Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawska Firma Wydawnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawska Firma Wydawnicza. Pokaż wszystkie posty

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #565 Grzegorz Gołębiowski "Zaginiona"

 

Jakub Luty oraz Daniel Borowczak, policjanci znani z powieści „Dług krwi”, powracają do Ożarowa Mazowieckiego, by rozwiązać następną tajemniczą sprawę. Właśnie zaginęła jedna z mieszkanek miasta, a okoliczności jej zniknięcia są co najmniej dziwne… W dodatku nikt nie wie, co mogło się z nią stać. Czy została porwana? A może z jakiegoś powodu sama uciekła? Czy w ogóle jeszcze żyje? W pętli niedomówień i zagadek na jaw wychodzą kolejne tajemnice i mroczne sekrety, skrzętnie skrywane przed światem pod maską tradycyjnej, przykładnej rodziny, zaś policjanci coraz bardziej gubią się w domysłach i scenariuszach domniemanych wydarzeń. Tymczasem dni mijają, rozwiązania nie widać, a czas ucieka – zwłaszcza że w sprawę zaczynają mieszać się wścibscy dziennikarze, starający się za wszelką cenę udowodnić nieporadność policji.

Marek Rutkowski "Sawant"

Co prawda jestem humanistką, ale związałam się z ekonomistą i świat cyferek nie jest mi całkiem obcy. W miarę nawet ogarniam tematy związane z giełdą. Postanowiłam więc dać szansę książce Marka Rutkowskiego, która jest opisywana jako powieść o potędze pieniądza, ułudzie cyberprzestrzeni, ludzkich możliwościach. To miał być thriller, który od początku do końca trzyma w napięciu. Czy faktycznie tak było?

James pracuje jako analityk finansowy. Jest zatrudniony w jednej z największych firm giełdowych w Nowym Jorku. Ma żonę i dwoje dzieci. Jego rodzinne szczęście burzy jednak choroba syna. Okazuje się bowiem, że David choruje na autyzm. Kontakt z nim jest utrudniony. Chłopiec żyje w swoim własnym świecie i całymi dniami wpatruje się w cyfry. Jednak nie to jest w książce najważniejsze. Dochodzi bowiem do pewnego zdarzenia, które na zawsze zmienia życie Jamesa. Mężczyzna postanawia odkryć, co spowodowało śmierć pewnego biznesmena. Nie wie jeszcze, że wpakował się w niezłą kabałę.

Na początku trudno było mi wczuć się w atmosferę powieści. Świat tych cyferek i dużych pieniędzy nie przywitał mnie z otwartymi ramionami. Bałam się, że Sawant szybko wyląduje na półce i przeczytam go w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na szczęście w końcu załapałam rytm i przeczytałam książkę jednym tchem. Przyłapałam się nawet na tym, że zaczynam identyfikować się z Jamesem.

Marek Rutkowski napisał naprawdę dobrą powieść. Potrafił budować napięcie i utrzymać je przez większość Sawanta. Rozwiązanie zagadki, której podjął się James, nie było dla mnie takie oczywiste. Jestem nieco zawiedziona zakończeniem. Spodziewałam się czegoś innego. Postawiłam autorowi poprzeczkę dość wysoko i nie do końca udało mu się przez nią przeskoczyć. Widzę w nim jednak potencjał. Liczę na to, że jeśli zdecyduje się na napisanie kolejnej książki, wyjdzie mu to zdecydowanie lepiej.

Sięgnięcie po tę książkę doradzam pełnoletnim czytelnikom. Pojawiają się tu erotyczne sceny. Poza tym nie wszystkie przemyślenia Jamesa mogą być dla nastolatków zrozumiałe. Nawet ja, trochę wiekowa już czytelniczka, miałam z niektórymi z nich problem.

Marek Rutkowski
Sawant
Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej.

Anna Ignatowska "Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny"

Wielodzietność jest postrzegana w Polsce jako patologia.  Anna Ignatowska, szczęśliwa żona Miłosza i matka sześciorga dzieci, w swojej książce całkowicie zaprzecza temu stereotypowi. Pokazuje, że można stworzyć szczęśliwy dom rodzinny pełen pociech.

Wiktoria, Antoni, Zuzanna, Franciszek, Misia i Maja to sześcioro głównych bohaterów tej opowieści. Anna Ignatowska opisuje, jak wygląda ich codzienność. Pokazuje, jak wygląda macierzyństwo w jej wykonaniu. To nie tylko dziecięce uśmiechy i przyjemne chwile. Matka tej pokaźnej gromadki miewała też chwile zwątpienia. Dzieci chorowały, a Annie brakowało siły, by ogarnąć panujący dookoła chaos. Kobieta niczego nie koloryzuje. Pokazuje zarówno blaski i cienie posiadania tak licznej dziatwy. Jedno jest pewne, nie może narzekać na nudę. Nigdy nie wiadomo, co któraś z pociech wymyśli.

Autorka książki opisuje to wszystko w niezwykle wciągający sposób, podchodząc do wychowania dzieci z dystansem. Co prawda nie pracuje zawodowo, bo zajęła się prowadzeniem domu, lecz nie zauważyłam, by była przez to zgorzkniała. Kocha swoje pociechy ponad wszystko i spełnia się jako matka. Widać to gołym okiem. Chciałabym, żeby moja mama też tak ciepło o mnie mówiła.

Dziennik pokładowy początkowo był pisany w formie internetowego pamiętnika. Po jakimś czasie autorka postanowiła wydać go w papierowej wersji. Rękę do tego przyłożyła powiększająca się rzesza czytelników, która z chęcią czytała zapiski pani Anny. Kiedy ja sięgnęłam po nie, zaczęłam zastanawiać się nad tym, jaką matką będę dla swoich dzieci. Jestem kobietą, która do wielu rzeczy podchodzi z ogromnym dystansem. Chciałabym umieć tak podejść do macierzyństwa. Zazdroszczę dzieciom państwa Ignatowskich takich rodziców. W ich domu nie brakuje miłości i zrozumienia. Z chęcią kiedyś tam wrócę.

To słodko-gorzka, lecz piękna opowieść o macierzyństwie, uzupełniona rysunkami dzieci. Bardzo cieszę się, że mogłam zapoznać się z tą książką. Dostarczyła mi radości i wzruszeń. Lubię takie pozycje, które nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Polecam tę publikację wszystkim, bez wyjątku.

Anna Ignatowska
Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny
Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej.

Kinga Pacanowska "Tatuaże po wewnętrznej stronie powiek"


Kiedy otworzyłam książkę Tatuaże po wewnętrznej stronie powiek autorstwa Kingi Pacanowskiej i zobaczyłam, że zasady zastosowania dużych i małych liter nie są przestrzegane, moja korektorska krew w żyłach zmroziła się. Reaguję dość alergicznie na tak przygotowane teksty, jednak w miarę zagłębiania się w lekturę, przestało mi to przeszkadzać.
Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po tej książce. Zdecydowałam się na nią ze względu na tytuł. Okładka jakoś do mnie nie przemówiła, ale z doświadczenia wiem, że nie zawsze to, co ładnie wygląda, musi być ciekawe w odbiorze. O czym są Tatuaże po wewnętrznej stronie powiek?
Bohaterem jest włóczęga, który nigdzie nie potrafi zagrzać na dłużej miejsca. Nie stroni od alkoholu i przygodnego seksu z kobietami. Nie ma zamiaru z nikim wiązać się na stałe. Wszystko zmienia się, gdy poznaje w barze pewną nieznajomą. Staje się ona miłością jego życia i powodem, dla którego chciałby zmienić swoje postępowanie. Wierzy w to, że to ta jedyna, która da mu szczęście. Kobieta powoli przyzwyczaja go do życia, jakiego wcześniej nie znał. Wspólnie dbają o dom, oddają się lekturze książek i spędzają ze sobą czas tak, jak wiele innych par. Wszystko jednak burzy się, gdy w mężczyźnie odzywają się demony przeszłości. To nie wróży niczego dobrego.
Muszę przyznać, że bałam się, że z czytania wynurzeń alkoholika nie wyjdzie nic konstruktywnego, a ja w końcu zniechęcę się do lektury i odłożę ją na bliżej nieokreślone "później". Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Połknęłam Tatuaże po wewnętrznej stronie powiek w ciągu kilku godzin. Byłam zła na mężczyznę za to, że zachowuje się w tak egoistyczny sposób. Szybko jednak przestałam go oceniać. Spodobało mi się to, że w sumie do ostatniej strony nie wiadomo było, jak skończy się ta książka.
Wiele cytatów z tego debiutu można użyć jako sentencji. Widać, że autorka dokładnie przemyślała kompozycję Tatuaży po wewnętrznej stronie powiek. Każde słowo zostało postawione w odpowiednim miejscu, każda metafora pojawiła się w konkretnym celu. Nie ma tu zapełniania stron na siłę pustymi wywodami. Nie pojawiają się sztuczne dialogi i zbędne opisy. To bardzo dojrzała opowieść. Wielu z nas mogłoby upatrywać siebie w głównym bohaterze. Niekoniecznie mam tu na myśli kwestię słabości do alkoholu i przygodnego seksu. Chodzi mi bardziej o zachowanie i próby zaznaczenia swojej indywidualności w związku.
To jedna z lepszych książek o życiu, jakie ostatnimi czasy czytałam. Zmusza do myślenia i nie pozwala o sobie zapomnieć. Kinga Pacanowska poruszyła w Tatuażach po wewnętrznej stronie powiek kwestie dotyczące samotności i potrzeby bliskości. Każdy z nas mógłby się wypowiedzieć na ich temat. To nie jest łatwa lektura. Trzeba się nad nią chwilę zatrzymać, by w pełni zrozumieć jej sens. Autorka wykonała kawał solidnej roboty. Nie potrafię znaleźć niczego, do czego mogłabym mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Dobrze, może i niezbyt przemawia do mnie okładka, ale to jest tu nieistotne. Liczy się tylko to, co Kinga Pacanowska chciała nam poprzez swoją książkę przekazać. Jak dla mnie, zrobiła to na 5+. Jeśli szukacie powieści o życiu takim, jakie jest, a nie takim, jakie chcielibyśmy żeby było - sięgnijcie po tę publikację. Naprawdę warto. 


Kinga Pacanowska
Tatuaże po wewnętrznej stronie powiek
Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2015

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Portalowi Sztukater
i Warszawskiej Firmie Wydawniczej.

Jolanta Walentyna Sobolewska "Kamienny kot"


Sięgając po Kamiennego kota Jolanty Walentyny Sobolewskiej, nie miałam zbyt dużych wymagań. Nastawiłam się na przyjemną lekturę. Nie spodziewałam się też, że zostanie na dłużej w mojej pamięci. Zostałam miło zaskoczona. Ale po kolei.
Marta jest żoną Wiktora. Są szczęśliwym małżeństwem, lecz nie mają dzieci. Kobieta powiedziała mężczyźnie, że nie czuje powołania do macierzyństwa i nie chce być matką. Mąż kochał żonę na tyle mocno, że przystał na jej warunki. W życiu Marty zachodzi pewna zmiana, gdy spotkała w autobusie pewną kobietę. Początkowo wzbudzała ona w głównej bohaterce książki niepokój. Jak się później okazuje, Weronika, bo tak owa nieznajoma ma na imię, jest odpowiedzią na pytania z przeszłości Marty. Kobieta musi bowiem uporządkować niedokończone przed setkami lat sprawy, by móc odzyskać spokój i pełnię szczęścia. Nie, nie pomyliłam się, chodzi mi o setki lat, dobrze przeczytaliście. Marta musi zmierzyć się ze sobą sprzed kilkunastu wieków. Po co? Tego już musicie dowiedzieć się sami.
Akcja książki toczy się raczej leniwie. Na początku niewiele się dzieje. Nie wiemy także zbyt wiele o bohaterach. Dopiero z czasem wszystko nabiera tempa. Jeśli myślicie, że będziecie się nudzić, czytając o rozterkach Marty, muszę wyprowadzić Was z błędu. Tutaj nie ma miejsca na nudę. Dlaczego? Choćby za sprawą nadprzyrodzonego wątku. Podchodzę do takich rzeczy raczej sceptycznie. Nie każdy autor potrafi łączyć rzeczywistość i elementami fantastycznymi. Jolanta Walentyna Sobolewska poradziła sobie z tym bardzo dobrze. Aż mnie korci, żeby Wam powiedzieć o co chodzi, ale nie mogę Wam zdradzić zbyt dużo. Chcę, żebyście sami o tym przeczytali. Mogę zdradzić tylko tyle, że jeśli oglądaliście Mumia powraca w reżyserii Stephena Sommersa i spodobało Wam się to, co się tam działo, to Kamienny kot na pewno przypadnie Wam do gustu.
Nie spodziewałam się tego, że problemy Marty mogą mieć swoje podłoże w tak odległej przeszłości. Podejrzewałam, że jej niechęć do posiadania potomstwa wzięła się po prostu z tego, że kobieta wyznaje zasadę "dzieci są fajne u kogoś, przez 5 minut". Zaintrygowało mnie to, w jaki sposób autorka rozwinęła ten wątek. Z czymś takim nie spotkałam się wcześniej w żadnej innej książce. Jolancie Walentynie Sobolewskiej należą się za to wyrazy największego uznania. Kamienny kot to jej debiut literacki. Widać, że kompozycja jest przemyślana. Autorka przenosi czytelników w inny świat i pokazuje niezwykłe oblicze miłości, której nie był w stanie złamać nawet czas. Mam nadzieję, że Jolanta Walentyna Sobolewska nie poprzestanie na tej książce i wkrótce doczekam się kolejnej powieści jej autorstwa. Będę na nią czekać. Nieskromnie powiem, że byłabym zaszczycona, gdybym mogła objąć nad nią patronat.
Lektura Kamiennego kota pochłonęła mnie bez reszty. Autorce udało się dotrzeć do głębi mojego serca. Pokochałam bohaterów i trudno było mi się z nimi rozstać, ale wiedziałam, że muszą oni teraz zostać sami. Kto wie, może jeszcze kiedyś o nich usłyszę. Jestem ciekawa tego, jak dalej potoczą się ich losy. Mam nadzieję, że będą szczęśliwi. Muszą być, w końcu tyle w tej książce przeszli, że zasługują na to. Dziękuję Jolancie Walentynie Sobolewskiej za zabranie mnie do zupełnie innego świata i oderwanie mnie od codzienności. Już nie mogę doczekać się kolejnej podróży z książką tej autorki. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo na nią czekać.


Jolanta Walentyna Sobolewska
Kamienny kot
Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2015

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Portalowi Sztukater
i Warszawskiej Firmie Wydawniczej.
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka