Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wendy Holden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wendy Holden. Pokaż wszystkie posty

Wendy Holden "Wallis Simpson. Księżna"

 

On oddał dla niej tron.

Ona oddała dla niego wszystko.

Rok 1928. Do Londynu przybywa z mężem Amerykanka w średnim wieku i przeciętnej urody. Nie ma pieniędzy ani znajomości, pierwsze miesiące w tym mieście przynoszą jej jedynie zawód i rozgoryczenie. Chcąc wypełnić pustkę samotnych dni, namiętnie czytuje modne pisma i chłonie wiadomości z życia towarzyskich elit Londynu.

Jej los ulega nagłej odmianie, gdy dzięki pewnemu zaproszeniu uzyskuje dostęp do kręgów towarzyskich księcia Walii, następcy tronu. Od pierwszego spotkania książę jest zauroczony jej amerykańskim akcentem i prostolinijnym sposobem bycia. Wallis Simpson wnosi powiew świeżego powietrza w duszną dworską atmosferę jego codziennej egzystencji. W miarę upływu czasu coraz mocniej łącząca ich przyjaźń przeradza się w miłość.

Wendy Holden "Królewska guwernantka"


Przyszła znikąd i... wychowała królową.

Dramat abdykacji, przepych koronacji, trauma drugiej wojny światowej – Marion Crawford, pieszczotliwie nazywana Crawfie, przez cały ten czas stała u boku rodziny królewskiej.

W 1933 roku młoda postępowa nauczycielka została guwernantką małych księżniczek Elżbiety i Małgorzaty. Chcąc im zapewnić normalne, radosne dzieciństwo, jeździła z nimi autobusami, zabierała je na publiczny basen i świąteczne zakupy do Woolworths.

Przez siedemnaście lat służyła w samym sercu rodziny królewskiej. Jej oddanie i lojalność okazały się jednak daremne, gdy zrobiła jeden nierozważny krok, który spowodował, że wypadła z łask i została na zawsze zepchnięta w mrok niepamięci.

Wendy Holden "Urodzeni, by żyć"


Wendy Holden pokochałam za książkę Chłopiec i pies, o której pisałam kilka miesięcy temu. Bez zastanowienia sięgnęłam więc po kolejną pozycję jej autorstwa. Tym razem pisarka postanowiła opisać historię trzech kobiet, które urodziły dzieci w obozach koncentracyjnych.
Podczas każdego transportu Żydów do Auschwitz, dzielono ich na kilka grup. Na osoby zdolne do pracy i takie, które od razu trzeba było wysłać do komory gazowej. Byli wśród nich ludzie starsi, chorzy, małe dzieci oraz kobiety w ciąży. Tylko nielicznym z nich udało się ukryć ten fakt przed doktorem Mengele, który przeprowadzał na przyszłych matkach eksperymenty. Tym, którym się to udało, niełatwo było donosić ciążę. Musiały pracować ponad siły, nie odżywiały się prawidłowo. Wiele z nich topiło swoje dzieci w wiadrach. Wiedziały, że jeśli tego nie zrobią, znajdą się wraz z noworodkiem w komorze gazowej. A one chciały żyć...
Priska, Anka i Rachela były brzemienne, gdy znalazły się w transporcie do obozu koncentracyjnego. Wszystkie miały na tyle szczęścia, że dane im było urodzić dzieci. Jedna z nich urodziła córeczkę na brudnej desce w fabryce, dwie pozostałe zostały matkami w pociągu wiozącym je do obozu koncentracyjnego Mauthausen w Austrii.. Hana, Mark i Eva nie mieli prawa przeżyć. Przetrwali jednak pomimo wszystko i podzielili się a autorką książki swoimi wspomnieniami dotyczącymi matek.
Każdą z nich poznajemy w czasach, gdy spokojnie mieszkały z rodzinami. Towarzyszymy im podczas ślubu, a potem wraz z nimi czekamy na ogłoszenie radosnej nowiny. Kobiety nie spodziewały się tego, że radość z powodu ciąży zostanie im tak szybko odebrana. To uczucie szybko zastąpił strach. Po trafieniu do obozu nie miały pewności, że dożyją następnego dnia. O przeżyciu porodu nie wspominając.
W trakcie lektury byłam pełna podziwu dla tych trzech kobiet. Straciły mężów i bliskich. Jedyną rzeczą, jaka trzymała je przy życiu, było rosnące w brzuchu maleństwo. Mnie, osobie żyjącej w czasach trudno jest wyobrazić sobie coś takiego. Nie wiem, czy miałabym w sobie na tyle siły, by przeżyć to piekło.
Zdaję sobie sprawę z tego, że tematyka, jaką porusza ta książka, jest bardzo trudna i nie każdy będzie w stanie ją przeczytać, ale mogę Was zapewnić, że nie jest to przygnębiająca lektura. Wręcz przeciwnie. Daje nadzieję i pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Warto zapoznać się z Urodzonymi, by żyć. To niesamowita historia, która na długo zostanie w Waszej pamięci.


Eva Clarke, Mark Olsky i Hana Berger Moran
troje dzieci urodzonych, by żyć w świecie,
który nie dawał im prawa do przeżycia.

Wendy Holden "Chłopiec i pies"


Spróbujcie wyobrazić sobie taką sytuację: budzicie się nagle w ciele psa i orientujecie się, że leżycie przywiązani do torów. Słyszycie nadjeżdżający pociąg. Czujecie paraliżujący strach i ból. Wiecie, że nie możecie się uwolnić i czeka was śmierć. Cudem udaje się wam przetrwać. Płacicie za to cenę kalectwa. Brzmi okrutnie, prawda? Niestety, ta historia zdarzyła się naprawdę.
Haatchi, bo o nim mowa, to pies rasy anatolian, którego właściciele skazali na śmierć. On jednak, na przekór wszystkim, postanowił walczyć o przetrwanie. Stracił co prawda łapę i ogon, lecz nie poddał się. Podbijał serca zajmujących się nim osób. Opiekunowie bali się, że pies nie znajdzie domu. Rehabilitacja i koszty utrzymania tego zwierzęcia były bardzo duże. Oprócz tego, Haatchi był kaleką, a niewielu ludzi chce przyjąć pod swój dach takiego psa. Jednak wszystko wkrótce miało się zmienić. Od uśpienia uratowała go pewna rodzina.
Owen urodził się z niezwykle rzadką chorobą genetyczną - zespołem Schwartza-Jampena, który powodował, że skurcze mięśni nadawały chłopcu niecodzienny wyraz twarzy. Rodzice malca rozwiedli się. Opiekę nad nim przejął ojciec, jednak matka uczestniczyła w wychowaniu dziecka. Tylko w obecności rodziców i macochy, Colleen, ten nieśmiały chłopczyk otwierał się. Nie lubił wychodzić z domu, bo wszyscy się na niego patrzyli. Świat Owena wywrócił się do góry nogami, gdy w domu pojawił się Haatchi. Chłopiec zaczął wtedy żyć. Stał się odważny i zaczął zdobywać przyjaciół.
Na tę historię natknęłam się kilka miesięcy temu, więc gdy tylko zobaczyłam książkę na półce w księgarni, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Od samego początku łzy płynęły ciurkiem po mojej twarzy. Nie potrafiłam bez emocji podejść do tego, co działo się kiedyś z Haatchim. Wiedziałam, że to zdarzyło się naprawdę i czułam, jak moje serce krwawi w trakcie lektury. Nie mogę pojąć jakim trzeba być potworem, żeby tak skrzywdzić zwierzę.
Pokochałam Willa, Owena i Colleen. To macocha odmieniła życie swojego pasierba. Dzięki niej Haatchi znalazł się w ich domu. Ta kobieta jest wspaniałą osobą. Pokochała dziecko męża bezgraniczną miłością. Nie starała się zastąpić mu matki. Wielokrotnie podkreślała, że nią nie jest. Nie chciała robić przykrości mamie chłopca, Kim.
Swoją postawą ujął mnie Will, tata Owena. Nie opuścił rodziny, gdy dowiedział się, że syn jest chory. Poświęcił się wychowaniu go. Zrezygnował z kariery i starał się jak mógł, by chłopiec miał w miarę normalne dzieciństwo. Ze łzami w oczach czytałam fragment mówiący o tym, jak wyglądał ślub Willa i Colleen. Owen był drużbą. Oddałabym wiele, żeby mieć takiego ojca.
Pozostaje jeszcze tytułowy chłopiec. Owen urzekł mnie tym, że nie był samolubny, chociaż choruje. Nie wychowano go tak, by uważał się za pępek świata. On stara się żyć tak, jak jego rówieśnicy. Nie potrzebuje litości. Płakałam, gdy czytałam o próbie zrobienia rodzicom śniadania. Miałam wtedy poczucie ogromnej niesprawiedliwości, że tak kochane dziecko zostało w okrutny sposób doświadczone przez życie.
Autorka nie zaserwowała czytelnikom powieści fabularnej. Dała im do ręki piękną biografię. Prawdziwą historię o miłości i poświęceniu. Widzimy proces przemiany Owena pod wpływem Haatchiego. Ten malec dla wielu ludzi powinien stać się wzorem do naśladowania. Cieszę się, że mogłam poznać historię rodziny, która choć borykała się z własnymi problemami, postanowiła pomóc skrzywdzonemu przez ludzi psu. Myślę, że tę książkę powinien przeczytać każdy. Bez względu na zainteresowania. Ta opowieść jest krótka, bo trwa nadal, ale uczy o życiu więcej, niż niejedno wielotomowe dzieło napisane przez psychologów. Jeśli powstaną kolejne opowieści o Owenie i Haatchim - na pewno po nie sięgnę. Póki co, będę śledzić ich losy na Facebooku, do czego i Was zachęcam.
Poznajcie tę historię. Uwierzcie mi, nie będziecie w stanie o niej zapomnieć. Mam nadzieję, że pokochacie rodzinę Owena i Haatchiego tak mocno jak ja. Zanim jednak sięgniecie po Chłopca i psa, zaopatrzcie się w zapas chusteczek higienicznych. Na pewno się przydadzą.

Wendy Holden
Chłopiec i pies
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2015
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka