Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo PWN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo PWN. Pokaż wszystkie posty

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #81 Susanne Mischke "Zabij, jeśli potrafisz!"

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Idziecie na zakupy na bazarek. Macie ze sobą małe dziecko w wózku. Żeby zapłacić za towar musicie na chwilkę zostawić je na zewnątrz, ponieważ nie zmieścicie się z wózkiem. Wydaje się Wam, że nic złego nie może się stać. Kiedy wracacie, widzicie, że Waszego dziecka nie ma. Ktoś je zabrał i ślad po nim zaginął. To właśnie spotkało Tinkę Hansson. Jej córeczka przepadła bez śladu. Mijają 4 lata. Sprawą dziewczynki interesuje się komisarz Gregor Frosberg. Do pomocy zostaje mu przydzielona dość specyficzna Selma Valkonen. Sprawa zaczyna posuwać się do przodu. Ojciec zaginionej Lucie dostaje informację mówiącą o tym, że jego córka żyje, ale jeśli ten chce ją zobaczyć, musi dokonać niewybaczalnego czynu. Czy zdesperowany ojciec będzie w stanie zrobić wszystko, by odzyskać dziecko?

Na początku miałam straszny problem z ogarnięciem pojawiających się w powieści wątków. Nie do końca wiedziałam, dlaczego autorka przeskakuje od przeszłości do teraźniejszości. Na szczęście klocki dość szybko zaczęły układać się w spójną całość i przepadłam na dobre. Byłam ciekawa, czy Lucie faktycznie żyje i zostanie odnaleziona, czy też ktoś po prostu postanowił zabawić się kosztem zrozpaczonych rodziców, którzy są gotowi zrobić wszystko, by odzyskać utracone przed laty dziecko.

Jak wspomniałam, przenosimy się w czasie. Początkowo może to nieco utrudnić lekturę, jednak bez tego zabiegu, pewne wątki byłyby niezrozumiałe. Później jest tylko lepiej. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Nie byłam w stanie przewidzieć, co dalej się wydarzy. Zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się czegoś takiego i jestem pełna podziwu dla Susanne Mischke. Wykonała kawał dobrej roboty.

Autorka sporo miejsca poświęciła na zbadanie psychiki bohaterów. Możemy zajrzeć w głąb ich dusz i poznać ich radości oraz smutki. Okazuje się, że każda z osób, które pojawiają się w powieści, ma swoje za uszami. Niektóre czyny z przeszłości okazują się brzemienne w skutkach, choć początkowo nic na to nie wskazuje. Nie byłam w stanie do żadnego z bohaterów podejść bez emocji. Starałam się nikogo od początku nie oceniać, ale to było trudniejsze niż przypuszczałam. Przyłapałam się na tym, że oceniam ich czyny. Czy miałam do tego prawo? Nie byłabym tego taka pewna. Nie wiem w końcu jak zachowałabym się na ich miejscu.

To dobry thriller z wątkami psychologicznymi. Czytając go, możemy odpowiedzieć sobie na pytanie, ile bylibyśmy w stanie zrobić, by tylko odzyskać utracone dziecko. Jeśli chcecie, poznajcie rodziców Lucie i przekonajcie się, przed jakimi wyborami przyszło im stanąć.

Susanne Mischke
Zabij jeśli potrafisz
Wydawnictwo PWN
Warszawa 2014

Bożena Fabiani "Stary Testament w malarstwie"

Wieki temu, gdy zdawałam ustną maturę z języka polskiego, wybrałam temat dotyczący nawiązań biblijnych i mitologicznych w literaturze i malarstwie. Do tej pory mam słabość do tego tematu, dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po książkę Bożeny Fabiani.

Jak czytamy na okładce: "Po czterech tomach Gawęd o sztuce oraz komplementarnym wobec nich tomie Gawędy o sztuce sakralnej Bożena Fabiani skupia się na tradycji starotestamentowej w sztuce europejskiej. Tam podstawą opowieści stały się epizody ewangeliczne zapisane w Nowym Testamencie, tym razem autorka sięga jeszcze głębiej, do korzeni sztuki religijnej, do dzieł inspirowanych Starym Testamentem. Pokazuje trwałość tradycji, ciągłość wątków, które przewijają się przez malarstwo i rzeźbę do początku XX wieku, a czasem nawet sięgają współczesności. Opisuje wybrane tematy zaczerpnięte z Biblii, skupiając się nie tylko na objaśnieniu tego, co przedstawiają dzieła, lecz także na życiu tych, którzy je tworzyli. Stary Testament zawiera opowieści najróżniejsze: zadziwiające, niezrozumiałe, wzniosłe i okrutne, tętniące życiem i emocjami – i wszystko to autorka obserwuje na obrazach, tropiąc przy tym realia związane zarówno z epoką żydowskich patriarchów i królów, jak i z czasami artystów podejmujących tematy biblijne. Przygląda się, jak w ciągu wieków radzono sobie z trudnościami w wyobrażeniu człowieka i żywiołów, powietrza, światła, wody, jak ukazywano potężne emocje bohaterów biblijnych, zwłaszcza te najgroźniejsze – nienawiść, mściwość, zawiść. Autorka ściśle pozwiązuje historię z obrazem, wyjaśnia jego treść, pokazuje podejście malarza do tematu – tak różne w zależności od epoki i indywidualnych cech artysty. Każdy rozdział składa się z powtarzających się i przeplatających dwóch elementów – krótkiego streszczenia tekstu, który malarz miał za zadanie zilustrować (przy czym autorka obficie cytuje tekst biblijny), oraz z zestawu obrazów wraz z ich interpretacją, często wzbogaconą informacją o malarzu".

Publikacja Bożeny Fabiani jest niewielka objętościowo i czyta się ją dość szybko. Autorka posługuje się prostym, zrozumiałym dla odbiorcy językiem, choć muszę przyznać, że o niektórych podanych przez nią faktach już dobrze wiedziałam. Plusem były jednak wtrącenia dotyczące życiorysu artysty. Tam można było znaleźć kilka ciekawostek.

Przyznam szczerze, że dopiero dzięki Bożenie Fabiani na niektórych obrazach dostrzegłam rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Może dlatego, że w sumie nie wiedziałam, czego szukać. Mam tu na myśli chociażby obraz Trzej archaniołowie i Tobiasz. Nigdy nie myślałam, że mógł być to autoportret, do którego ktoś domalował inne elementy.

To nie jest obszerna rozprawa o biblijnych nawiązaniach w malarstwie. Powiedziałabym wręcz, że jest to niewielki fragment, o ile nie zaczątek wiedzy na ten temat. Jak wspomniałam, nie wszystkie informacje były odkrywcze. Część z nich można znaleźć w innych tego typu publikacjach. Myślę, że rozprawa Bożeny Fabiani może stanowić zaczątek do badań. Dobrze rozbudza zainteresowanie czytelników i zachęca do poszukiwań dodatkowych informacji.

Myślę, że ta książka przyda się najbardziej uczniom szkół średnich. Oni najwięcej wyniosą z lektury i będą mogli zabłysnąć wiedzą na lekcjach. Polecam wszystkim pasjonatom malarstwa. Nie powinniście być rozczarowani po lekturze.

Bożena Fabiani
Stary Testament w malarstwie
Wydawnictwo PWN
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu PWN.

Marty Noble "Arcydzieła do kolorowania"

Jakiś czas temu zauważyłam, że blogerzy zachwycają się kolorowankami dla dorosłych. Piszą, że to znakomity sposób, by się odstresować. Postanowiłam więc sprawdzić to na własnej skórze.

Nakładem Wydawnictwa PWN ukazały się Arcydzieła do kolorowania. Komplet składa się z 2 książek. Pierwsza z nich zawiera kolorowe reprodukcje 56 obrazów najpopularniejszych artystów, m.in. Leonarda da Vinci, Michała Anioła, Vincenta van Gogha czy Claude'a Moneta. Druga z nich zawiera szkice obrazów namalowanych przez tych wielkich artystów. To od nas zależy, czy postaramy się w miarę wiernie oddać wygląd dzieł, czy na przykład domalujemy Mona Lisie wąsy albo brodę.

Kiedy dostałam tę książkę, moje oczy zrobiły się duże z zachwytu. Mogłam pomalować obrazy najsłynniejszych malarzy. Po pracy wracałam i wyżywałam się artystycznie. Czegoś takiego właśnie potrzebowałam. Zmieniłam stanowisko i po 8 godzinach w redakcji padam na twarz zupełnie tak, jakby ktoś wyciągnął ze mnie baterie. Obrazki na pierwszy rzut oka wydają się w miarę proste, ale gdy zabrałam się do roboty, zorientowałam się, że wcale tak łatwo nie będzie. Już pominę to, że w naszym domu jest niedobór kredek. Nie rozumiem, dlaczego w mieszkaniu pełnym dwudziestolatków nie ma czegoś takiego.... Liczenie kwadracików i prostokącików w obrazie Broadway Boogie-Woogie wymagało ode mnie sporo uwagi. Możecie zobaczyć początek mojej pracy. Picassa ze mnie nie będzie, ale od czegoś w końcu trzeba zacząć.

Przede mną jeszcze długa droga. Na szczęście nadchodzi upragniony przeze mnie urlop i będę mogła zaszyć się gdzieś w kąciku z moją książką, wcinając świąteczne smakołyki i wyżywając się artystycznie. Czegoś takiego właśnie potrzebowałam. Będę tylko musiała zaopatrzyć się w lepsze kredki. Moje skromne zapasy na długo nie wystarczą, a poza tym, ile mogę zdziałać z 12 kolorami? Praktycznie nic. Mikołaju, byłoby miło, gdybyś to usłyszał :)

Komu mogę polecić tę książkę? Pasjonatom sztuki i nie tylko, To dobra propozycja dla wszystkich osób, które chciałyby odstresować się po pracy. Nic tak nie poprawia humoru, jak domalowanie komuś wąsów :) Ogromnym plusem tej publikacji jest to, że każda kolorowanka jest umieszczona na osobnej stronie. Nie ma więc mowy o przebijaniu kolorami na sąsiedni obrazek. Nasze dzieła można wyciąć i powiesić na ścianie albo włożyć do jakiegoś albumu.

Ta publikacja łączy przyjemne z pożytecznym. To krótka lekcja malarstwa w teorii i w praktyce. Najważniejsza wiedza na temat tych dzieł została podana w pigułce. Na pewno w naszych głowach zostanie coś po przeczytaniu dołączonych do reprodukcji informacji. Są ciekawe i podane w przystępny sposób. Idealny prezent dla przyszłych artystów. Nie pozostaje mi nic innego, jak kazać Wam chwytać kredki/farby/mazaki itp. w dłoń i działać :)

Marty Noble
Arcydzieła do kolorowania
Wydawnictwo PWN
Warszawa 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego i rozwinięcie mojej pasji malarskiej
dziękuję Wydawnictwu PWN.

Bożena Fabiani "W kręgu Wazów. Ludzie i obyczaje"


Dzięki mojej siostrze, która jest historyczką, lubię od czasu do czasu sięgnąć po historyczną książkę. Gustuję zwłaszcza w tych pozycjach, które uzupełniają moją wiedzę i serwują mi całą masę ciekawostek, o jakich nie dowiedziałam się w szkole. Dzisiaj opowiem Wam o pozycji autorstwa pani Bożeny Fabiani.
Autorka zabiera nas w podróż w czasie. Wraz z nią udajemy się do XVII wieku - do czasów, gdy na tronie polskim zasiadali przedstawiciele rodu Wazów. Myślicie, że czeka Was kolejna nudna lekcja historii? Nic z tych rzeczy.
Opowiadając o poszczególnych członkach dynastii Wazów, Bożena Fabiani wtrąca sporo ciekawostek z ich życia oraz informacji, których nie wynieśliśmy ze szkoły. Nie boi się zajrzeć do ich szaf, by powiedzieć nam, co lubili nosić, zagląda także pod kołdrę, by światło dzienne ujrzały informacje o nieślubnych dzieciach władców, a także o tych królewnach i królewiczach, którzy odeszli przedwcześnie i historycy doszli do wniosku, że nie warto o nich wspominać. Dla przykładu, wiedzieliście, że dziadek Zygmunta III Wazy, Zygmunt Stary miał nieślubne dzieci albo o tym, że Ludwika Maria Gonzaga miała z Janem Kazimierzem dwoje dzieci? Ja nie miałam o tym pojęcia. Takich smaczków w książce jest znacznie więcej. Można poczytać także o tym, jakie polscy królowie mieli relacje z matkami ich żon. Nie ze wszystkimi teściowymi było tak łatwo, a wydawać by się mogło, że koronowana głowa nie musi słuchać mamusi żony i tłumaczyć jej się ze swoich decyzji. Takiej historii Wazów nie da się chyba znaleźć w żadnej innej lekturze. Nie brakuje zarówno radosnych zdarzeń, takich jak narodziny dzieci, jak również i tych przygnębiających. Kilka razy udamy się z żałobnikami na Wawel, by pochować z honorami zmarłego monarchę. 
Styl autorki jest gawędziarski, nie sposób nudzić się przy tej książce. Myślę, że każdego zainteresowałaby ta lektura. Nie ważne, czy lubi historię, czy nie. Żałuję, że było tu mało zdjęć, a te, które znalazły się w publikacji, nie były zbyt wyraźne. Szkoda też, że kolorowe fotografie umieszczono dopiero na końcu książki. W moim egzemplarzu był problem z zobaczeniem kilku ostatnich, bałam się bardziej odgiąć kartki, żeby ich nie zniszczyć. Powinny znaleźć się w środku, by czytelnik mógł je porównać z tym, co akurat opisywała autorka.
To pozycja, po którą powinni sięgnąć pasjonaci historii. Nie sposób przejść obok tej lektury obojętnie. To zupełnie inne spojrzenie na dynastię Wazów. Powiedziałabym, że bliższe ludowi. Ci królowie zostali pokazani jako zwykli ludzie. Autorka pokazuje, że borykali się z takimi problemami, jak ich poddani. Nie obserwujemy ich wyłącznie przez pryzmat wojen i zasług dla kraju. To niezwykle cenna lekcja historii. Mam nadzieję, że i Wy zdecydujecie się wziąć w niej udział.

Bożena Fabiani
W kręgu Wazów. Ludzie i obyczaje
Wydawnictwo PWN
Warszawa 2015

Mira Jacob "Tango lunatyków"


"Czym jesteście dla mnie dziewczynki, jak nie moim własnym sercem, które na zawsze i nieodwracalnie dorosło?"

Gdyby ktoś zapytał Was z czym kojarzą się Wam Indie, większość zapewne odpowiedziałaby, że z Bolywood, ewentualnie ze Slumdogiem. Przyznam szczerze, że ja też bym udzieliła takiej odpowiedzi. Mira Jacob pokazała mi ten kraj z zupełnie innej perspektywy - oczami hinduskich emigrantów.
Rodzina Eapenów przeprowadziła się z Indii do Stanów Zjednoczonych. Nieudana wizyta w domu rodzinnym neurochirurga Thomasa sprawiła, że mężczyzna zerwał kontakty z matką i bratem. Decyzja o definitywnym pożegnaniu się z ojczyzną położyła się cieniem na jego małżeństwie z Kamalą, która nie potrafiła odnaleźć się w amerykańskiej rzeczywistości. Czuła się tam nieswojo i nijak nie potrafiła przystosować się do życia na obczyźnie. Jej sari i indyjska kuchnia nie pasowały do lateksu i hamburgerów. Takiego problemu nie miały ich dzieci. Akhil co prawda pamiętał Indie, w których się urodził, ale jego miejsce było w Ameryce. Żadnej więzi z ojczyzną rodziców nie czuła także Amina.
Troski nie omijały rodziny Eapenów. Tragiczne wieści z Indii, a potem śmierć Akhila położyły się cieniem na ich życiu, które toczyło się dalej, lecz przeszłość zawsze powracała w najmniej oczekiwanym momencie. Dorosła Amina przez pewien czas pracowała w gazecie, jednak została zwolniona i poznajemy ją, gdy robi zdjęcia na weselach. Może to nie jest szczyt jej marzeń, lecz nie musi martwić się o pieniądze. Jej w miarę uporządkowane życie postawił na głowie telefon od matki, która mówi, że ojciec dziwnie się zachowuje. Cierpi na bezsenność i rozmawia ze zmarłymi. Amina bez zastanowienia jedzie do rodziców. To, czego później dowie się na temat przypadłości Thomasa zmieni jej życie na zawsze.
Tango lunatyków to rodzinna saga zabierająca nas w podróż z Indii przez Nowy Meksyk do Seattle. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Poznajemy innych członków rodziny Eapenów. Pojawiają się tylko na chwilę, ale uzupełniają swoją obecnością historię opowiadaną przez autorkę i pozwalają nam zrozumieć niektóre decyzje bohaterów. Już dawno nie czytałam tak dobrej książki o emigrantach zastanawiających się "co by było gdyby", kultywujących wyniesione z rodzinnych stron tradycje i nie dających się "przerobić" na mieszkańców kraju, do jakiego przyjechali. Wraz z Kamalą tęsknimy za Indiami i wspólnie z Thomasem mamy wyrzuty sumienia, że opuścił ojczyznę.
Ta powieść jest magiczna, podobnie jak okładka. Idealna na nadchodzący okres Bożego Narodzenia. Nie mówię, że taka jest tematyka, ale zbliżają się dni, gdy nasze życie na chwilę zwolni, a my będziemy mogli zostać sami ze sobą i zastanowić się nad pewnymi sprawami, spędzić trochę czasu w gronie rodzinnym. Molom książkowym polecam zarezerwowanie kilku wieczorów dla Tanga lunatyków. Nie wypada przejść obojętnie obok takiej literackiej uczty.
Miałam mieszane uczucia przed rozpoczęciem lektury. Literackie debiuty mają różny poziom i nie wiedziałam czego się spodziewać. Zostałam oczarowana. Eapenowie na pewno zajmą miejsce w moim sercu i mam nadzieję, że kiedy przyjadę jeszcze do nich z wizytą, przyjmą mnie z otwartymi ramionami, poczęstują plackami chapati i pozwolą ponownie przeżyć ze sobą radości i smutki.

Mira Jacob
Tango lunatyków
Wydawnictwo PWN

Michele Zackheim "Ostatni pociąg do Paryża"


"Zdałam sobie sprawę, że szukanie zaginionego Żyda w Niemczech to makabryczny żart"

Lata 30-te XX wieku. W Nowym Jorku mieszka i pracuje ambitna dziennikarka, Rosie Belle Manon. Pisze artykuły do rubryki towarzyskiej. To nie zaspokaja jej ambicji. Kobieta pragnie zmiany w swoim życiu, pracy na wyższym stanowisku. W końcu udaje jej się zdobyć posadę korespondenta w "Kurierze Paryskim". Wydaje jej się, że właśnie dostała gwiazdkę z nieba. Bez żalu opuszcza Amerykę i udaje się do Europy.
W Paryżu pracuje pod pseudonimem R.B. Manon, by ukryć swoją płeć. Nie przyznaje się także do tego, że z pochodzenia jest w połowie Żydówką. Nigdy nie miała bliskich kontaktów z matką, która pochodziła z Żydowskiej rodziny, także nie czuje potrzeby obnoszenia się z tym, że ma wśród bliskich Żydów. Szybko zyskuje sławę. W ramach uznania za ciężką pracę szef wysyła ją do Berlina. Stamtąd ma opisywać wydarzenia polityczne.
Okazuje się, że trafiła do paszczy lwa. Do władzy doszedł Hitler, który nienawidził Żydów i dążył do ich eksterminacji. Wojna wisi w powietrzu. W środku całego tego zamieszania Rosie poznaje Leona - niemieckiego grawera, który nie do końca chce jej wyznać prawdę o sobie. Ukrywa przed nią to, co robi. Kiedy jego tajemnica wychodzi na jaw, kobieta musi pomóc mu w uratowaniu jego życia. Czy jej się to uda? Czy odnajdzie miłość i szczęście pod ostrzałem wroga? Tego wszystkiego dowiecie się po lekturze książki.
Po raz pierwszy miałam okazję spojrzeć na wojnę z perspektywy Żydówki, która jest korespondentką w gazecie. Do tej pory natrafiałam wyłącznie na wspomnienia żołnierzy i więźniów obozów koncentracyjnych. Bardzo dobrze poznajemy główną bohaterkę, która pokazuje nam, co ukształtowało jej charakter. Od małego walczyła o to, by matka ją pokochała. Jednak Miriam pozostawała zimna względem córki. Dlaczego? Bo ta, podobnie jak ona, była Żydówką. Rosie nie poddała się. Zyskała sławę i szacunek w świecie dziennikarskim, który był wówczas zdominowany przez mężczyzn.
Jesteśmy świadkami nie tylko zbliżającej się wojny i jej skutków, ale wraz z główną bohaterką przechodzimy jej kryzys osobowości. Nigdy nie uważała się za Żydówkę, nie zna jidyszu. W obliczu zbliżającego się konfliktu zbrojnego odcina się od swoich korzeni. Ma immunitet, lecz wie, że może zginąć. Przestrogą jest dla niej śmierć kuzynki. R.B. by przetrwać, musi wyrzec się samej siebie.
Czytając Ostatni pociąg do Paryża musiałam w pewnym momencie przerwać lekturę. Jedna ze scen spowodowała, że zalałam się łzami. Należę do osób, które przeżywają to, co czytają. Miałam ochotę cisnąć książkę w kąt i już nigdy więcej do niej nie powrócić. Nie mogłam uwierzyć w to, że komuś przytrafiło się coś tak strasznego i niesprawiedliwego. Nie powiem co, bo będę spoilerować. Ciekawa jestem, czy osoby które przeczytały tę książkę też miały podobne odczucia, gdy obserwowały scenę na peronie.
Ostatni pociąg do Paryża to idealna propozycja dla osób lubiących czytać o losach bohaterów w czasie II wojny światowej. Wielbiciele romansów także znajdą w niej coś dla siebie.

Michele Zackheim
Ostatni pociąg do Paryża
Wydawnictwo PWN

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka