Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #112 Igor Brejdygant "Szadź"

Nagie zwłoki leżały na wznak z rozrzuconymi na boki ramionami. Gdyby nie zsinienie i widoczne już miejscami od spodu rozszerzające się plamy opadowe, na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że ta młodziutka dziewczyna z jakiegoś powodu położyła się nago na leśnej ściółce i zasnęła.
W lesie odnaleziono ciało martwej dziewczyny. Na miejscu zbrodni zjawia się komisarz Agnieszka Polkowska. Nikt nie chce z nią pracować – zbyt wiele wymaga, słynie z ostrego języka i jest bardziej inteligentna od kolegów. Do każdej sprawy podchodzi z zaangażowaniem. Czy uda jej się rozwikłać zagadkę dotyczącą morderstwa? Czy będzie w stanie ocalić kolejną jego ofiarę?

To moje pierwsze spotkanie z Igorem Brejdygantem. Nie czytałam jego poprzedniej powieści, ale po lekturze Szadzi będę chciała nadrobić zaległości. Ta powieść wciągnęła mnie od początku do końca i jestem oczarowana tą historią.

Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że czytam Jamesa Pattersona po polsku, tylko w lepszej formie. Nasz autor górą. Skąd takie porównanie? Od samego początku wiadomo, kto właściwie stoi za zamordowaniem Zuzanny, której ciało odnaleziono w lesie. W trakcie lektury poznajemy motywy mordercy. Tak jest też u Pattersona. Morderca jest znany, a my musimy dowiedzieć się, dlaczego zabił.

Historię poznajemy z perspektywy trzech osób: pani komisarz, mordercy i jego potencjalnej ofiary. Dzięki temu zabiegowi mamy pełny pogląd na sytuację. Możemy wczuć się w sytuację poszczególnych bohaterów i lepiej zrozumieć ich motywacje, choć nigdy nie ogarnę tego, jak można kogoś zabić.

Największym plusem w tej powieści jest wspomniana już przeze mnie Agnieszka Polkowska. Takiej pani komisarz to ja w żadnej książce jeszcze nie widziałam. Czułam przed nią respekt. To kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać i w pracy dokłada wszelkich starań, by wykonać powierzone jej zadanie jak najlepiej. Zakończenie, w którym pewne rzeczy wyszły na jaw, zaskoczyło mnie i wgniotło w fotel. Nie spodziewałam się tego.

Kiedy pojawiały się wstawki z mordercą, czułam niepokój. Nie chciałabym znaleźć się z nim w jednym pomieszczeniu. To wyrachowany człowiek, który na pierwszy rzut oka nie wygląda na seryjnego mordercę, masakrującego ciała swoich ofiar. Jeśli już przy nich jesteśmy, jego potencjalna ofiara jest bardzo naiwnym dziewczęciem i w trakcie czytania aż miałam ochotę potrząsnąć nią, żeby się ogarnęła.

Książka ma w sobie coś, co nie pozwala odłożyć jej na półkę. Hipnotyzuje i przyciąga czytelnika. Rozdziały są krótkie, dzięki czemu całość nabiera dynamiki. Zupełnie jak u Pattersona, także jego wierni fani pewnie odnajdą się w lekturze całkiem nieźle. 

Moja żądza krwi została w pełni zaspokojona. Jestem oczarowana tą historią. Był tu humor, tajemnice, które trzymały w napięciu oraz ludzkie dramaty. Chylę czoła przed autorem.

Igor Brejdygant
Szadź
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

Udostępnij ten post

4 komentarze :

  1. Lubię takie książki, z takim klimatem. Muszę koniecznie zapoznać się z tą pozycją, bo to chyba coś dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja. Kusi mnie nie tylko fabuła, ale również przedstawienie sytuacji z perspektywy trzech osób. Nie słyszałam o tym autorze, ale widzę, że mam co nadrabiać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się przyrównanie tej pozycji do Pattersona. :) Bardzo ciekawa recenzja, po ksiażkę pewnie sięgnę jak będe miala dosyc fantastyki i romansow :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fabularnie bardzo mi się podoba, mam tylko dzieję że pani komisarz w niczym nie przypomina Joanny Chyłki od Mroza bo nie jestem w stanie znieść tego typu bohaterek - budzą we mnie żądzę krwi ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka