Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak literanova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak literanova. Pokaż wszystkie posty

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #19 Lawrence Osborne "Przebaczenie"


Jesteście ciekawi tego, jak wygląda prowadzenie śledztwa w Maroku? Trafiliście w takim razie pod dobry adres. Usiądźcie wygodnie i zobaczcie, co na ten temat ma do powiedzenia Lawrence Osborne, autor Przebaczenia.
Jo i David to pochodzące z Anglii małżeństwo. Do Maroka przyjechali na zaproszenie swojego przyjaciela. Kiedy jechali na zorganizowaną przez niego imprezę, pokłócili się. Nerwy i alkohol doprowadziły do tragedii. David nie zdążył wyhamować przed chłopcem, który znalazł się na drodze. Jechał na tyle szybko, że zabił go. Zdezorientowany mężczyzna postanawia zabrać ze sobą ciało ofiary do domu przyjaciela. Znaleźli się przecież na środku pustyni. Nie ma tu jak zadzwonić po pomoc, a zostawić tu zwłoki nie bardzo wypada. Na miejscu gospodarz zawiadamia policję i postanawia pomóc w zatuszowaniu całej sprawy. Nie podoba się to tubylcom, którzy mają już dość turystów uważających się za osoby nietykalne. Jesteście ciekawi, co wyniknie z tej historii? Poszukajcie zatem Przebaczenia i przekonajcie się sami. Ja nie zdradzę już więcej szczegółów.
Muszę przyznać, że mam dość mieszane uczucia po tej lekturze. Z jednej strony pomysł był dość oryginalny, ale z drugiej strony czegoś mi tu brakowało. Jest śledztwo, którego nie ma. Nie, to nie jest mój błąd, napisałam to z premedytacją. Dlaczego? Nie wiem, jak inaczej mogę określić zachowanie policji. Mundurowi przyjeżdżają do domu pewnego mężczyzny i widzą zwłoki w garażu. Nie robi to na nich większego wrażenia. Kilka zielonych banknotów wszystko załatwi. Nawet nie interesuje ich to, kim była ofiara. Dziwiło mnie także zachowanie gospodarza. Rozumiem, że chciał pomóc przyjaciołom, ale chyba są pewne granice przyjaźni, których przekroczyć nie wolno. David zabił człowieka. Nie przejechał małego jeża, lecz młodego chłopaka, który miał przed sobą całe życie. Ktoś na pewno czekał na niego w domu. Nie mógł nie ponieść za to kary. Ucieszyłam się, gdy lokalna społeczność postanowiła nie odpuścić mu.
Cała ta akcja działa się bardzo szybko. Brakowało mi nagłych zwrotów akcji, ale w sumie czego mogłam się spodziewać, skoro od początku wiedziałam, kto zabił? Spodobało mi się jednak to, że autor nie zapomniał o zabitym chłopaku i pozwolił nam go poznać. Dzięki temu pamięć o nim nie umarła.
Nie polubiłam tego angielskiego małżeństwa. Na początku było mi szkoda Jo, że musi użerać się z mężem alkoholikiem, ale po tym, co zrobiła, gdy Davida nie było w domu, doszłam do wniosku, że oboje są siebie warci. Za żadne z nich nie dałabym złamanego grosza.
Co jeszcze ujęło mnie w tej książce? Sposób pokazania dwóch tak diametralnie różnych od siebie kultur. Muzułmanie uważają Europejczyków za niewiernych. Co prawda świętej wojny im nie wypowiedzieli, ale nie pochwalali zachowania tych bogatych i rozbestwionych ludzi. Marokańczycy mieli swoje zasady i ich się trzymali. Z turystami było nieco gorzej. Byli tak dzicy, że aż jest mi za nich wstyd.
Nie podobała mi się jedna rzecz. Mam bardzo duże zastrzeżenie co do polskiego przekładu. Pojawia się wiele nieprzetłumaczonych sformułowań, które utrudniają lekturę. Nie znam francuskiego i musiałam posiłkować się wiedzą narzeczonego, by zrozumieć, o czym jest mowa. W tych miejscach powinny być przypisy. Inaczej bez słownika francusko-polskiego nie zrozumie się niektórych dialogów.
Fanom kryminałów z szybkimi zwrotami akcji radzę poszukać czegoś innego. Przebaczenie to propozycja raczej dla osób lubiących zagraniczne podróże. Pojawia się tu sporo rozwlekłych opisów otoczenia. Pewnie nie wszyscy przez nie przebrną, ale warto dać tej książce szansę. Chociażby ze względu na możliwość poznania innej kultury.

Lawrence Osborne
Przebaczenie
Wydawnictwo Znak Literanova
Kraków 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Znak Literanova

Suki Kim "Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit"


Pozwólcie, że dziś opowiem wam bajkę o pewnym kraju, który dla nas, zwykłych śmiertelników, jest miejscem niedostępnym i raczej nieprzyjaznym. Usiądźcie wygodnie i posłuchajcie o tym, czego dowiedziałam się na temat tego państwa od Suki Kim, autorki książki Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit.
Suki Kim znalazła się w tym kraju wraz z kilkoma misjonarzami, by uczyć studentów wywodzących się z bogatych rodzin. Jadąc do Korei, kobieta wiedziała, że czeka ją trudne zadanie. Nie wolno jej było poruszać tematów związanych z polityką, by przez przypadek nie zasugerować, że w innych krajach jest lepsza sytuacja. Nie mogła nosić spodni ani biżuterii. To, co wolno jej było czytać i oglądać, musiało być zaakceptowane przez władzę. Nie chodziła nigdzie sama, wszystko to, co powiedziała, mogło zostać podsłuchane i użyte przeciwko niej. Nie miała prawa dawać studentom do rąk Biblii. Oni mieli innych bogów. Swoich Kimów. Ich wizerunki były święte. Zbezczeszczenie (świadome lub nie) któregokolwiek z nich było surowo karane. Nie wiem, czy na jej miejscu znalazłabym w sobie na tyle siły, by tam pojechać.
Co uderzyło mnie w pierwszej chwili? Podział społeczeństwa. Albo jest się pracującym w fabryce robolem albo ma się bogatych rodziców, studiuje się i żyje na w miarę wysokim poziomie. Nie oznacza to jednak tego, że koreańskiej „inteligencji” wolno myśleć. Jedyne, co mogą robić do woli, to wielbić swojego przywódcę. Żyją w swojej zamkniętej społeczności, nie mają dostępu do kultury, nie są obeznani w tym, co dzieje się za granicami ich państwa. To nie jest tak, że ich to nie interesuje. Oni po prostu nie mogą zdobyć takiej wiedzy. Wszelkie media są tak bardzo ocenzurowane, że nie ma możliwości prześledzenia zagranicznych portali. W Korei często panuje też głód. Gdy jest nieurodzaj, ludzie są niedożywieni, jedzą jakieś wodniste zupy. O mięsie mogą tylko pomarzyć. Uwierzcie mi, za żadne pieniądze nie chcielibyście znaleźć się w tym kraju.
Studenci, których uczyła Suki Kim, przypominali bardziej dzieci niż ludzi dorosłych. Nie wiedzieli, jak zagadać do dziewczyny, informacje, które posiadali chociażby na temat ligi NBA były mocno przedawnione i nie wiedzieli, jakie filmy oglądają ich równolatkowie zza granicy. Opowiem wam historię o projekcji Harry'ego Pottera. Tego czarodzieja nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Nawet teraz jedna ze stacji puszcza cykl filmów o nim. Młodzi Koreańczycy nie mieli okazji wcześniej go poznać. Cieszyli się jak małe dzieci, że będą mogli zobaczyć jeden z filmów o przygodach młodego czarodzieja. Nie wszyscy jednak dostąpili tego zaszczytu. Projekcję mogli obejrzeć tylko wybrani. Serce mi się kroiło, gdy Suki Kim tłumaczyła pozostałym, że oni nie wezmą udziału w tym pokazie. Podejrzewam, że już nigdy nie będą mieli podobnej okazji i nie przekonają się, na jakich filmach wychowało się wiele dzieci za granicami ich kraju.
Jestem przerażona tym, w jaki sposób funkcjonują Koreańczycy. Nie znają innego życia, więc trudno się dziwić, że nie próbują walczyć z systemem. Nawet nie wiem, czy próba buntu cokolwiek by dała. Pojedyncze jednostki niewiele zdziałają, a na pospolite ruszenie nie ma raczej co liczyć.
Opowieść Suki Kim otwiera nam, Europejczykom oczy na to, co dzieje się za zamkniętymi granicami Korei Północnej. Ta rzeczywistość mnie przeraża. Może i nie jest u nas zbyt kolorowo, ale cieszę się, że przyszło mi żyć akurat w Polsce. Tu przynajmniej mam dostęp do wiadomości, mogę chodzić do kina i nie muszę wzdychać do portretu prezydenta. Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom, którzy chcą dowiedzieć się, jak wygląda życie w Korei Północnej z perspektywy obcokrajowca.

Suki Kim
Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit
Wydawnictwo Znak Literanova
Kraków 2015

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Znak Literanova


Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #16 A.S.A. Harrison "W cieniu"


Nie wiem, co musiałby zrobić mój mąż, żebym zaczęła planować jego morderstwo. Fakt, irytuje mnie czasem, ale nie mogłabym zrobić mu krzywdy. W cieniu opowiada o parze, która tylko na pozór jest szczęśliwa.
Ona jest psychologiem, on ma przedsiębiorstwo budowlane. Teoretycznie żyją razem. Praktycznie Todd wdaje się w coraz to nowe romanse, a Jodi udaje, że nic na ten temat nie wie. Do pewnego czasu ten układ wydaje się idealny. Sprawa komplikuje się, gdy młoda kochanka mężczyzny oznajmia mu, że jest z nim w ciąży i ma zamiar urodzić to dziecko. Todd, nie do końca z własnej woli, postanawia odejść od Jodi. Wydaje mu się, że to tylko formalność. Ich związek i tak już od dawna praktycznie nie istniał. Dla zdradzonej kobiety to nie jest takie proste i oczywiste. Nie godzi się na to, by to, co zapisał jej kiedyś Todd, weszło w posiadanie jego kochanki i bękarta. Przecież po tylu latach związku ma prawo do majątku partnera, z którym spędziła znaczną część życia. Pozostaje jej tylko jedno rozwiązanie. Musi zamordować swojego ukochanego, zanim ten zmieni swój testament.
Pierwszą rzeczą, jaka mnie uderzyła, było zachowanie Jodi. To, co robiła, zupełnie nie pasowało do tego, co wokół niej się działo. Powinna ciskać gromami, a zachowywała spokój. Grała kogoś, kim nie była. Todd zresztą nie pozostawał w tyle. Grał niewiniątko, choć całkiem sporo miał za uszami. Chociaż w domu tej pary nie było awantur, ta rodzina niszczyła się nawzajem. Kłamstwami, niedopowiedzeniami i życiem w pozornym szczęściu. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego. Musiało dojść do tragedii.
Bardzo działała mi na nerwy Natasha, kochanka Todda. Studiowała już co prawda, ale zachowywała się jak mała, rozpieszczona dziewczynka. Nie mam pojęcia co mężczyzna w niej widział. Musiał być bardzo zdesperowany, skoro zostawił dla niej kobietę, z którą spędził ponad 20 lat.
W tej książce brakowało mi napięcia. Nie było nagłych zwrotów akcji, od początku było wiadomo kto stoi za śmiercią Todda. Jasne też było to, że niewierny niby-mąż marnie skończy. W sumie w tej książce nie działo się zbyt wiele oprócz tego, że obserwujemy schematyczny rozpad związku. Jestem z tego powodu nieco zawiedziona, choć podobało mi się psychologiczne podejście do sprawy.
To książka nie dla osób liczących na trzymający w napięciu i pełen zwrotów akcji kryminał. Jak już wspomniałam, wszystko od początku jest jasne i przewidywalne. To dobra propozycja dla osób interesujących się psychologią. Tacy czytelnicy prędzej znajdą tu coś dla siebie.

A.S.A Harrison
W cieniu
Wydawnictwo Znak Literanova
Kraków 2015

William C. Rempel "Uwikłany. Prawdziwa historia człowieka, który pogrążył największy kartel narkotykowy świata"



Kolumbia - lata '90. Świat pełen skorumpowanych ludzi na rządowych stanowiskach jest idealnym miejscem dla rozwoju mafii zajmującej się przemytem narkotyków. To właśnie tam, w sam środek wojny karteli trafia główny bohater Uwikłanego.
Jorge Salcedo nie przypuszczał, że zadanie, o wykonanie którego go poproszono, na zawsze zmieni jego życie. Był przedsiębiorcą, który chciał poukładać sobie życie po nieudanym małżeństwie. Wszystko zaczynało zmierzać ku dobremu. Pojawiła się kobieta, w jakiej zakochał się bez reszty. Niebawem miało przyjść na świat ich dziecko. Wtedy został wezwany przed oblicze ojców kolumbijskiej mafii zajmującej się przemytem narkotyków. Usłyszał, że ma zabić Paula Escobara, bezwzględnego barona narkotyków, który był śmiertelnym wrogiem kartelu z Kali, Chociaż wewnętrzny głos kazał mu się sprzeciwić, mężczyzna obiecał, że wyeliminuje tego człowieka z gry. Był przekonany, że będzie to jednorazowe zlecenie, po wykonaniu którego wróci do dawnego życia. Nie wiedział jeszcze, że podpisał cyrograf, bo kto raz wejdzie do mafijnej rodziny nie może już jej opuścić.
Za sprawą opowieści Jorge poznajemy biografie Gilberto Rodrigueza Orejueli, Miguela Rodrigueza Orejueli, Jose Santacruza Londono oraz Helmera "Pacho Herrery, czyli członków kartelu z Kali. Jak przystało na mafijną rodzinę, swoich bliskich kochali ponad wszystkich, a każdego, kto byłby w stanie im zagrozić, czekała śmierć. Co ciekawe, chcieli by ich dzieci skończyły dobre szkoły i były porządnymi obywatelami. Kiedy syn jednego z nich trafił za kratki, ojciec zamiast pochwały, zaserwował niesfornej pociesze lanie przy współwięźniach. To, że rodzice zarabiali w nielegalny sposób na życie nie znaczyło, że dzieci miały pójść w ich ślady.
Największe wrażenie zrobił na mnie rozdział zatytułowany Emilia. Jorge opisuje nie tylko relacje, jakie panowały wewnątrz rodziny mafijnej, czy oprowadza po rezydencjach należących do kartelu. Opowiada także o tym, co mafiozi robili z osobami, które z nimi zadarły. Często za błędy nieszczęśliwca płacili jego bliscy. Tak właśnie było z tytułową Emilią. Wiedziała, że zostanie zamordowana i nie próbowała uciec. Pogodziła się z tym, że musi umrzeć. Przyjęła swój los. Wiedziała, że przed mafią nie ma ucieczki. To, co stało się z jej ciałem, wstrząsnęło mną. W książce nie brakuje trudnych w lekturze fragmentów, ale ten poruszył mnie najbardziej. Obojętność oprawców Emilii do tej pory sprawia, że czuję na karku gęsią skórkę. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co musiał czuć Jorge, gdy przyjechał na miejsce zbrodni.
William C. Rempel opisuje sposób, w jaki ta książka powstała. Jorge stał się tajnym informatorem CIA, który w obawie o życie swoje i bliskich, musiał opuścić kraj. Powrót do Kolumbii oznaczałaby dla niego wyrok śmierci. Dziś żyje w ukryciu i jest objęty programem ochrony świadków. Z autorem Uwikłanego nie spotkał się nigdy. Ich rozmowy odbywały się wyłącznie przez telefon. Rempel nie wie, gdzie Jorge mieszka ani jak aktualnie się nazywa, jednak jego wspomnienia przekazał nam w sposób, który trzyma w napięciu do samego końca. Nie przypuszczałam, że tak bardzo będę przeżywała to, czy rodzinie Jorge uda się uciec z tego piekła. Do tej pory trudno mi uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Podziwiam bohatera za zachowanie zimnej krwi w sytuacji, gdy wielu z nas wpadłoby w panikę i skazało na śmierć swoich bliskich. Wyraz ogromnego uznania należy się autorowi za przekazanie tej historii bez oceniania jej bohaterów. W takich przypadkach jest o to trudno. Aż ciśnie się na usta, by wyrazić swoje zdanie. Rempel tego na całe szczęście nie zrobił.
Lubię książki, które zapewniają zastrzyk adrenaliny podczas lektury. Wszystkim tym, którzy szukają takiej właśnie pozycji, polecam Uwikłanego. Nie zawiedziecie się na tej książce.

William C. Rempel
Uwikłany. Prawdziwa historia człowieka, który pogrążył największy kartel narkotykowy świata
Wydawnictwo Znak literanova
Kraków 2015 

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi


oraz Wydawnictwu



P.S. Kochani, wiele osób pytało mnie, czy nie mam tej książki na sprzedaż albo czy nie wiem, gdzie można ją nabyć. Niestety, w tej kwestii nie jestem w stanie pomóc. Wiem, że nakład się rozszedł, więc musicie szukać tej pozycji w antykwariatach lub na stronach internetowych, gdzie ludzie sprzedają używane książki.

Jayne Amelia Larson "Woziłam arabskie księżniczki"


"Panowało milczenie, jakby ktoś krzyknął 'cisza na planie!'. Ale to nie był film. To działo się naprawdę."

Jayne Amelia Larson - niedoszła gwiazda Holywood z powodu kryzysu w branży zostaje luksusowym szoferem. Nie jest to może praca jej marzeń, ale przynajmniej kobieta ma stały dochód. Miejsce gwiazd w samochodzie Jayne zajmują pewnego dnia arabskie księżniczki. Zadanie, jakiego podjęła się kobieta nie jest wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Musi być dyspozycyjna przez całą dobę. Jeśli zwolni się przed upływem siedmiu tygodni, nie dostanie wynagrodzenia.
Praca nie jest przyjemna. Nieziemsko bogate księżniczki są kapryśne, trzeba spełniać każdą ich zachciankę najlepiej już, teraz, zaraz i niekoniecznie dobrze traktują swoich pracowników.
Zastanawiacie się pewnie co takie arabskie księżniczki robią w Ameryce. Odpowiedź jest prosta - wszystko to, czego nie wolno im w Arabii Saudyjskiej. Noszą kuse stroje, wydają tysiące dolarów na zakupy, fundują sobie operacje plastyczne i wracają późną nocą do hotelu. W ich ojczyźnie takie rzeczy są niedozwolone.
Z książki opisującej prawdziwe wydarzenia możemy dowiedzieć się jak wygląda życie kobiet w Arabii Saudyjskiej, jak prezentują się relacje pracodawca-służący. To wszystko nie jest takie kolorowe. Praca na usługach rodziny książęcej wymaga wielu poświęceń i samozaparcia. Nie każdy wytrzyma panujące w niej warunki. Jayne wyznaje, że zrobiła to dla pieniędzy. Co jej to przyniosło? Dowiecie się tego po lekturze książki.
Przyznam, że spodziewałam się obszerniejszych opisów amerykańskich przygód arabskich księżniczek. Było tego zdecydowanie za mało, choć pojawiło się kilka ciekawostek, z którymi nie spotkałam się w żadnej książce o tej tematyce, a przeczytałam ich sporo. Nigdy wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z tym, co wyznawcy Allaha sądzą na temat Żydów. Dowiedziałam się też dlaczego kobiety nie noszą za granicą swojego tradycyjnego stroju.
Gdybym miała porównać Woziłam arabskie księżniczki z jakąś inną książką, mój wybór padłby na Diabeł ubiera się u Prady. Recenzowana przeze mnie pozycja jest jej amerykańsko-arabskim odpowiednikiem. Więcej tu mody niż faktów z Arabii Saudyjskiej. Jeśli komuś spodobała się książka autorstwa Lauren Weisberger, książka napisana przez Jayne Amelię Larson też przypadnie mu do gustu.

Jayne Amelia Larson
Woziłam arabskie księżniczki
Wydawnictwo Znak Literanova

Andrew Miller "Oczyszczenie"


"Jeśli spodobało się wam Pachnidło Patricka Suskinda, ta książka was zachwyci"

Czytałam Pachnidło, wieki temu co prawda, ale książka mi się spodobała, więc postanowiłam, że zaryzykuję i sięgnę po Oczyszczenie. Czy było warto? Przyznam szczerze, że nie. Co prawda ta powieść została uhonorowana nagrodą COSTA dla Książki Roku, ale mnie nie powaliła na kolana.
Mamy jesień 1785 roku. Dawno zamknięty cmentarz Niewiniątek zaczyna oddawać ciała, które kiedyś przyjął na wieczny spoczynek. Dzielnica Hal staje się zanieczyszczonym i cuchnącym miejscem, kryjącym w sobie pewne zabobonne tajemnice. Cierpią mieszkający tam ludzie. Chorują, a ich pot i oddech nie są takie jak dawniej. Król Ludwik XVI wydaje rozkaz, by zniszczyć cmentarz oraz przylegający do niego kościół. Zadania podejmuje się młody inżynier, Jean-Baptiste Baratte. Wydawać się może, że oczyszczenie ziemi z kości wcale nie będzie takie trudne. Wszystko zmienia się, gdy bramy cmentarza zostają otwarte. Zaczynają dziać się rzeczy, od których włos się na głowie jeży.
Lektura książki niesamowicie mnie nużyła. Bohaterowie, przynajmniej w moim odczuciu, byli, ale tak, jakby ich nie było. Gdyby ktoś kazał mi ich scharakteryzować, to dzień po odłożeniu powieści nie byłabym w stanie tego zrobić. Może i udałoby mi się wymienić ich imiona, ale na tym rzecz by się skończyła. Myślę, że za kilka tygodni nawet nie będę pamiętać, że coś takiego czytałam. Wiem, że kilka osób uważa, że ta książka jest świetna, bo ma swój klimat. Mnie on nie oczarował. Miało być mroczno, tajemniczo, nieco strasznie nawet, a było nudno. Przyłapywałam się czasem na tym, że siedziałam i patrzyłam na strony Oczyszczenia. Nie ciągnęło mnie do tego, żeby przekonać się co będzie dalej, ale z racji faktu, że rzadko porzucam zaczęte książki i tę doprowadziłam do końca. 
Czasem jest tak, że do danej powieści trzeba dorosnąć. Przypuszczam, że tak może być z Oczyszczeniem. Nie porwie młodych osób, lecz starsze przyciągnie i zatrzyma na dłużej. Ja należę do w miarę niewiekowych czytelników, więc bez żalu opuszczam przedrewolucyjny Paryż. Nie wiem czy jeszcze kiedyś do niego wrócę. Nie zachwycił mnie swoimi mieszkańcami ani klimatem, więc pozostawię go do odkrycia innym czytelnikom. Może oni znajdą w nim coś, czego ja się nie doszukałam i mi o tym opowiedzą.

Andrew Miller
Oczyszczenie
Wydawnictwo Znak literanova

Paulina Młynarska, Dorota Wellman "Kalendarzyk niemałżeński"


"Mogę sobie nie kupić czegoś do jedzenia, ale książkę kupię zawsze."

Zbliżają się Mikołajki i święta. Drodzy czytelnicy, jeśli nie macie pomysłu na prezent dla swojej przyjaciółki/siostry/mamy/żony etc., zaręczam, że spokojnie możecie sprezentować im Kalendarzyk niemałżeński. To będzie przyjemna lektura dla każdej pełnoletniej czytelniczki.
Już dawno nie czytałam tak dobrej książki napisanej przez kobiety, o kobietach, dla kobiet. Zdecydowana większość tego, co wpadło mi w łapki mówiła, że mamy nieodpowiednich partnerów, ale i tak musimy się dla nich starać. A oprócz tego nasze życie i tak jest do bani, bo jesteśmy kobietami, więc zarabiamy mniej od mężczyzn, rodzimy dzieci, pracujemy, prowadzimy dom, tyjemy, jesteśmy brzydkie... Jednym słowem nic, tylko rzucić się z mostu. 
Kalendarzyk niemałżeński jest zupełnie inny. Został napisany przez dwie dziennikarki: Paulinę Młynarską i Dorotę Wellman. To duet, który idealnie się uzupełnia, choć w tym wszystkim było dla mnie trochę za mało pani Doroty. Spojrzenie tych dwóch pań na świat nie jest takie samo. W jednych rzeczach zgadzają się, w innych zaś stoją po różnych stronach. Autorki wymieniają ze sobą korespondencję i pokazują nam, że o wszystkich sprawach, nieważne czy to feminizm, wychowywanie dzieci, uzależnienia, seks czy przyjmowanie gości można porozmawiać z klasą i odrobiną humoru.
Tematy poruszane w książce są niezwykle bliskie każdemu z nas. To nie jest odrealniona książka z cyklu "nie znam się, ale i tak się wypowiem. Znana jestem, więc książkę i tak ktoś kupi". Autorki dają się poznać nie tylko jako osobistości telewizyjne, lecz też pokazują się w roli pani domu (niekoniecznie perfekcyjnej, bo jak same podkreślają, dom jest do mieszkania, nie do sprzątania). Mają rodziny, robią zakupy, sprzątają, gotują. Prowadzą takie samo życie jak my. Podczas lektury czasem myślałam sobie "hej! Ja też tak mam". Tego duetu nie da się nie pokochać za tę książkę. Można tu przeczytać o sprawach ważnych i mniej ważnych, ale też nauczyć się kilku przepisów na pyszne dania (fontdant czekoladowy - pani Doroto, potwierdzam, Bóg istnieje). Zatem Drogie Panie, do boju!
Kalendarzyk niemałżeński dostarcza nie tylko dobrej zabawy, ale także skłania do pewnych przemyśleń. Myślę, że to dobra propozycja dla czytelniczek będących na życiowym zakręcie. Daje kopa do działania. Naprawdę polecam.
Na koniec dodam jeszcze jedno. Pani Dorota umieściła w swojej części znaleziony zapewne w Internecie test, który pozwala sprawdzić jakim samochodem/kontynentem się jest. Ja jestem Afryką, mój facet póki co jest jeszcze jak porsche. Ciekawa jestem jakie będą Wasze odpowiedzi? :)
Wiek mężczyzn:
Do 20 lat - mężczyzna jest jak fiat: mały i figlarny.
20-30 lat - mężczyzna jest jak porsche: szybki i energiczny.
30-40 lat - mężczyzna jest jak citroen: perfekcyjny.
40-50 lat - mężczyzna jest jak polonez: obiecuje więcej niż może zrobić.
50-60 lat - mężczyzna jest jak żuk: trzeba go ręcznie zastartować.
60 lat i dalej - wypada zmienić markę.
Wiek kobiety:
Do 20 lat - kobieta jest jak Azja: dobrze znana, ale jeszcze nieodkryta.
20-30 lat - kobieta jest jak Afryka: gorąca i wilgotna.
30-40 lat - kobieta jest jak USA: wydajna i technicznie doskonała.
40-50 lat - kobieta jest jak Europa: po dwóch wojnach światowych, wykorzystana, ale wciąż piękna.
50-60 lat - kobieta jest jak Rosja: wszyscy wiedzą, gdzie to jest, ale nikt nie chce tam jechać.

Paulina Młynarska, Dorota Wellman
Kalendarzyk niemałżeński
Wydawnictwo Znak literanova




Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka