Dimitris Chassapakis "Dziennik 29. Przebudzenie"

Zanurz się w niezwykłej przygodzie, zmierz się z łamigłówkami i układankami. Do rozwiązania zagadek potrzebne jest niekonwencjonalne podejście: pisz, rysuj, zginaj, łącz i szukaj, by odkryć prawdę. "Dziennik 29: Przebudzenie" to samodzielna gra, do jej przejścia nie trzeba przejść poprzedniej części.


Pierwszy "Dziennik 29" przypadł mi do gustu. Przepadliśmy z mężem nad jego rozwiązywaniem. Kilka zagadek było naprawdę wymagających, ale przy pomocy wujka Google jakoś dawaliśmy radę.

Druga książkowa odsłona niespecjalnie nam podeszła. Zagadki były nieintuicyjne. Chyba w przypadku 4 albo 5 musieliśmy skorzystać z rozwiązań, bo nie byliśmy w stanie na nie wpaść. A oboje gramy bardzo często w gry logiczne i dość trudno nas zagiąć. Poza tym mechanika pozostawiała wiele do życzenia. Gdyby nie podpowiedzi, które ukazywały się, gdy otwierało się stronę do wpisania rozwiązania zagadki, trudno byłoby ruszyć z miejsca. Ale o tym już pisałam, więc nie będę się nad tym rozwodzić.

To trzecia już książka z takimi zagadkami. Połączona z pierwszą z nich, ale można je rozwiązywać osobno, nie musicie mieć poprzedniej książki, żeby rozwiązywać zagadki z tej. Na szczęście tu powrócono do mechaniki z pierwszego dziennika, ale...

No właśnie, moim zdaniem ta książka tyłka nie urywa, jeśli chodzi o zagadki. Niektóre są bardzo trudne i nie sposób ich rozwiązać bez podpowiedzi. W paru przypadkach musieliśmy sięgnąć po gotowe rozwiązania. Po ich rozpoznaniu pojawiały nam się nad głową znaki zapytania, bo za nic nie wiedzieliśmy, skąd się to twórcom gry wzięło. Nawet wujek Google nie był czasem w stanie pomóc, a to już nie wróży nic dobrego.

Rozumiem, że twórcy gry chcieli podnieść nieco poziom trudności, ale nie wiem, czy w tym wszystkim nieco nie przegięli. Bywały momenty, gdy na kilka dni chowaliśmy tę książkę, żeby nas nie biła po oczach i nie irytowała. Potem otwieraliśmy ją, patrzyliśmy na zagadkę i jedno pytało drugie, czy ma pomysł na rozwiązanie. Byliśmy czasem bardzo sfrustrowani w trakcie rozwiązywania zagadek, a to przecież miała być dobra rozrywka. Niestety, nie wyszło. Niektóre zagadki były naprawdę przekombinowane i nie wiem, jak można wpaść na to, jak je rozwiązać.

Nie twierdzę, że ta książka nie znajdzie odbiorców, bo na pewno komuś przypadnie do gustu. To, że ja średnio jestem do niej przekonana, nie znaczy, że i Wam się nie spodoba. Nie umiem jednak opędzić się od myśli, że pomysł na zagadki wyczerpał się już przy pierwszej książce. Część była niemal taka sama, ale przynajmniej z nimi łatwo szło. Część była z kosmosu wzięta.

Pod względem graficznym nie mogę się przyczepić do niczego. Książka ma swój klimat, wygląda świetnie. Od niektórych rysunków bardzo trudno jest oderwać wzrok. Spełniają swoje zadanie i to na pewno jest jeden z większych plusów tej książki.

Mam bardzo mieszane uczucia. Zapowiadało się dobrze, ale im dalej w zagadki, tym było mniej logicznie. Nie była to dla mnie zbyt dobra zabawa. Zgrzytałam często zębami, próbując rozwiązać zagadki, a jak już wspomniałam, nie o to w tym chodzi. I wiecie co, nawet niespecjalnie miałam satysfakcję, gdy udało mi się rozwiązać trudną zagadkę, bo byłam tak wyczerpana rozmyślaniem o niej, że było mi już wszystko jedno. Byleby przejść dalej...

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Portalowi Sztukater.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka