specjalnie przedstawiać tego urwiska. W styczniu tego roku nakładem Wydawnictwa Znak ukazały się cztery nieopublikowane dotąd opowiadania o tym chłopcu. To gratka nie tylko dla najmłodszych, ale również dla rodziców, którzy pewnie wychowali się na przygodach Mikołajka.

Co znajdziecie w tej książeczce? Nie będę streszczać poszczególnych opowiadań, ale zdradzę, że pojawią się tam odpowiedzi na pytania: co zrobić, gdy mama kupi buty w nieodpowiednim kolorze? Jak zachować się, gdy w pokoju pojawia się bestia, która chce pożreć przyjaciółkę? W jaki sposób ocalić kumpli z opresji? Czy szczepionka faktycznie boli tak bardzo, jak wszyscy mówią?

Mikołajek to mały, chociaż bardzo dzielny chłopiec. Niczego się nie boi i wie, jak zachować się w trudnej sytuacji. Myślę, że maluchy mogłyby sporo się od niego nauczyć. Chociaż nie tylko one. Ich rodzicom także przydałaby się lekcja z zachowania w wykonaniu Mikołajka.

Książeczkę uzupełniają kolorowe rysunki, które są przyjemne dla oka. Dzięki nim wiemy, jak wygląda rodzina chłopczyka, a także bohaterowie, jacy pojawiają się w poszczególnych opowiadaniach. Całość jest porządnie wydana - twarda oprawa, dość gruby papier i duża czcionka ułatwiająca czytanie. Najmłodsi mogą poznać nowe przygody Mikołajka słuchając, jak czytają je rodzice. Starsze dzieci poradzą sobie z lekturą same. Nieco trudności mogą sprawić imiona poszczególnych bohaterów, ale po jakimś czasie zapadają w pamięć.

Jeżeli szukacie książeczki, przy której Wasze dziecko przyjemnie spędzi czas, zastanówcie się, czy może nie sięgnąć po nowe przygody Mikołajka. Tym dzieciom, które go znają, książka raczej przypadnie do gustu. Nowicjusze również nie powinni czuć się nią rozczarowani.

Mikołajek. Niczego się nie boję
Wydawnictwo Znak
Kraków 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Znak.

Wojciech Drewniak "Historia bez cenzury"

Dawno, dawno temu, kiedy po Ziemi chodziły jeszcze dinozaury, moja starsza siostra studiowała historię. Ja, nie mając innego wyjścia, zaczynałam swoje wakacje od przepytywania jej z dat, bo uczyła się do egzaminów. Głupia za Barbie to robiłam albo torbę wypełnioną słodyczami. Teraz bym kasę wzięła, ale w wieku 9 czy 10 lat ma się inne priorytety. Uczyłam się dat szybciej niż siostra i szybko się nudziłam, więc ona opowiadała mi o tym jak to Kaziu Wielki albo Bolek Chrobry coś tam zrobili. A ile historii o ich kochankach się nasłuchałam... Dzięki temu miałam dość luźne podejście do historii i dlatego pokochałam Wojtka Drewniaka i jego Historię bez cenzury.

Zawsze miałam głowę do dat. Jak ma się siostrę historyczkę, to niemalże spaczenie zawodowe. Nie moja wina, że jak chciałam wejść do jej pokoju, musiałam na wyrywki podawać odpowiednie daty bitew czy innych ważnych zdarzeń historycznych. Dla Wojtka Drewniaka daty nie mają większego znaczenia. Czy się z nim zgadzam pod tym względem? Poniekąd tak, choć kilka z nich wypadałoby zapamiętać.

Ta książka to opowieść o kilku istotnych postaciach z historii Polski. Mniej lub bardziej zasłużonych. Autor opowiada o nich w zabawny sposób i prosty w odbiorze sposób. Nie sposób nie zrozumieć tego, co Drewniak ma nam do przekazania. Takie książki historyczne to ja mogę czytać. Nie ma tu klepania dat i zarzucania nazwiskami, których i tak nikt nie zapamięta. Wielu nauczycieli historii padłoby na zawał po lekturze tej publikacji. W szkole wybiela się postacie historyczne, nie dając uczniom szansy na to, by mogli się przekonać, jaki właściwie był dany król. On ma wierzyć w to, co powiedział nauczyciel i koniec. Drewniak łamie te schematy. Zagląda władcom pod kołdrę i pokazuje ich nieznaną, nie zawsze idealną twarz. Uwielbiam Wojtka Drewniaka i jego programy są mi zawsze w stanie poprawić humor. Za każdym razem też dowiem się czegoś nowego. 

Książkę czyta się bardzo szybko. Na pewno zainteresują się nią osoby, które nie mają zbyt wiele czasu. Historię można rozłożyć sobie spokojnie na raty, bez obaw, że zgubi się wątek. To idealna lektura na leniwe popołudnie. Nie radzę jednak przy niej nic jeść czy pić. To może skończyć się ofiarami w książkach i ludziach.

Historia bez cenzury to propozycja dla osób, którym nie przeszkadza to, że narracja jest prowadzona w dość luzacki sposób ani nie rażą ich wulgaryzmy. To specyficzna publikacja i przed sięgnięciem po nią może warto obejrzeć kilka filmików Drewniaka, żeby przekonać się, czy jego humor nam odpowiada. Czytelnikom lubiącym standardowe podejście do historii, takie z datami i wieloma nazwiskami, radzę poszukać czegoś innego. Nie wiem, czy będą oni usatysfakcjonowani po lekturze.

Wojciech Drewniak
Historia bez cenzury
Wydawnictwo Znak
Kraków 2016

"Całkiem obcy człowiek" - premiera już niebawem!

„Całkiem obcy człowiek” Rebecki Stead to niezwykła książka o nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć sposób, by przetrwać w wariackim świecie, gdzie bliscy okazują się obcy, a obcy nagle stają się bardzo bliscy.

„Całkiem obcy człowiek” to niesamowita powieść o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach… O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.

„Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń. Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać? Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu. A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.

Premiera książki odbędzie się 15 lutego 2017 roku!

„Piasek Raszida” - premiera już niebawem!

„Piasek Raszida” to I tom serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” autorstwa światowej sławy pisarza Brandona Sandersona. 

„Piasek Raszida” to błyskotliwa, zabawna i pełna wartkiej akcji książka tym razem dla młodszych czytelników! Poznaj świat 13-letniego Alcatraza i tajemniczej organizacji Bibliotekarzy.

Bohater z talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu? Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku? Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy? Naprawdę?!

Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…

Premiera książki wydanej nakładem Wydawnictwa IUVI odbędzie się 15 lutego 2017 roku.
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka