Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #391 Emma Haughton "Mrok"

 

Jeden trup.

Trzynaścioro podejrzanych.

Dwadzieścia cztery godziny zupełnych ciemności.

Lekarka Kate rzuca wszystko i wyjeżdża na placówkę naukową położoną wśród wiecznych śniegów Antarktydy, by zapomnieć o tym, co ją dręczy. Tymczasem jej nową codziennością staje się klaustrofobiczna groza. Jaki los tak naprawdę spotkał Jeana-Luca, poprzednika Kate? Czy ludzie, z którymi ma spędzić najbliższe miesiące, są tymi, za których się podają? Niedopowiedzenia unoszą się w powietrzu.

Pośród zimowych ciemności i zabójczo niskich temperatur splotą się losy trzynastu osób. A każda z nich skrywa własną tajemnicę. Ktoś tu wie więcej, niż okazuje. Ktoś zachowuje pozory. Aż do samego końca.

Im więcej pytań kobieta zadaje, tym bardziej robi się niebezpiecznie, zarówno dla niej, jak i dla pozostałych członków załogi.

Czy Kate wystarczy odwagi, gdy z mroku wyłoni się morderca?

Dzisiaj chciałabym polecić Wam całkiem niezły thriller. Czytając go, czułam chłód rozlewający się po całym moim ciele. Autorce udało się genialnie odtworzyć klimat Antarktydy. Razem z Kate przenosimy się do placówki badawczej. To totalne odludzie. Zimno to najmniejszy problem 13 bohaterów, z którymi się tu spotykamy. Każdy z nich skrywa tajemnicę. Co stało się z poprzednikiem Kate?

Ta książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. Ogromny plus za klimat. Uwielbiam takie klaustrofobiczne historie, w których wszyscy podejrzani są w jednym miejscu, nie ma znikąd pomocy. Nie byłam w stanie zorientować się, kto był czarnym charakterem. Zmieniałam zdanie kilka razy w trakcie lektury. Zakończenie wcisnęło mnie w fotel, siedziałam jak na szpilkach, czytając je.

Nieco bałam się tego, czy autorka będzie w stanie ogarnąć historie wszystkich bohaterów. Zastanawiałam się, czy część z nich nie zaniknie w tłumie. Muszę jednak powiedzieć, że nie miałam takiego wrażenia. Każdy z nich miał w powieści jakąś rolę do odegrania. Może nie każdy grał pierwsze skrzypce, ale i tak robili kawał dobrej roboty. Najbliższy mojemu sercu był Ark. Jakoś tak poczułam jedność słowiańskich dusz. Za to dość mieszane uczucia wzbudzała we mnie Kate, nie wiedziałam, co mam o niej myśleć. Jednak im lepiej ją poznawałam, tym na swój sposób wydawała mi się bliższa.

Jeśli lubicie powieści, w których panuje klaustrofobiczny klimat, rozwiązanie historii niby jest na wyciągnięcie ręki, ale nie jest wcale tak łatwo go dostrzec, to polecam tę książkę.

Za egzemplarz recenzencki
dziękuję Wydawnictwu Słownemu.

Udostępnij ten post

1 komentarz :

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka