Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo RM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo RM. Pokaż wszystkie posty

Joanna Zaręba "Dziwolągi"

 

Przedstawienia z ich udziałem – freak shows lub side shows – stały się w drugiej połowie XIX stulecia elementem wystaw światowych oraz występów cyrkowych. Choć wystawianie na pokaz ludzi zdeformowanych od urodzenia bądź wskutek chorób nie było niczym nowym, bo tego typu spektakle urządzano już na średniowiecznych rynkach, to koniec XIX wieku, wraz z rodzącymi się środkami masowego przekazu, show-biznesem i reklamą, przyniósł rozkwit tego zjawiska.

Julia Pastrana, Generał Tomcio Paluch czy bracia syjamscy Chang i Eng byli gwiazdami, światowymi celebrytami, a ich historie weszły do popkulturowego kanonu. Nie byli jednak jedyni, zaś życie ludzi wystawianych na pokaz było raczej pełne cieni niż blasku. Historie tych niezwykłych osób są często tragiczne, pełne okrucieństwa, niezrozumienia, wyzysku, choć pojawiały się też w nich momenty wielkiej sławy w świetle reflektorów scenicznych, emancypacja i walka o swoje prawa.

Manuel Moros Pena "Lekarze Hitlera. Zbrodnicza medycyna"

O czystości aryjskiej rasy pewnie już wiele słyszeliście. Ludobójstwo za czasów II wojny światowej także nie jest dla Was tajemnicą. Pozwólcie, że krótko opowiem o najbardziej wstrząsającej publikacji na temat eksperymentów nazistowskich lekarzy, z jaką przyszło mi się zmierzyć.

Poniedziałki ze zbrodnią w tle #8: Borys Wołodarski "Truciciele z KGB. Likwidacja wrogów Kremla od Lenina do Litwinienki"


W jaki sposób pozbyć się po cichu osobę, której poglądy mogą bardzo zagrozić interesom państwa i rządzących w nim sposób? Wywieźć gdzieś i zastrzelić? Nie, bo co zrobić z narzędziem zbrodni oraz ciałem? Spowodować nieszczęśliwy wypadek samochodowy, który doprowadzi do tragedii? Odpada, ta osoba może jakimś cudem przeżyć. A gdyby tak zastosować truciznę, jaka będzie trudna do wykrycia? O takim sposobie likwidowania wrogów przez KGB pisze autor książki Truciciele z KGB. Likwidacja wrogów Kremla od Lenina do Litwinienki, Borys Wołodarski.
Śledztwo pisarza, które zostało opisane w omawianej przeze mnie książce to relacja poparta dokumentami oraz informacjami uzyskanymi od oficerów wywiadów i osób działających po obu stronach Żelaznej Kurtyny. To wszystko uzupełniają wspomnienia ludzi biorących udział w takich akcjach.
Książkę rozpoczyna śledztwo dotyczące sprawy otrucia Aleksandra „Saszy” Litwinienki. W listopadzie 2006 roku, gdy badał przyczynę śmierci Anny Politkowskiej, wystąpiły u niego podobne do zatrucia pokarmowego objawy chorobowe. Niecały miesiąc później mężczyzna, pomimo wysiłków lekarzy, już nie żył.  Okazało się, że zmarł w wyniku podania mu w herbacie polonu. Pochowano go na cmentarzu w Londynie. Wołodarski w swojej książce umieścił zdjęcia z tej uroczystości, które zostały zrobione z ukrycia. Jak przez mgłę pamiętam to, co się działo po jego śmierci. Miałam tylko 16 lat i niezbyt interesowałam się tym, co dzieje się poza granicami Polski. W trakcie lektury pewne fakty mi się przypominało, lecz nie było ich wiele. Podobnie było z historią o Wiktorze Juszczence. Pamiętałam o tym, że został zatruty i na tym moja wiedza zasadniczo się kończyła. Borys Wołodarski przypomniał mi o tych wydarzeniach i opisał parę rzeczy, o których nie wiedziałam.
Nieco przeszkadzał mi w tej książce brak chronologii i rozbijanie historii na kilka części. Nie lubię takiego „przeskakiwania” z jednego fragmentu w drugi. Bardzo łatwo wtedy zgubić wątek. Wolę książki, w których wydarzenia dzieją się zgodnie z biegiem czasu. Wtedy wszystko układa się w logiczną całość. Przyznaję, że momentami żałowałam, że niewiele pamiętam z czasów, gdy otruto Litwinienkę i Juszczenkę. Miałam wrażenie, że autor założył sobie, że skoro ktoś sięga po pozycję jego autorstwa, to wszystko jest dla niego jasne i pewnych spraw nie trzeba wyjaśniać.
Spodziewałam się po tej książce czegoś więcej. Opisano ją w taki sposób, że nie mogłam się doczekać tego, aż po nią sięgnę. Po lekturze muszę przyznać, że czuję się zawiedziona. Myślałam, że czeka mnie ciekawsza lektura. Fakt, byłam pod wrażeniem arsenału trucizn, jakimi posługiwało się KGB. O istnieniu wielu z nich nie miałam pojęcia, ale język narracji mnie nie porwał. Bardzo często odrywałam się od książki i nie potrafiłam wciągnąć się w opowiadaną historię. Sposób, w jaki Borys Wołodarski opowiedział o likwidacji wrogów Kremla nie przemówił do mnie. Naprawdę, liczyłam na coś więcej. Wątpię, że kiedykolwiek wrócę do tej książki.

Informacje przekazane w Trucicielach z KGB nie ujrzały wcześniej światła dziennego. Dziwi mnie to, że Rosjanie dopuścili do publikacji tej pozycji. Putin pojawia się bowiem jako osoba mogąca mieć coś do czynienia z tymi morderstwami. Ciekawa jestem, jak nasi wschodni sąsiedzi zareagowali na pojawienie się takiej książki. Myślę, że powinni sięgnąć po nią wszyscy ci, którzy interesują się historią. Opowieść może i nie jest porywająca, ale dostarcza wielu ciekawostek na temat działania agentów KGB.

Borys Wołodarski
Truciciele z KGB. Likwidacja wrogów Kremla od Lenina do Litwinienki
Wydawnictwo RM
Warszawa 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu RM

Heinrich Hoffman "Mój przyjaciel Hitler"


Kiedy przychodzi do mnie przesyłka ze Sztukatera, osobą, która cieszy się z niej najbardziej, jest mój mąż. Jeśli są w niej jakieś książki z okresu II wojny światowej, nie ma opcji, żebym dorwała się do nich przed nim. Po prostu dostają nóżek, a ja później słyszę łaskawe "masz, przeczytaj, bo chcę to dołączyć do swojej kolekcji". Tak było i tym razem.
Wspominałam już kiedyś, że lubię książki, które pokazują czytelnikom nieznaną ze szkoły historię. Słysząc "Hitler", wszyscy mamy przed oczami obozy koncentracyjne i eksterminację Żydów. Trudno zauważyć w nim kogoś innego. Dla nas zawsze będzie potworem, którego światopogląd doprowadził do największego w dziejach historii ludobójstwa.
Kim był autor Mojego przyjaciela Hitlera, Heinrich Hoffman? Był niemieckim fotografem, To on był autorem oficjalnych fotografii Fuhrera. Swoją karierę rozpoczynał w sklepie fotograficznym ojca. Początkowo nie wierzył w to, że może rozpocząć pracę na własny rachunek, lecz jeden z klientów, który poprosił go o zrobienie zdjęcia przekonał mężczyznę, że stać go na to. Zadowolony z efektu fotograf postanawia spróbować zapracować na siebie. W pracy w późniejszym czasie pomagała mu żona. Nie było im łatwo, Żyli bardzo skromnie. Do czasu.
Lista osób, które fotografował mężczyzna, była długa, jednak to wykonywanie zdjęć Hitlera przyniosło Hoffmanowi największe dochody. Początki ich współpracy nie były łatwe. Gdy wyszło na jaw, że zrobił zdjęcie Fuhrerowi, nakazano mu, by je usunął. Hitler nie chciał, by ludzie znali jego wizerunek. Wolał, by tłumy znały go tylko z wygłaszanych przez niego mów. Jednak i to się zmieniło, a Hoffmana i Hitlera połączyła długoletnia przyjaźń. Fotograf był jedną z osób z najbliższego otoczenia Fuhrera. Robił mu zdjęcia, które trafiały do gazet oraz pojawiały się na znaczkach pocztowych.
Wspomnienia Heinricha Hoffmana pokazują Hitlera z zupełnie innej perspektywy. Napisana przez niego książka zawiera całą masę zdjęć. Można zobaczyć na nich Fuhrera w niekoniecznie dobranym stroju czy pracującego nad przemówieniem z okularami na nosie. Część fotografii nie została opublikowana, bo Hitler bardzo dbał o swój wizerunek i nie chciał, by ludzie znali jego słabości. Nie wypadało więc, żeby widzieli go w grubych wełnianych skarpetkach i krótkich spodenkach. Nie mogli także wiedzieć, że ma problemy ze wzrokiem.
Przeczytałam sporo książek na temat Hitlera, ale żadna z nich nie wspominała o tym, że jego pasją było malarstwo. Tutaj można zobaczyć to, co malował. Trzeba przyznać, że miał talent. Hoffman wspomina także o największej miłości Fuhrera. Nie mam tu na myśli Ewy Braun, a Geli Raubal, siostrzenicę Hitlera, który bardzo przeżył jej samobójczą śmierć. Fotograf wspomina te chwile. Od tego czasu Fuhrer bardzo się zmienił. Na gorsze oczywiście.
Dużym plusem tej książki są na pewno fotografie pokazujące ludzkie oblicze potwora. W podręcznikach do historii nie znajdziemy zdjęć Hitlera z dziećmi. Nie zobaczymy także okularów na jego nosie. Z lektury dowiedziałam się także tego, że Fuhrer nie lubił przemawiać w kameralnym towarzystwie, bo to go peszyło. Kto by pomyślał, że taki wstydliwy z niego człowiek?
Mój przyjaciel Hitler to historia o Fuhrerze napisana z zupełnie innej perspektywy - jego najbliższego pracownika, który po wojnie przeszedł przez długą drogę do wolności, choć nie do końca popierał światopogląd swojego pracodawcy. Pojawia się w niej sporo ciekawostek, jakich nie dowiemy się na lekcjach historii. Osoby pasjonujące się II wojną światową na pewno znajdą tu coś dla siebie.

Heinrich Hoffman
Mój przyjaciel Hitler
Wydawnictwo RM
Warszawa 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi Sztukater oraz wydawnictwu RM.
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka