Jacek Blajer, zdolny programista i niespełniony przedsiębiorca, wpada w kłopoty finansowe. Aby się z nich wydostać, przyjmuje zlecenie hakerskie od człowieka kryjącego się pod pseudonimem Marie#Kondo. Prosta praca, łatwe pieniądze, żadnych poważnych konsekwencji. Czy na pewno? Szybko okazuje się, że pomagając w zhakowaniu Stadionu Narodowego, Jacek nieświadomie przyczynia się do wywołania ogólnopolskiej paniki… i ląduje w samym centrum intrygi wymierzonej w rząd. Od tej pory jeden niewłaściwy ruch może go kosztować życie…
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
Elena Ferrante "Zakłamane życie dorosłych"
Śliczna buzia dziewczynki o imieniu Giovanna uległa przemianie i zaczęła przypominać szpetną twarz złośliwej kobiety. Ale czy naprawdę? A jeśli tak, to w jakim lustrze trzeba się przejrzeć, żeby odnaleźć samą siebie i siebie ocalić? Poszukiwania nowego oblicza, które zastąpi szczęśliwą dziecięcą buzię, toczą się między dwoma spokrewnionymi biegunami Neapolu, które żywią wobec siebie strach i nienawiść: miastem ze wzgórz, które przybrało maskę wytworności, i tym z dołu, kryjącym się za trywialnością i krzykliwością. Giovanna balansuje między jednym i drugim, upada i się podnosi, zdezorientowana, bo tak na dole, jak i na górze nie znajduje ani odpowiedzi, ani ratunku.
Steve Berry "Maltański łącznik
Po śmierci papieża rozpoczynają się przygotowania do kolejnego konklawe, do Watykanu przybywają kardynałowie. Kastor Gallo, kontrowersyjny kardynał, który popadł w niełaskę Watykanu, ucieka z Rzymu na Maltę. Tak próbuje odszukać dokument z IV wieku, z czasów Konstantyna Wielkiego. Były pracownik Wydziału Sprawiedliwości, Cotton Malone, przebywa nad włoskim jeziorem Como, tropiąc losy legendarnej korespondencji Winstona Churchilla i Benita Mussoliniego, która zaginęła w 1945 roku. Ujawnienie jej treści mogłoby wywrócić do góry nogami historię, jaką zna świat. Śladami Malone’a podąża jednak ktoś jeszcze… Pościgiem zaczyna interesować się Zakon Maltański, zgromadzenie o ponad dziewięćsetletniej historii, jedyne, które dotrwało czasów współczesnych. Dziś prowadzą przede wszystkim działalność humanitarną, lecz w ich szeregach znajdują się także członkowie starożytnej sekty Secreti, która zamierza wpłynąć na trwające właśnie konklawe.
Dan Brown "Zaginiony symbol"
Waszyngton. Harvardzki specjalista od symboliki, Robert Langdon na prośbę swego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, ma wygłosić wykład na Kapitolu. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że... na wieczór nie zaplanowano żadnego odczytu, a po chwili na środku rotundy odkryte zostaje makabryczne znalezisko, niepokojąco naznaczone pięcioma tajemniczymi symbolami. Jego przesłanie jest dla Langdona oczywiste – to zaproszenie do dawno zaginionego świata skrywającego ezoteryczną mądrość.
Kiedy okazuje się, że Peter Solomon, filantrop i prominentny członek loży masońskiej, został porwany, Langdon wie, że istnieje tylko jeden sposób, by ocalić przyjaciela: przyjąć tajemnicze zaproszenie i udać się tam, gdzie zaprowadzą go zaszyfrowane wskazówki.
A poprowadzą go podziemnymi korytarzami do tajemnych komnat i świątyń ukrytych pod jednym z najpotężniejszych miast świata. Skrywa ono prastare sekrety loży masońskiej i odkrycia, których wielu wolałoby nie ujawniać. Rozpoczyna się szalona wędrówka i wyścig z czasem, bo Langdon ma zaledwie kilka godzin na dotarcie do celu. W przeciwnym wypadku jego przyjaciel zginie.
Samanta Schweblin "Kentuki"
Podglądacze i podglądający, w taki sposób dzielą się użytkownicy kentuki. Czym jest kentuki? To takie urządzenie, które działa trochę na zasadzie Furby, tylko są trochę bardziej zaawansowane. Użytkownicy kentuki mogą usiąść przed ekranem w Berlinie i obserwować kuchnię rodziny z Sidney, swobodnie przemieszczając się po obcym domu. Ci, którzy decydują się wpuścić anonimowego człowieka do własnego życia, w teorii sami decydują o tym, co dokładnie chcą pokazać światu. Kentuki to atrakcyjne wirtualne przytulanki, do których nie dołączono instrukcji obsługi.
Jennie Rooney "Tajemnice Joan"
Cambridge, rok 1937. Joan, która dotąd nie obracała się w wielkim świecie, jest oczarowana ideami i idealistami, którzy stanęli na jej drodze. Znajomość z przebojowymi Sonią i Leo, studentami rosyjskiego pochodzenia, coraz bardziej się zacieśnia. Wydaje się, że będą to relacje, które przetrwają przez wiele lat. Jednak czas i dorosłe życie robią swoje. Niemal siedemdziesiąt lat później Joan Stanley zostaje oskarżona o zdradę państwową i przekazywanie ściśle tajnych informacji Sowietom. Jak do tego doszło?
Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #157 Yrsa Sigurdardóttir "Odziedziczone zło"
Pewnej nocy w bestialski sposób zostaje zamordowana młoda kobieta. Do zbrodni doszło w jej własnym domu. Jedynym świadkiem zbrodni jest siedmioletnia córka ofiary. Nie mija wiele czasu i dochodzi do kolejnej zbrodni. Do pewnego radioamatora z Reykjaviku docierają z eteru zakodowane wiadomości, łączące go z obiema ofiarami, mimo, że ich nigdy nie znał. Kto stoi za morderstwami i dlaczego się ich dopuszcza?
Emma Cline "Dziewczyny"

Dzisiaj opowiem Wam o historii zainspirowanej życiem Charliego Mansona, charyzmatycznego przywódcy sekty Rodzina, która dopuściła się rzezi niewinnych ludzi. Wśród ofiar znalazła się ciężarna żona Romana Polańskiego, Sharon Tate.
Witajcie w Północnej Karolinie, mamy koniec lat lat 60. XX wieku. Na początku lata samotna i wrażliwa nastolatka Evie Boyd zauważa grupę dziewcząt w parku. Jest oczarowana ich wolnością i lekkim podejściem do życia. Dziewczyny nie przejmują się niczym: ani opinią innych na ich temat, ani swoim wyglądem. Evie ulega całkowicie wpływowi Suzanne, hipnotyzującej starszej dziewczyny, i za jej pośrednictwem dostaje się do sekty, która wkrótce ma zyskać złą sławę. Mężczyzna będący liderem sekty przyciąga nastolatkę do siebie. Ich siedzibą jest ukryte wśród wzgórz rozległe ranczo, które lata świetności dawno ma za sobą. Evie jednak odbiera je jako egzotyczne, ekscytujące, energetyczne – miejsce, w którym rozpaczliwie pragnie zostać zaakceptowana. Spędza coraz więcej czasu z dala od matki i rytmu codziennego życia, jej obsesja na punkcie Suzanne przybiera na sile i Evie nie uświadamia sobie, że krok po kroku zbliża się do niewiarygodnej przemocy, do tej chwili w życiu dziewczyny, kiedy wszystko może się potoczyć w przerażającym kierunku.
Dziewczyny to literacki debiut Emmy Cline. Mocny i bardzo dobry. Czytałam go, czując rosnące napięcie. Evie jest nastolatką, która za wszelką cenę chce być akceptowana. Sposób bycia członków sekty jej imponuje. Ona też chciałaby być tak wolna jak oni. Mieć wszystko i wszystkich w głębokim poszanowaniu. Na oczach czytelników zmienia się z dziecka w otumanioną narkotykami nastolatkę, której nic co ludzkie nie jest obce. Patrząc na jej przemianę, byłam przerażona. Nie rozumiałam, co ona widzi w tej sekcie. Chciałam krzyczeć, żeby uciekała póki jeszcze może.
Mój strach budził również przywódca sekty, Russel. To był niezwykle charyzmatyczny mężczyzna, który zrobił swoim wyznawcom z mózgu papkę. Celem ich życia było zaspokajanie jego potrzeb. Nie przeszkadzały im brud, brak pieniędzy i jedzenie czegoś, co nie zawsze nadawało się do spożycia. Najważniejsze było dla nich szczęście Russela. Autorka pokazuje czytelnikom, w jaki sposób ktoś taki działa na innych ludzi. Krok po kroku możemy śledzić to, jak za jego pośrednictwem ludzie na własne życzenie pozbywają się zdolności do samodzielnego myślenia.
Historię poznajemy za pośrednictwem Evie. Toczy się ona na kilku płaszczyznach, przy czym sporą część zajmują sceny z czasów, gdy sekta Russela przeżywała swój złoty wiek. Jeśli jednak myślicie, że w tej książce znajdziecie krwawe opisy rzezi, jakiej dokonali ci ludzie, muszę Was rozczarować. Owszem, opowieść powstała na motywach prawdziwej historii, lecz nie powtarza jej, a opowiada na nowo.
To zdecydowanie nie jest książka dla niepełnoletnich czytelników. Dzieje się tu sporo rzeczy, o których nie powinni czytać. Do tej lektury trzeba dorosnąć. Nie czyta się jej jednym tchem. Nie, nie dlatego, że jest zła. Ona po prostu dotyka najgłębszych zakamarków duszy czytelnika i nie pozwala o sobie zapomnieć. Czasem trzeba na moment uciec od wpływu Russela.
Jeżeli szukacie dobrego thrillera, w którym na własne oczy zobaczycie, jak jedna osoba zmienia się pod wpływem drugiej, możecie śmiało sięgnąć po Dziewczyny. To będzie dla Was idealna lektura.
Emma Cline
Dziewczyny
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2016
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Księgarskiemu i Wydawnictwu Sonia Draga.
Emma Donoghue "Pokój"
Dziś po raz kolejny siedzę przed laptopem i nie wiem, co mam napisać, Są powieści, które na długo zapadają w pamięć, nie pozwalają o sobie zapomnieć, szokują. Moim zdaniem Pokój należy do tej grupy.
Siedem lat temu Stary Nick porwał młodą studentkę i uwięził ją w pokoju, który stał się jej więzieniem. Porywacz przychodził do swojej ofiary, gwałcił ją i spłodził z nią syna, pięcioletniego obecnie Jacka. Matka robi wszystko, by zapewnić dziecku namiastkę normalnego życia. Nie jest to łatwe. Jack śpi bowiem w szafie, w której liczy skrzypnięcia łóżka Mamy. Wie, że nie może wyjść z niej, gdy przychodzi do nich Stary Nick. Chłopiec nie zdaje sobie sprawy z tego, że poza Pokojem istnieje inny świat. Matka postanawia mu to uświadomić. Pokój opisuje codzienność dwojga zakładników, widzianą oczami dziecka. Czy uda im się kiedykolwiek wyjść z więzienia?
Nie byłam w stanie przeczytać dziennie więcej niż 20 stron tej powieści. Wielokrotnie zalewałam się nad nią łzami. Czytanie Pokoju sprawiało mi ból. Matka starała się zapewnić synowi w miarę normalne życie, bezpieczeństwo i wszystko to, co było im potrzebne do przeżycia. Nadal sypiała ze swoim oprawcą. Wiedziała, że jeśli go zezłości, skaże siebie i Jacka na śmierć.
Podziwiam matkę chłopca, że w tak trudnej sytuacji potrafiła dać synowi w miarę szczęśliwe dzieciństwo. Bawiła się z nim i robiła wszystko, by niczego mu nie zabrakło, poświęcając samą siebie. Czułam jej miłość do dziecka. Była okupiona cierpieniem, ale prawdziwa.
Tak, jak pisałam, codzienność dwojga zakładników poznajemy z perspektywy małego dziecka. Jego wypowiedzi były wypełnione błędami i neologizmami. Chłopczyk jest bardzo bacznym obserwatorem. Nie chodzi do szkoły, ale jest mądry. Skradł moje serce.
Z tego, co mi wiadomo, autorka napisała tę książkę pod wpływem historii Elisabeth Fritzl, która przez wiele lat była więziona przez ojca w piwnicy. Ojciec gwałcił ją i spłodził z nią kilkoro dzieci. Do tej pory nie potrafię zrozumieć, jak można zrobić coś takiego drugiemu człowiekowi. Pewnie nigdy tego nie zrozumiem.
Pokój to jedna z najtrudniejszych powieści, z jakimi przyszło mi się zmierzyć. Nawet nie macie pojęcia, ile kosztuje mnie napisanie tego tekstu. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy będzie chciał przeczytać tę książkę. Nie mam o to do nikogo pretensji. To bardzo trudna powieść. Sami zdecydujcie, czy chcecie ją przeczytać.
Emma Donoghue
Pokój
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2016
Leila Meacham "Róże"
„Miłość to nie sprawa dla młokosów. Tylko starsi mają na
tyle rozumu, żeby dobrze ją traktować”
Róże Leili Meacham
są porównywane do książki Przeminęło z
wiatrem. Czy tak faktycznie jest? Powiem szczerze, że nie wiem, bo nie
czytałam tego dzieła. Jestem za to po lekturze Róż i chętnie o nich opowiem.
Rok 1985
Mary Toliver umiera. W ostatniej chwili postanawia zmienić
zapis w testamencie. Majątek kobiety miała otrzymać wnuczka jej brata, Rachel.
Ciotka jednak nie zapisuje dziewczynie nic. Mówi, że robi to, by uchronić ją
przed rodzinną klątwą, która zniszczyła jej życie. Chcecie wiedzieć więcej?
Pozwólcie, że przeniosę nas w czasie.
Rok 1916
Śmierć ukochanego ojca była dla Mary potężnym ciosem. Dziewczyna
nie może się z tym pogodzić. Vernon postanowił jednak o nią zadbać i przepisał
jej plantację Somerset. Brat i matka są oburzeni takim obrotem spraw, więc Mary
opuszcza ojczyste ziemie. Kiedy powraca, bez reszty oddaje się pielęgnowaniu
spuścizny po ojcu. W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się Percy Warwick,
którego pragnie wiele kobiet, lecz on chce tylko jednej – Mary. Czy córce
Vernona uda się pokonać klątwę i czy wybierze właściwego mężczyznę do
stworzenia z nim rodziny? Tego już musicie przekonać się sami.
Podobno każdy z nas ma tylko jedną szansę, by odnaleźć swoją
prawdziwą miłość. Każda kolejna jest tylko próbą zapełnienia pustki w sercu,
przeważnie nieudaną. Kochając kogoś, trzeba umieć mu wybaczyć zanim będzie za
późno. O tym właśnie mówią nam Róże. Raczej
nie sięgam po historie miłosne, ale tej postanowiłam dać szansę. Lubię, gdy
książka przenosi mnie w czasie i mogę poznać inną rzeczywistość.
Najmocniejszym punktem tej powieści jest jej klimat. Autorka
bardzo wiernie odwzorowała dawne czasy i pokazała, że rządziły się innymi
prawami. To nie jest zwykły romans. Owszem, to jest historia o miłości, ale nie
takiej młodzieńczej, pełnej namiętności, wzlotów i upadków. To opowieść o
dojrzałym uczuciu, które z różnych przyczyn nie ma prawa bytu.
Mojemu sercu najbliższa była Mary. Nie tylko dlatego, że
jest moją imienniczką. Było mi jej żal po tym, jak po odczytaniu testamentu
potraktowała ją rodzina. Nie miała przecież wpływu na decyzję ojca. Co prawda
nie zgadzałam się ze wszystkimi jej decyzjami, ale kibicowałam jej i byłam
bardzo ciekawa tego, czy pokona rodzinną klątwę.
Róże to niezwykle
dojrzała, przemyślana i magiczna opowieść o miłości. Ma swój niezwykły klimat.
Czaruje i sprawia, że trudno się od niej oderwać. Myślę, że powinna ją
przeczytać każda dorosła kobieta. Dlaczego dorosła? Zauważyliście cytat, który
umieściłam na początku mojego tekstu? Nie zrobiłam tego dlatego, że miałam taki
kaprys. Te słowa najlepiej oddają to, co chciała przekazać czytelnikom autorka.
Sama kiedyś byłam bardzo młoda, głupia i zakochana. Ile to wtedy człowiek głupot
narobił… Nie jestem pewna, czy nastolatki docenią kunszt Leili Meacham.
Podejrzewam, że może im się w trakcie lektury nudzić. Nie winię ich za to. Oni
trochę inaczej odbierają miłość niż my, dorośli ludzie. Liczą się dla nich inne
emocje, ekspresja.
Polecam tę powieść także wielbicielom sag rodzinnych. Róże opowiadają o 3 pokoleniach, które
próbowały przełamać rodzinną klątwę. Jestem oczarowana tą książką i myślę, że
jeszcze kiedyś do niej powrócę.
Leila Meacham
Róże
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2015
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Sonia Draga.
John O'Farrell "Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie"
Mój mąż ma bardzo praktyczne podejście do życia. Jesteśmy razem od Walentynek, oświadczył mi się w moje urodziny, tylko z datą ślubu nam trochę nie pykło. Powinniśmy brać ślub w jego urodziny, żeby już do kompletu było, ale nie wyszło. W każdym razie Michał pamięta o każdej rocznicy. Vaughan nie pamiętał o takich szczegółach, ba, zapomniał nawet, że ma żonę.
Podczas podróży metrem mężczyzna orientuje się, że w sumie nie wie, kim właściwie jest. Nie ma też pojęcia dokąd jedzie. Postanawia wybrać się do szpitala. Kto mu pomoże, jeśli nie lekarze. Na miejscu dowiaduje się, że zanik pamięci jest chwilowy i może być wynikiem silnego stresu. W końcu Vaughan przypomina sobie kim jest. Nie jest to jednak dobra wiadomość. Okazuje się bowiem, że jego życie nie było idealne, a z żoną, którą niedawno na nowo pokochał, właśnie się rozwodzi.
Cała sytuacja jest opisana w komiczny sposób, choć sam zanik pamięci nie jest wcale śmieszny. Każdemu z nas może się to zdarzyć.
Kiedy poznajemy Vaughana, on już nie wie, kim jest. Nie mamy więc pojęcia, jak wyglądało jego dotychczasowe życie. To, czego dowiadujemy się później, może zjeżyć włos na głowie. Utrata pamięci wyszła mu jednak na dobre. Kiedy spojrzał na swoje życie z perspektywy czasu, doszedł do wniosku, że musi coś zmienić w swoim dotychczasowym postępowaniu. Czy uda mu się odzyskać żonę i dzieci? Tego już musicie dowiedzieć się sami, ja Wam tego nie powiem.
Ta książka zmusiła mnie do przemyśleń i zastanowienia się nad tym, co zrobiłabym na miejscu Vaughana i jak zachowałabym się, gdybym była jego żoną. I powiem szczerze, że nie wiem, co bym zrobiła.
Troszkę bałam się tego, że przeczytam tę książkę i szybko o niej zapomnę. Na szczęście tak się nie stało. To przyjemna lektura z ważnym przesłaniem, które musicie poznać. Na pewno wiele razy uśmiechniecie się w trakcie czytania. Zdziwiłabym się, gdyby tak nie było. Nie spotkałam się wcześniej z taką powieścią i jestem nią oczarowana. Nie wiem, czy ktoś kiedykolwiek w taki sposób pisał o miłości.
Jeżeli szukacie lekkiej lektury z przesłaniem, dobrze trafiliście. Możecie śmiało rozejrzeć się za Mężczyzną, który zapomniał o swojej żonie. Jestem ciekawa, jakie będą Wasze wrażenia. A może ktoś już ją czytał i chce podzielić się spostrzeżeniami?
John O'Farrell
Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2013
Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #22 Andrew Klavan "Nikomu ani słowa"
Wyobraźcie sobie, że jesteście przez cały czas obserwowani. Ktoś śledzi każdy Wasz ruch, słyszy każde wypowiedziane przez Was słowo. Na domiar złego ten ktoś przetrzymuje Waszą córkę. Nie możecie nikomu powiedzieć o tym, co się dzieje, bo wtedy dziecku stanie się krzywda. Bylibyście w stanie podporządkować się temu, co porywacze kazali Wam zrobić?
Psychiatra Nathan Conrad prowadzi świetnie prosperującą praktykę na Central Park West. Specjalizuje się w niezwykle trudnych przypadkach. Przyjmuje schizofreników, katatoników i niepoczytalnych przestępców. Ma też niezwykle udane życie osobiste. Jest szczęśliwym mężem i ojcem małej Jessiki. Rozpoczyna pracę z Elizabeth, kobietą, która jest oskarżona o popełnienie niezwykle okrutnego morderstwa. Nikt inny nie potrafi nawiązać z nią kontaktu. Nathan jest ostatnią deską ratunku policjantów. Krótko po rozpoczęciu terapii znika córka psychiatry. Porywacze obserwują małżeństwo Conradów, które nikomu nie może powiedzieć o tym, co się stało. Jeśli puszczą parę z ust - Jessice stanie się krzywda. Nathan ma tylko kilka godzin, by uratować życie swojej ukochanej córeczki i spełnić żądania przestępców. Czy mu się uda? Tego musicie dowiedzieć się sami, ja nic więcej nie zdradzę.
Muszę przyznać, że po tę książkę sięgnęłam dopiero po obejrzeniu filmu z Michaelem Douglasem i nieżyjącą już Brittany Murphy. Został on nakręcony na podstawie tej właśnie powieści. Zarówno książka, jak i jej ekranizacja, wcisnęły mnie w fotel. Uwielbiam thrillery, które od początku do końca trzymają mnie w niepewności. Powieść Andrew Klavana jest wypełniona nagłymi zwrotami akcji. Nie wiadomo, co za chwilę się stanie. Spodobało mi się to, w jaki sposób autor poprowadził narrację. Miałam wrażenie, że czytam myśli bohaterów. Obserwowałam zachodzące w nich zmiany. Co prawda podchodzę z dużą rezerwą do powieści psychologicznych, ale ta przypadła mi do gustu. Nie spodziewałam się aż takiej przemiany po głównym bohaterze. Nathan pokazuje, do czego zdolny jest ojciec, by odzyskać córkę.
Andrew Klavan genialnie buduje i dawkuje napięcie. Przy tej książce nie sposób się nudzić. Połknęłam ją jednym tchem. Jest ona wypełniona zagadkami. Więcej tu niewiadomych niż pewników. Nie wiadomo, kim jest Elizabeth i na co tak naprawdę cierpi. Nie jest też pewne to, czy kogoś zamordowała. Uwielbiam takie tajemnicze historie. Jestem ciekawa, czy pozostałe książki tego autora są równie dobre jak ta. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś o tym przekonać.
Jeżeli nie słyszeliście o tej książce, zachęcam Was do lektury. Naprawdę warto. To gratka dla czytelników lubiących powieści psychologiczne i dobre, trzymające w napięciu thrillery. Po lekturze obejrzyjcie film o tym samym tytule. Mam nadzieję, że i Was wciśnie on w fotel.
Andrew Klavan
Nikomu ani słowa
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2011
Wendy Holden "Urodzeni, by żyć"
Wendy Holden pokochałam za książkę Chłopiec i pies, o której pisałam kilka miesięcy temu. Bez zastanowienia sięgnęłam więc po kolejną pozycję jej autorstwa. Tym razem pisarka postanowiła opisać historię trzech kobiet, które urodziły dzieci w obozach koncentracyjnych.
Podczas każdego transportu Żydów do Auschwitz, dzielono ich na kilka grup. Na osoby zdolne do pracy i takie, które od razu trzeba było wysłać do komory gazowej. Byli wśród nich ludzie starsi, chorzy, małe dzieci oraz kobiety w ciąży. Tylko nielicznym z nich udało się ukryć ten fakt przed doktorem Mengele, który przeprowadzał na przyszłych matkach eksperymenty. Tym, którym się to udało, niełatwo było donosić ciążę. Musiały pracować ponad siły, nie odżywiały się prawidłowo. Wiele z nich topiło swoje dzieci w wiadrach. Wiedziały, że jeśli tego nie zrobią, znajdą się wraz z noworodkiem w komorze gazowej. A one chciały żyć...
Priska, Anka i Rachela były brzemienne, gdy znalazły się w transporcie do obozu koncentracyjnego. Wszystkie miały na tyle szczęścia, że dane im było urodzić dzieci. Jedna z nich urodziła córeczkę na brudnej desce w fabryce, dwie pozostałe zostały matkami w pociągu wiozącym je do obozu koncentracyjnego Mauthausen w Austrii.. Hana, Mark i Eva nie mieli prawa przeżyć. Przetrwali jednak pomimo wszystko i podzielili się a autorką książki swoimi wspomnieniami dotyczącymi matek.
Każdą z nich poznajemy w czasach, gdy spokojnie mieszkały z rodzinami. Towarzyszymy im podczas ślubu, a potem wraz z nimi czekamy na ogłoszenie radosnej nowiny. Kobiety nie spodziewały się tego, że radość z powodu ciąży zostanie im tak szybko odebrana. To uczucie szybko zastąpił strach. Po trafieniu do obozu nie miały pewności, że dożyją następnego dnia. O przeżyciu porodu nie wspominając.
W trakcie lektury byłam pełna podziwu dla tych trzech kobiet. Straciły mężów i bliskich. Jedyną rzeczą, jaka trzymała je przy życiu, było rosnące w brzuchu maleństwo. Mnie, osobie żyjącej w czasach trudno jest wyobrazić sobie coś takiego. Nie wiem, czy miałabym w sobie na tyle siły, by przeżyć to piekło.
Zdaję sobie sprawę z tego, że tematyka, jaką porusza ta książka, jest bardzo trudna i nie każdy będzie w stanie ją przeczytać, ale mogę Was zapewnić, że nie jest to przygnębiająca lektura. Wręcz przeciwnie. Daje nadzieję i pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Warto zapoznać się z Urodzonymi, by żyć. To niesamowita historia, która na długo zostanie w Waszej pamięci.
Eva Clarke, Mark Olsky i Hana Berger Moran
troje dzieci urodzonych, by żyć w świecie,
który nie dawał im prawa do przeżycia.
Martin Langfield "Sekretna szkatuła"
Swój dzisiejszy wpis muszę zacząć od słów: "Dzień dobry, jestem Majka. Jestem nieuleczalnym książkoholikiem i dobrze mi z tym. Moja skromna kolekcja książek liczy około 1000 egzemplarzy (nie licząc e-booków)". Pewnie Wy też macie ten problem, że słowo "promocja" w księgarni działa na Was jak lep na muchy. Jak nie kupić książki, która została przeceniona o 70%? Dlatego staram się takie miejsca omijać szerokim łukiem, co wcale nie jest takie proste. Zdarzyło się Wam kiedyś, że kupiliście po przecenie książkę i w trakcie czytania doszliście do wniosku, że to, co trzymacie w rękach to bestialski mord na drzewach, za który trzeba je przeprosić? Ja tak właśnie miałam z Sekretną szkatułą. Pozwólcie, że przytoczę Wam jej streszczenie, które na okładce umieściło wydawnictwo.
"Kiedy Robert Reckliss otrzymuje coś, co wygląda na miedzianą szkatułkę, nie wie, że ten mały przedmiot zupełnie zmieni jego życie. Gdy ginie brat jego bliskiego przyjaciela, a nadawca przesyłki okazuje się ostatnią osobą widzianą przy ofierze, Robert wciąż próbuje racjonalnie podchodzić do całej sytuacji. Powoli jednak zaczyna rozumieć, że to, co się wokół niego dzieje, przekracza ludzki umysł - za sprawą tajnego stowarzyszenia uruchomiony został Ma'rifat, potężna broń, która jest w stanie zmieść z powierzchni ziemi całą cywilizację. Wybuch ma nastąpić za siedem dni. Zapobiec może mu tylko siedem kluczy, które można zdobyć po przejściu siedmiu ciężkich prób. W wypełnieniu misji pomaga Robertowi Terri - tajemnicze i ponętne medium - ale inne potężne siły za wszelką cenę starają się uniemożliwić wykonanie zadania. Sekretna szkatuła to wyjątkowy thriller, zwłaszcza dla wielbicieli łamigłówek".
Lubię łamigłówki i to mnie zgubiło. Fabuła, przynajmniej dla mnie, wydawała się ciekawa. Na wydawaniu się skończyło. Dialogi były sztuczne, bieg wydarzeń tak absurdalny i zagmatwany, że przez książkę było bardzo trudno przebrnąć. Nie rozumiałam bohatera, który żył z kobietą, darzącą uczuciem innego mężczyznę i robiącą wszystko, by móc z nim być. O ile cały pomysł na powieść był interesujący, tak jego wykonanie pozostawia wiele do życzenia. To jedna z nielicznych książek, która mnie pokonała. Poziom absurdu osiągnął szczyt swoich możliwości i dla własnego zdrowia psychicznego odłożyłam Sekretną szkatułę, by już nigdy do niej nie wrócić.
Sekretną szkatułę nabyłam bez zasięgnięcia opinii na jej temat. Zawiodłam się na niej i to bardzo. Jeśli mieliście tę pozycję na liście "do przeczytania" - wykreślcie ją. Wyjmiecie sobie tylko kilka godzin z życiorysu i nie wyniknie z tego nic dobrego. Chyba, że cierpicie na bezsenność. Parę minut czytania i spokojny sen przez całą noc (albo dzień) zapewniony. Mówię to, niestety, z własnego doświadczenia...
Martin Langfield
Sekretna szkatuła
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2009
Dagmara Domińczyk "Kołysanka polskich dziewcząt"
Pani Dagmara Domińczyk przedstawia nam historię trzech dziewcząt: Anny, Kamili i Justyny. Pierwsza z nich na stałe mieszka w USA. Kiedy przyjeżdża do rodziny w Polsce, poznaje arogancką Justynę. Niedługo potem zapoznaje się z Kamilą. Dziewczęta przestają się widywać, gdy każda z nich zaczyna układać sobie życie po swojemu. Anna zostaje aktorką, Justyna matką, a Kamila poślubia mężczyznę, w którym od dawna się podkochiwała. Jednak tragedia, jaka ma miejsce w życiu jednej z nich sprawia, że kobiety ponownie się spotykają. Czy ich przyjaźń nadal jest tak silna jak kilka lat temu? Czy przyjaciółki z dawnych lat mogą nadal na siebie liczyć?
Przyznaję szczerze, że nadal mam mieszane uczucia co do tej książki. Miałam wrażenie, że Justyna jest przerysowana. Za dużo przeklinała, a jej podejście do dziecka wołało o pomstę do nieba. Wiem, że na świecie są takie kobiety, ale... Bardziej przemawiały do mnie dwie pozostałe bohaterki, chociaż i one pozostawiały wiele do życzenia. Brakowało im, wybaczcie mi za to stwierdzenie, jaj.
Drażniło mnie też to, że wszechobecny był seks. Przyjaciółki nieustannie o nim rozmawiały. Fałszywa też była, moim zdaniem, ich przyjaźń. Niby się kochały, uwielbiały, jedna za drugą by w ogień wskoczyła, ale jak przyszło co do czego, wcale tak kolorowo nie było. Ja nie chciałabym mieć takich przyjaciół i nikomu bym ich nie życzyła.
W opisie książki czytamy, że "Okazuje się, że ich przyjaźń trwa, nadal jest cudna, nadal można na niej polegać". Z tym tekstem był polemizowała. Wyobraźcie sobie: umiera Wam mąż/żona, Wasi przyjaciele się o tym dowiadują i, za przeproszeniem, mają Was w głębokim poszanowaniu. Może wyślą wiązankę, bo tak wypada. Czy to się nazywa "cudna przyjaźń"? Nie sądzę.
Miała być opowieść o latach 90., przyjaźni... Jak dla mnie, wyszła niezbyt strawna opowiastka przepełniona seksem i slangiem ulicznym. Trochę za bardzo przypomina mi to panią Masłowską, za którą nie przepadam, dlatego Kołysankę polskich dziewcząt zaliczę do kategorii lektur: "przeczytać, zapomnieć, nie polecać dalej".
Dagmara Domińczyk
Kołysanka polskich dziewcząt
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2014
Michelle Moran "Nefertiti"
"- Echnaton uczynił wiele szkód. Czemu Nefertiti pozwalała na to?
-Twoja siostra robiła więcej, niż podejrzewasz. Znajdowała mu różne zajęcia, a twoja ciotka i ja zajmowaliśmy się sprawami Egiptu. Brała złoto ze świątyni Atona, by utrzymać armię i opłacić zamorskich władców, żeby wciąż pozostawali w przymierzu z nami. Lojalność nie jest tania."
Historię życia Nefertiti opowiada jej młodsza przyrodnia siostra, Mutny. Tytułową bohaterkę poznajemy niedługo przed tym, jak poślubia przyszłego faraona Egiptu, Echnatona. Okazuje się, że ta młoda dziewczyna musi zrobić wszystko, by przypodobać się jego matce, która zadecyduje o tym, czy Nefertiti ma szansę zostać pierwszą i najważniejszą żoną jej syna. Nie jest to wcale takie proste, władca ma już jedną małżonkę, która oczekuje przyjścia na świat męskiego potomka. Łatwo się domyślić, że kobieta wcale nie ma zamiaru oddać nikomu swojej pozycji. Jednak jej szanse w starciu z nieziemsko piękną Nefertiti są niewielkie. Choć Kija rodzi syna, to Nefertiti, matka sześciu dziewczynek, podbija serce ludu i zostaje faraonem.
Rządy Echnatona nie należały do zbyt udanego okresu w historii starożytnego Egiptu. Młody faraon postanawia odsunąć starych bogów i nawrócić poddanych na wiarę w Atona. Jego przeciwników nie czeka nic dobrego. Dochodzi do niepotrzebnego przelewu krwi. W końcu poczynania władcy mszczą się na nim. Nowy bóg odwraca się od niego. W Egipcie wybucha zaraza, a rodzina królewska traci kilku tych, których kochała najbardziej.
Lud uwielbiał Nefertiti. Ja tego uczucia nie podzielałam. W moich oczach to rozkapryszona dziewczynka bawiąca się we władczynię. Obrażała się na cały świat, kiedy coś szło nie po jej myśli. Nie potrafiłam się do niej przekonać. Za to obdarzyłam sympatią Mutny. Była zepchnięta na dalszy plan, ale wydawała się mądrzejsza od siostry. I przede wszystkim nie była samolubna jak Nefertiti.
Na początku napisałam, że książka była dla mnie zawodem. Dlaczego? Zewsząd wiało nudą. Nefertiti albo była na kogoś obrażona, albo walczyła o względy męża, albo rodziła kolejne dziecko. Niewiele poza tym się działo. Nie dowiedziałam się niczego nowego o starożytnym Egipcie. Za to sporo rzeczy zostało pominiętych lub przekłamanych. Wymienię kilka z nich. Echnaton miał więcej niż dwie żony. Nie wiadomo czy to Kija była matką Tutanchamona, poza tym, miała z faraonem przynajmniej jedną córkę, o której nie wspomniano ani słowem. Nieznane jest także jej pochodzenie. Nie wiadomo kim byli rodzice Kiji. Najstarsza córka Nefertiti i Echnatona wyszła za mąż, nie wiadomo jak potoczyły się jej dalsze losy. Na pewno nie umarła w tym samym czasie co matka.
Poza tym w książce jest dużo literówek. Czasami po kilka na jednej stronie. Kwestię składu przemilczę, bo woła o pomstę do nieba. Źle czyta się tekst, w którym jest zbyt duże światło (czyli przerwa) między literami. Jeszcze do tego wszystkiego dochodzi drzewo genealogiczne, na którym w niezrozumiały dla mnie sposób wymieniono córki Nefertiti i Echnatona. Nie jest to kolejność według urodzenia, choć ta jest znana.
Czytałam zdecydowanie lepsze książki na temat starożytnego Egiptu. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy poleciłabym Nefertiti, powiedziałabym, że nie i odesłałabym do Boga Nilu Wilbura Smitha. Po tej przeprawie muszę na chwilę odpocząć od twórczości pani Moran, choć czeka na mnie jej Heretyka królowa. Miejmy nadzieję, że nasze kolejne spotkanie zmyje ten niesmak pozostawiony przez Nefertiti i będę miała po nim miłe wspomnienia, bo do starożytnego Egiptu za czasów Echnatona już nie chcę powrócić.
Michelle Moran
Nefertiti
Wydawnictwo Sonia Draga
Michelle Moran "Madame Tussaud"
"Próbą naszego charakteru jest nie to, ile łez wylejemy, ale jak się zachowamy, kiedy obeschną"
Od wielu lat marzę o tym, żeby móc odwiedzić muzeum woskowych figur Madame Tussaud. Niestety, chwilowo znajduje się to poza moimi możliwościami finansowymi, ale kiedyś na pewno tam zawitam. Póki co pozwoliłam sobie na podróż do czasów, gdy młoda i ambitna Marie Grosholtz stawiała pierwsze kroki w świecie woskowych postaci.
Poznajemy ją kiedy pracuje w Salonie de Cire z wujem. Tam można było zobaczyć podobizny rodziny królewskiej spożywającej obiad czy amerykańskiego ambasadora Thomasa Jeffersona. Sytuacja we Francji jest trudna. Nie można tak łatwo dostać chleba, ludzie przymierają głodem, lecz nie odmawiają sobie przyjemności odwiedzenia miejsca, w którym mogą zapoznać się z najnowszą modą, czy usłyszeć plotki z dalekiego świata.
Na scenie politycznej pojawia się Maksymilian Robespierre. Poddani zaczynają odwracać się od króla. Coraz głośniej mówi się o obaleniu monarchii. Michelle Moran opisuje rewolucję francuską. Przypomina wydarzenia, które doprowadziły do terroru i zawiodły wielu ludzi na szafot. Madame Tussaud cudem udało się uniknąć śmierci. Dzięki temu możemy dziś podziwiać naturalnej wielkości figury woskowe znanych ludzi. Kto wie, co stałoby się, gdyby rzeźbiarka została ścięta?
Powieść połyka się w ciągu jednego wieczora. Chociaż sporo w niej historii, nie zniechęca ona do lektury. To, co działo się w tamtych czasach zostało przekazane w przystępny sposób. Nie czujemy się przytłoczeni datami czy przypisami zajmującymi pół strony. Faktów jest tyle, ile być powinno, za co należy się ukłon w stronę autorki.
Ujęła mnie postawa głównej bohaterki. Można ją krytykować za to, że kariera była dla niej ważniejsza od rodziny, ale nie sposób odmówić jej odwagi i poświęcenia. Kiedy dostała propozycję, by została nauczycielką siostry króla, Elżbiety, ma możliwość nie tylko zarobienia sporej sumy pieniędzy. Przedostaje się na dwór i może zbliżyć się do władców. To niestety sprawi, że stanie się świadkiem wielu makabrycznych scen. W końcu staje przed trudnym wyborem. Musi zdecydować czy pozostać wierną monarchii czy też uratować życie.
Michelle Moran pokazała nam różnice dzielące zwykły lud od mieszkańców Wersalu, gdzie życie toczyło się inaczej niż w pozostałej części Francji. Było brudno, choć budowla ta należała do pereł architektury, ale nie odnajdziemy tu śladu nędzy żyjącej na paryskich ulicach.
Trudność mogą sprawić pojawiające się w tekście francuskie wyrazy. Większość jest przetłumaczona w słowniczku, lecz pojawiają się pojedyncze nieprzetłumaczone słowa. To akurat nie przeszkadzało mi tak bardzo, jak niekonsekwencja w tłumaczeniu imion. Skoro król był Ludwikiem, jego siostra Elżbietą to dlaczego główna bohaterka nie mogła być Marią, a jej przyjaciela nazywano Henri, zamiast nadać mu polskie imię Henryk? W takim przypadku powinna być zachowana konsekwencja. Wiem, czepiam się, ale drażnią mnie takie rzeczy. Musicie mi wybaczyć to moje edytorskie zboczenie :)
Michelle Moran
Madame Tissaud
Wydawnictwo Sonia Draga
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
















przez
Blokotka