Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #149 Candice Fox "Miasteczko Crimson Lake"

Wystarczyło sześć minut, żeby zrujnować policyjnemu detektywowi Tedowi Conkaffeyowi życie. Został oskarżony o uprowadzenie trzynastoletniej dziewczynki. Uniewinniono go, jednak stracił wszystko, co miał. Przeniósł się na północ Australii, na parne, opanowane przez krokodyle mokradła Crimson Lake. Prywatna detektyw Amanda Pharell też wie, co to znaczy być wrogiem publicznym numer jeden. Odsiedziała wyrok za zabójstwo. Teraz musi dowiedzieć się, co stało się z pewnym pisarzem. Amanda wynajmuje do pomocy Teda: człowieka jeszcze bardziej znienawidzonego w miasteczku niż ona. Śledztwo nie jest łatwe. Mieszkańcy zaczynają okazywać detektywom swoją wrogość. Czy mimo to uda im się dojść do prawdy?

Juliana Buhring, Kristina Jones, Celeste Jones "Córki Dzieci Boga"

Kiedy do obozu przyjeżdżali goście i spędzali z nami czas, wszyscy ubierali się bardziej konserwatywnie i szybko nauczyłam się, że są tematy, na które nie rozmawia się przy "obcych" - takie jak seks czy prorok Mo - a Listy Mo, Listy Davidita i inne publikacje Rodziny były chowane.
Juliana Buhring, Kristina Jones i Celeste Jones urodziły się i wychowały w sekcie. Ich dzieciństwo było piekłem na ziemi. Jako małe dziewczynki były wykorzystywane seksualnie, musiały też wykonywać niewolniczą pracę i żebrać. Nie miały swojego miejsca na ziemi, musiały się przeprowadzać, a o ich losie decydował prorok. W imię Chrystusa już jako pięcioletnie dziewczynki musiały oddawać się mężczyznom, którzy mogli być ich dziadkami. Jak udało im się uwolnić spod wpływu sekty?

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #86 Michael Tsokos "Smak śmierci"

Ktoś w okrutny sposób morduje starsze panie i wypisuje na ich ciałach wiadomość. Sprawą zajmuje się doktor Fred Abel, który nie jest w stanie zliczyć tego, ilu zmarłych przewinęło się przez stół, na którym przeprowadza sekcje. Badanie DNA wykazuje, że za wszystkim stoi dawny przyjaciel głównego bohatera, Lars. Mężczyźni walczyli kiedyś razem na froncie. Abel nie może uwierzyć w jego winę. Może i przyjaciel do świętych nie należał, ale nie był na tyle szalony, by okradać i mordować starsze panie. Podejrzany zostaje zatrzymany. Na domiar złego okazuje się, że jego chora na białaczkę córka umiera. Chce pożegnać się z ojcem, ale jak to zrobić, gdy ten przebywa za kratami? Czy Lars faktycznie stoi za serią morderstw? Dokąd zaprowadzi doktora jego prywatne śledztwo?

Patrick Delaforce "Adolf Hitler. Nieznane sceny z życia"

Książki opowiadające o czasach II wojny światowej stanowią sporą część naszej biblioteki. Mąż jest pasjonatem tego okresu historycznego i właśnie ze względu na niego zdecydowałam się na lekturę publikacji Adolf Hitler. Nieznane sceny z życia. Co w niej znajdziecie?

Adolfa Hitlera, człowieka, jednego z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości, poznajemy w dzieciństwie. Za pośrednictwem tej publikacji możemy zobaczyć, jak wyglądał jako małe dziecko. Przechodzimy wraz z nim przez szkolne lata, przyglądamy się próbom chóru, w którym śpiewał. Na tym nie koniec. Patrick Delaforce umieścił w książce także obrazy Hitlera. Trzeba przyznać, że miał on talent. Tego mu odmówić nie można. Środowisko artystyczne nie dało jednak Hitlerowi możliwości do rozwinięcia skrzydeł. Autor pokazuje nam, jak wyglądała droga Hitlera na szczyt władzy. Czy od samego początku miał tylu popleczników? Kto towarzyszył mu w najważniejszych chwilach życia? Jak zachowywał się, gdy dowiedział się, że nie uda mu się wygrać II wojny światowej? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej publikacji.

Muszę przyznać, że sporo oczekiwałam od książki Patricka Delaforce'a. Liczyłam na to, że znajdę w niej sporo ciekawostek z życia Hitlera. Adolf Hitler. Nieznane sceny z życia niestety nie spełniły moich oczekiwań. Przeczytałam wiele książek o życiu tego zbrodniarza wojennego. Wśród nich znalazły się między innymi wspomnienia jego fotografa, które już kiedyś tu recenzowałam. Niektóre zdjęcia z publikacji Delaforce'a wykonał właśnie Heinrich Hoffmann. Myślę, że zdjęcia są największym atutem Adolfa Hitlera. Nieznanych scen z życia. Wiele z nich widziałam po raz pierwszy i choć mają wiele lat, ich jakość nadal nie budzi większego zastrzeżenia. To właśnie one przeniosły mnie do III Rzeszy. Co się zaś tyczy treści... Tu już pojawiają się schody. Jak wspomniałam, przeczytałam sporo publikacji o Hitlerze i dość trudno zaskoczyć mnie ciekawostkami dotyczącymi jego życia. Patrickowi Delaforce'owi się to niestety nie udało. Powielił znane mi już fakty, na przykład te dotyczące Geli, siostrzenicy Hitlera i jednocześnie jego domniemanej kochanki, która popełniła samobójstwo. Jakie miało to wpływ na późniejsze życie jej wujka? Jeśli jeszcze tego nie wiecie, możecie dowiedzieć się o tym z lektury tej książki.

Mam bardzo mieszane odczucia względem publikacji autorstwa Patricka Delaforce'a. Co prawda czytało się ją szybko, autor posługiwał się bowiem prostym językiem, ale w gruncie rzeczy nie dowiedziałam się z niej niczego nowego, choć bardzo na to liczyłam. Mam też zastrzeżenia odnośnie końcówki książki. O ile na początku wszystko składało się w zgrabną całość i to Hitler był głównym bohaterem, o tyle później pojawiło się tyle osób, że bardzo łatwo można było się pogubić. Mało tego, chronologia została nieco zaburzona. To nie ułatwiało lektury.

Sami zadecydujcie, czy chcecie przeczytać tę książkę. Nie będę nikogo specjalnie namawiała do sięgnięcia po nią. Nikomu też nie będę jej szczególnie odradzać. Znacie moje zdanie na temat Adolfa Hitlera. Nieznanych scen z życia. Może Wam akurat przypadnie do gustu bardziej niż mnie. Komu mogłabym sugerować lekturę? Myślę, że osobom, które nie wiedzą zbyt wiele na temat Hitlera, a chciałyby poszerzyć swoje horyzonty. Za sprawą Patricka Delaforce'a poznacie kilka ciekawostek z życia jednego z największych wojennych zbrodniarzy. Jeżeli jednak podobnie jak ja, przeczytaliście sporo publikacji na jego temat, odpuśćcie sobie raczej lekturę. Nie jestem pewna, czy cokolwiek będzie w stanie Was zaskoczyć.

Partick Delaforce
Adolf Hitler. Nieznane sceny z życia
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Amber.

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #65 Sebastian Fitzek "Odprysk"

Jak wiecie, lubię powieści, które wbijają mnie w fotel i nie pozwalają spać spokojnie. Zafascynowana Pasażerem 23 postanowiłam po raz kolejny dać szansę Sebastianowi Fitzkowi. Co czekało mnie tym razem? Przekonajcie się sami.

Na okładce czytamy: "Odprysk metalu tkwi w karku Marca Lucasa i w każdej chwili może go sparaliżować. Ale dla niego to bez znaczenia. W wypadku samochodowym stracił żonę i nienarodzone dziecko. Sam przeżył i obwinia się o ich śmierć…

Jest na granicy szaleństwa i dlatego zgodziłby się usunąć ze swojej pamięci wszystkie wspomnienia. Jeszcze nie wie, że cierpienie zamieni się wtedy w koszmar. I nie wie, że ten koszmar już się zaczął. Na drzwiach swojego mieszkania widzi inne nazwisko, klucze nie pasują do zamka, a otwiera mu kobieta w ciąży. To jego żona, która zginęła kilka tygodni wcześniej… Marc Lucas jest człowiekiem, którego nie ma i nigdy nie było. Chociaż istnieje i nadal pamięta. Ale tego też przestanie być pewny…"

Brzmi mrocznie, prawda? Czy faktycznie tak było? Czy opis wydawcy pokrywa się z treścią powieści? Tak. Na początku nie do końca wiedziałam, o co chodzi. Miałam problem, żeby wczuć się w klimat Odprysku. Gdy w końcu dowiedziałam się, w co wplątał się Marc, zaczęłam układać wszystko w logiczną całość i przepadłam z książką na kolanach.

Autor tak dobrze mną manipulował, że w pewnym momencie zadałam na głos pytanie "ale że jak?". Nie byłam w stanie przewidzieć tego, co się wydarzy. Prawda i fikcja zlewały mi się w jedno. Nie wiedziałam, komu można ufać i zdarzało się, że musiałam zrobić sobie chwilę przerwy, bo to, co czytałam, nie było na moją psychikę. Uwierzcie mi, wiele w życiu przeczytałam mocnych opisów, ale niektóre fragmenty wywoływały u mnie gęsią skórkę.

Jeżeli lubicie thrillery psychologiczne, bardzo dobrze trafiliście. Odprysk to mocna, wciągająca lektura. Czegoś takiego jeszcze nie było w literaturze. Autor stanął na wysokości zadania i zaserwował czytelnikom literaturę z najwyższej półki. Pojawiają się tu bohaterowie, o których prędko nie zapomnicie, choć oni właśnie to próbują zrobić. Co to znaczy? Tego już musicie dowiedzieć się sami. Polecam.


Sebastian Fitzek
Odprysk
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2016

Lara Parker "Narodziny Angelique. Mroczne cienie"

Zanim sięgnęłam po tę książkę, miałam przyjemność obejrzeć film Tima Burtona Mroczne cienie. Nie wiem, czy go znacie. Jeśli nie - polecam. Ja widziałam go już pierdyliard razy i ciągle zalewam się przy nim łzami ze śmiechu. To nic, że doskonale wiem, co za moment się stanie. Uwielbiam ten film. Narodziny Angelique upolowałam na wyprzedaży. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Rodzina Collinsów w 1752 roku przybywa do Ameryki. Chce tam rozpocząć nowe życie i uciec od ciążącego na niej fatum. Barnabas Collins w wieku 25 lat ma wszystko: jest bogaty, ma duże wpływy w mieście, kobiety za nim szaleją. Nie jest jednak zbyt stały w uczuciach. Kiedy łamie serce Angelique Bouchard, wydaje na siebie wyrok. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, z kim zadarł. Kim była Angelique? Jak zniosła zdradę Barnabasa?

Ładnych parę miesięcy temu przyznałam się, że mam słabość do książkowych promocji. Ostatnimi czasy udaje mi się od nich trzymać z daleka, ale łatwo nie jest. Muszę Wam przyznać, że miałam pomroczność jasną, gdy kupowałam tę książkę. Dlaczego? Jest przeraźliwie nudna. Niewiele się w niej dzieje. Nie jestem w stanie zliczyć tego, ile razy odkładałam Mroczne cienie na półkę. Film był genialny, powieść nawet mu do pięt nie dorasta. Lara Parker chciała przedstawić czytelnikom historię oczami Angelique, nie do końca jej to wyszło.Książka jest do bólu przewidywalna i nie trzyma w napięciu, na co liczyłam.

Kolejnym minusem książki są wszechobecne literówki. Pojawiają się nawet na okładce, co powinniście zauważyć. Korekta konkretnie dała ciała. Nazwiska bohaterów były przekręcone, w blurbie Angelique ma na nazwisko Brouchard, nie Bouchard, a to różnica. Moje korektorskie serce krwawiło, gdy widziałam błędy. Przez pewien czas nawet zaznaczałam ołówkiem literówki, ale w końcu mnie to przerosło. Brakowało mi także przypisów do obco brzmiących wyrazów. To utrudniało lekturę.

Doświadczenie nauczyło mnie, że nie warto sugerować się blurbem przy wyborze książki. W tym przypadku opis Mrocznych cieni nijak ma się do treści. To opis filmu, który nie ma zbyt wiele wspólnego z tą powieścią. No, może oprócz tytułu i bohaterów. Parę wątków też się pokrywa, ale na tym podobieństwa się kończą.

Jeśli myślicie, że Mroczne cienie Lary Parker mają coś wspólnego z filmem Tima Burtona, muszę Was rozczarować. Jak już pisałam, nawet nie dorastają filmowi do pięt. Moja dobra rada, trzymajcie się od tej książki z daleka. Szkoda na nią czasu.

Lara Parker
Narodziny Angelique. Mroczne cienie
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2012

Khadija Al-Salami, Nada Al-Ahdal "Jedenastoletnia żona"

Nigdy nie zrozumiem wyznawców islamu, którzy zmuszają do ślubu ze starszymi mężczyznami małe dziewczynki. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, że jestem mężatką od 15 lat i mam gromadkę dzieci.

Nada ma 11 lat. Do pewnego momentu wiodła normalne życie. Bawiła się z innymi dziećmi, chodziła do szkoły i pomagała matce w prowadzeniu domu. W końcu rodzice postanowili wydać ją za mąż. Dla Nady to koniec świata. Jej starsza siostra niemal odebrała sobie życie, gdy dowiedziała się o tym, że ma wziąć ślub. Dziewczynka wie, jak wygląda życie żon, które są katowane i gwałcone przez mężów. Nie chce dla siebie takiego losu. Postanawia uciec. Z pomocą wujka nagrywa film, który zostaje umieszczony na YouTube. Apel dziecka o pomoc nie pozostaje bez odzewu. Nadą zaczynają interesować się media i organizacje walczące o prawa człowieka.

Ta książka opowiada prawdziwą historię. To wołanie o pomoc małej dziewczynki, która wbrew swojej woli miała być wydana za mąż. Podziwiam Nadę za drzemiącą w niej siłę. Była dzieckiem, jednak postanowiła walczyć o swoją przyszłość. Nie chciała podzielić losu wielu innych kobiet.

Po lekturze czuję ogromny niedosyt. Książka jest dość cienka, ma zaledwie 176 stron. Daje do myślenia, owszem, ale czegoś jej brakuje. Miałam wrażenie, że wiele wątków jest potraktowanych po macoszemu. Wszystko dzieje się dość szybko. Nawet nie wiem, czy nie za szybko. 

Nada stała się znana dzięki swojemu filmowi. Nagrała go w słusznej wierze. Czy będzie w stanie cokolwiek zmienić? Chciałabym powiedzieć, że tak, ale nie umiem tego zrobić. Wydawanie małych dziewczynek za mąż zbyt głęboko jest zakorzenione w tej kulturze, by dało się je od tak wysłać do lamusa. Pewnie nie dożyję czasów, gdy to się zmieni, ale chciałabym, żeby w końcu tak się stało. Małe dziewczynki powinny chodzić do szkoły i bawić się ze znajomymi, a nie umierać w trakcie porodu.

Książkę czyta się szybko, więc jeśli chcecie poznać historię dziewczynki, która oszukała swoje przeznaczenie, możecie skusić się na lekturę. Może spełni Wasze oczekiwanie. Mnie nieco rozczarowała.

Wyznanie Nady możecie znaleźć tu.

Khadija Al-Salami, Nada Al-Adhal
Jedenastoletnia żona
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2016

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #55 Sebastian Fitzek "Pasażer 23"

Czy książka reklamowana jako najbardziej przerażający thriller od czasów Milczenia owiec faktycznie jest tak mocna? Gotowi na to, by wybrać się ze mną w rejs po oceanie?

Martin Schwarz, psycholog policyjny, pięć lat temu stracił żonę i synka, którzy zaginęli podczas rejsu luksusowym wycieczkowcem „Sułtan Mórz”. Nikt nie zadał sobie trudu, by rozwikłać tę zagadkę. Od tego czasu mężczyzna zachowuje się dość niekonwencjonalnie. Co to znaczy? Tego już musicie dowiedzieć się sami. Szukając prawdy na temat tej tragedii, Martin trafia na pokład owego statku. Okazuje się, że odnalazła się na nim dziewczynka, która zaginęła przed paroma tygodniami. To jednak nie wszystko. Anouk ma bowiem przy sobie ukochanego misia Timmy'ego, syna Martina. Skąd pluszak znalazł się w jej posiadaniu? Co właściwie wydarzyło się na pokładzie „Sułtana Mórz”?

Przyznaję szczerze i bez bicia, podeszłam do tej książki z dość dużą rezerwą. Jak zdążyliście się przekonać, czytając moje wpisy, parę razy nacięłam się na reklamowane szumnie powieści. Dawałam zwodzić się kwiecistym opisom, chwytliwym zajawkom, a potem płakałam nad książką, próbując dobrnąć do końca. Jak było tym razem?

Na początku było dość ciężko. Nie potrafiłam wczuć się w klimat. Dopiero gdy przeniosłam się z Martinem na pokład „Sułtana Mórz”, sytuacja zmieniła się diametralnie. Akcja nabrała tempa, a ja sama zgrzytałam zębami, gdy musiałam odłożyć książkę, by spakować kolejne pudła. Przeprowadzka i czytanie zdecydowanie nie idą w parze.

Sebastian Fitzek parę razy dał mi prztyczka w nos. Już byłam pewna, że wiem, co stało się na statku, a tu czekała na mnie niespodzianka. Źle obstawiłam główny czarny charakter i pod koniec książki bezskutecznie próbowałam pozbierać koparę z podłogi. Do tej pory szukam zębów. Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Głęboki ukłon za to w stronę autora. Naprawdę, czapki z głów. Intryga, którą uknuł, była dopracowana w najmniejszym szczególe. Nic nie zdradziło czarnego charakteru, choć w sumie przewijał się na kartach powieści dość często.

Powieść szokuje. Nie chodzi tu może o popełnione zbrodnie, ale to, co popchnęło sprawców do takich czynów. Nie zdradzę oczywiście o co chodzi, lecz mam nadzieję, że i Wy po lekturze będziecie równie wstrząśnięci jak ja. Nie mam dzieci, ale nie potrafię przestać myśleć o tym, co przeczytałam.
Autor książki na końcu wyjaśnia, co zainspirowało go do napisania powieści. Co jest prawdą, a co jest fikcją? Tego musicie dowiedzieć się sami. Mam tylko nadzieję, że Pasażer 23 nie zabije w Was miłości do głębokiej wody, jeżeli jesteście jej miłośnikami.

Komu mogę polecić tę powieść? Thrilleromanom, to rzecz jasna. Było krwawo, było mrocznie. Intryga spełniła swoje zadanie. Moja żądza krwi została zaspokojona. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Wiem, że nie będzie ostatnie. Polecam.

Sebastian Fitzek
Pasażer 23
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Amber.

Baptiste Beaulieu "Pacjentka z sali numer 7"


Nie wiem, czy Wy też czasem tak macie, ale ja, gdy zamawiam książki w bibliotece, korzystam z mojej magicznej i niekończącej się listy tytułów wyszukanych na zaprzyjaźnionych blogach. Pacjentka z sali numer 7 jest jedną z takich pozycji. Nie pamiętam u kogo czytałam o tej książce, ale muszę tej osobie wybudować pomnik za polecenie genialnej lektury.
Lekarze są dość specyficzną grupą. Chyba każdemu z nas zdarzyło się choć raz usłyszeć uwagę, po której nie bardzo wiadomo co robić. Śmiać się, czy płakać. Ponad rok temu miałam usuwane znamię. Kiedy leżałam na stole do zabiegu, lekarz zaczął oglądać mój pieprzyk w pępku. Po chwili słyszę komentarz: "jaki ładny pieprzyk. Wyciąłbym, zanim zmieni się w małego raczka". Mniej więcej w takim klimacie utrzymana jest Pacjentka z sali numer 7.
Ta krótka opowieść młodego francuskiego lekarza zainspirowana jego blogiem. Mężczyzna opowiada, jak wyglądało 7 dni i 1 noc, jakie spędził w pracy. Tego, o czym jest ta książka, nie da się opisać. To zbiór szpitalnych anegdot. Po co autor je spisał? Zrobił to, by opowiedzieć je tytułowej pacjentce z sali numer siedem. Kobieta umiera na raka. Nie pozostało jej zbyt wiele czasu. Chce jednak dożyć do spotkania z synem, który nie może do niej przylecieć, bo wybuch wulkanu unieruchomił samoloty. Lekarz próbuje utrzymać ją przy życiu.
Obraz szpitalnej rzeczywistości jest słodko-gorzki. Jednych pacjentów udaje się uratować, innych niestety nie. Czytelnik ma okazję obejrzeć pracę lekarza od podszewki. Może zajrzeć niemalże do każdego szpitalnego kąta. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, co czują leczący nas ludzie? Czy w ogóle mogą coś czuć po tylu latach pracy? Pacjentka z sali numer 7 odpowiada bardzo dobitnie na to pytanie. Zdejmuje z twarzy lekarzy maski, za którymi się na co dzień ukrywają i pokazuje, że oni także przeżywają dramaty swoich pacjentów.
Podczas lektury tej książki raz śmiałam się do rozpuku, innym razem czułam napływające do oczu łzy. Uwielbiam lektury, które w taki sposób na mnie działają. O nich się nie zapomina. Nie spotkałam się dotąd z takim wizerunkiem lekarzy w literaturze. To zupełnie inna opowieść o medycynie. Pisana w lekki, zabawny sposób, lecz jednak traktująca o poważnych sprawach. Przyznam, że gdybym musiała trafić do szpitala, chciałabym znaleźć się w rękach osób, które opisano w książce. Jestem tą historią oczarowana. Mam nadzieję, że i Wy dacie się jej kiedyś porwać. Gwarantuję, że nie pożałujecie spotkania z Pacjentką z sali numer 7.

Baptiste Beaulieu
Pacjentka z sali numer 7
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2014

Wendy Holden "Chłopiec i pies"


Spróbujcie wyobrazić sobie taką sytuację: budzicie się nagle w ciele psa i orientujecie się, że leżycie przywiązani do torów. Słyszycie nadjeżdżający pociąg. Czujecie paraliżujący strach i ból. Wiecie, że nie możecie się uwolnić i czeka was śmierć. Cudem udaje się wam przetrwać. Płacicie za to cenę kalectwa. Brzmi okrutnie, prawda? Niestety, ta historia zdarzyła się naprawdę.
Haatchi, bo o nim mowa, to pies rasy anatolian, którego właściciele skazali na śmierć. On jednak, na przekór wszystkim, postanowił walczyć o przetrwanie. Stracił co prawda łapę i ogon, lecz nie poddał się. Podbijał serca zajmujących się nim osób. Opiekunowie bali się, że pies nie znajdzie domu. Rehabilitacja i koszty utrzymania tego zwierzęcia były bardzo duże. Oprócz tego, Haatchi był kaleką, a niewielu ludzi chce przyjąć pod swój dach takiego psa. Jednak wszystko wkrótce miało się zmienić. Od uśpienia uratowała go pewna rodzina.
Owen urodził się z niezwykle rzadką chorobą genetyczną - zespołem Schwartza-Jampena, który powodował, że skurcze mięśni nadawały chłopcu niecodzienny wyraz twarzy. Rodzice malca rozwiedli się. Opiekę nad nim przejął ojciec, jednak matka uczestniczyła w wychowaniu dziecka. Tylko w obecności rodziców i macochy, Colleen, ten nieśmiały chłopczyk otwierał się. Nie lubił wychodzić z domu, bo wszyscy się na niego patrzyli. Świat Owena wywrócił się do góry nogami, gdy w domu pojawił się Haatchi. Chłopiec zaczął wtedy żyć. Stał się odważny i zaczął zdobywać przyjaciół.
Na tę historię natknęłam się kilka miesięcy temu, więc gdy tylko zobaczyłam książkę na półce w księgarni, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Od samego początku łzy płynęły ciurkiem po mojej twarzy. Nie potrafiłam bez emocji podejść do tego, co działo się kiedyś z Haatchim. Wiedziałam, że to zdarzyło się naprawdę i czułam, jak moje serce krwawi w trakcie lektury. Nie mogę pojąć jakim trzeba być potworem, żeby tak skrzywdzić zwierzę.
Pokochałam Willa, Owena i Colleen. To macocha odmieniła życie swojego pasierba. Dzięki niej Haatchi znalazł się w ich domu. Ta kobieta jest wspaniałą osobą. Pokochała dziecko męża bezgraniczną miłością. Nie starała się zastąpić mu matki. Wielokrotnie podkreślała, że nią nie jest. Nie chciała robić przykrości mamie chłopca, Kim.
Swoją postawą ujął mnie Will, tata Owena. Nie opuścił rodziny, gdy dowiedział się, że syn jest chory. Poświęcił się wychowaniu go. Zrezygnował z kariery i starał się jak mógł, by chłopiec miał w miarę normalne dzieciństwo. Ze łzami w oczach czytałam fragment mówiący o tym, jak wyglądał ślub Willa i Colleen. Owen był drużbą. Oddałabym wiele, żeby mieć takiego ojca.
Pozostaje jeszcze tytułowy chłopiec. Owen urzekł mnie tym, że nie był samolubny, chociaż choruje. Nie wychowano go tak, by uważał się za pępek świata. On stara się żyć tak, jak jego rówieśnicy. Nie potrzebuje litości. Płakałam, gdy czytałam o próbie zrobienia rodzicom śniadania. Miałam wtedy poczucie ogromnej niesprawiedliwości, że tak kochane dziecko zostało w okrutny sposób doświadczone przez życie.
Autorka nie zaserwowała czytelnikom powieści fabularnej. Dała im do ręki piękną biografię. Prawdziwą historię o miłości i poświęceniu. Widzimy proces przemiany Owena pod wpływem Haatchiego. Ten malec dla wielu ludzi powinien stać się wzorem do naśladowania. Cieszę się, że mogłam poznać historię rodziny, która choć borykała się z własnymi problemami, postanowiła pomóc skrzywdzonemu przez ludzi psu. Myślę, że tę książkę powinien przeczytać każdy. Bez względu na zainteresowania. Ta opowieść jest krótka, bo trwa nadal, ale uczy o życiu więcej, niż niejedno wielotomowe dzieło napisane przez psychologów. Jeśli powstaną kolejne opowieści o Owenie i Haatchim - na pewno po nie sięgnę. Póki co, będę śledzić ich losy na Facebooku, do czego i Was zachęcam.
Poznajcie tę historię. Uwierzcie mi, nie będziecie w stanie o niej zapomnieć. Mam nadzieję, że pokochacie rodzinę Owena i Haatchiego tak mocno jak ja. Zanim jednak sięgniecie po Chłopca i psa, zaopatrzcie się w zapas chusteczek higienicznych. Na pewno się przydadzą.

Wendy Holden
Chłopiec i pies
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2015

Cathy Wilson "Byłam żoną seryjnego mordercy"


"Nie sądziłam, że historia Petera może być jeszcze gorsza. A potem dowiedziałam się, że podczas aresztowania używał mojego panieńskiego nazwiska - podawał się za Petera Wilsona. Wciąż znajdował nowe sposoby, by się nade mną znęcać."

Są wydarzenia, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Są książki, o czym już pewnie pisałam, których nie da się oceniać w kategoriach "dobra, zła, ciekawa, nudna". Są za to opowieści, po przeczytaniu których w pokoju nastaje cisza. Słychać tylko bicie serca, a nasze myśli pędzą jak szalone i zadajemy sobie pytanie, co trzeba mieć w głowie, żeby tak skrzywdzić drugiego człowieka? I czy kogoś, kto odebrał życie wielu osobom można nazwać człowiekiem?
Cathy Wilson nie miała w życiu łatwo. Porzucił ją ojciec, a matka zmarła z powodu przedawkowania narkotyków. W dzieciństwie była molestowana, tułała się po rodzinach zastępczych, by w końcu trafić do domu dziadków. Kiedy poznała Petera Tobina, uwierzyła w to, że złapała Pana Boga za nogi i jej życie zmieni się na lepsze. Nie wiedziała wtedy jeszcze jak bardzo się pomyliła.
Gdy okazało się, że kobieta spodziewa się dziecka, jej partner zaczął się nad nią znęcać. Cathy nie znalazła w sobie siły, by od niego odejść. Przyjmowała cierpienie z pokorą. Dopiero po kilku latach doszła do wniosku, że ma dość zdrad i poniewierania. Opuściła Petera. Wydawało jej się, że teraz czeka ją spokojne życie. Zamiast tego, zaczęła przeżywać dramat. Okazało się bowiem, że mąż od wielu lat morduje kobiety.
O Peterze Tobinie usłyszałam po raz pierwszy przy okazji morderstwa Polki, Angeliki Kluk. Swego czasu było o tym głośno w mediach. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek słyszała o tak okrutnym seryjnym mordercy. Jego żona, Cathy, w swojej książce nie opisuje szczegółowo zbrodni męża. Pisze o swoich przeżyciach w trakcie małżeństwa i pozwala nam poznać Petera jako damskiego boksera, który nie potrafił zająć się swoim synem. Współczuję tej kobiecie przeżyć. Nie oceniam jej czynów, chociaż wielu pewnie linczowałoby ją za małżeństwo z potworem. Cathy nie znała innego życia. Mężczyźni kojarzyli jej się z przemocą. Nic więc dziwnego, że poślubiła agresywnego człowieka. Podziwiam ją jednak za to, że w końcu znalazła siłę, by walczyć o siebie i małego Daniela.
Książka jest mocna, zdecydowanie nie dla niepełnoletnich czytelników. To, czy po nią sięgniecie, zależy od Was. Ja do tej pory nie potrafię otrząsnąć się po lekturze. Na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Zwłaszcza ten fragment będzie mi się śnił po nocach:
"Stykając się ze zbrodniami tego formatu, ciężko jest patrzeć na to z perspektywy ofiary czy nawet jej rodziny. To zbyt wiele, by ludzki mózg zdołał to ogarnąć. Więc skupiłam się na tym, co dotykało mnie osobiście. Policja poinformowała mnie, że ciało znaleziono pod piaskownicą.
Daniel się w niej bawił!
Nagle zrobiło mi się słabo na myśl o tym, jakie wrażenie zrobił na mnie fakt, że Peter wykopał dla syna piaskownicę. Było mi tak głupio. Zrobił to tylko po to, by zatrzeć ślady. I znów wykorzystał swojego syna, tak samo, jak wcześniej, by zwabić swoją ofiarę."

Cathy Wilson
Byłam żoną seryjnego mordercy
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2014

Vikas Swarup "Slumdog. Milioner z ulicy"


"Nie oszukiwałem. Nie zgadywałem odpowiedzi. Ja je znałem. Nie chodziłem do szkoły, nie czytałem książek. Miałem szczęście. Bo czy to nie szczęście, że zadali mi takie pytania, na jakie znałem odpowiedzi?"

Co dzieje się z osobą, która w znanym programie telewizyjnym wygrywa główną nagrodę?
a) zaczyna mieć fanów w całym kraju;
b) staje się rozpoznawalna na ulicy;
c) stać ją na luksusowe życie i nie musi martwić się o przyszłość;
d) zostaje zatrzymana przez policję pod zarzutem oszustwa?

Życie nie rozpieszczało Rama. Porzuciła go matka i nigdy nie miał prawdziwego domu. Od młodzieńczych lat musiał zarabiać na swoje utrzymanie imając się różnych prac. Pewnego dnia dostaje się do programu "Kto wygra miliard?". Nikt nie podejrzewa nawet, że ten niewykształcony kelner zdobędzie główną nagrodę. Wygrana nie przynosi mu jednak statusu gwiazdy. Ram zostaje aresztowany pod zarzutem oszustwa. Przesłuchujący go policjanci nie wierzą w jego niewinność. Torturują zatrzymanego, by ten złamał się i przyznał do zarzucanych mu czynów. Z pomocą przychodzi mu pani adwokat. Ram opowiada jej dwanaście historii ze swojego życia, które miały związek z zadawanymi mu pytaniami.
Każdy rozdział stanowi osobny wycinek z życia głównego bohatera. Przedstawione historie nie nawiązują do siebie, lecz doskonale układają się w obraz, który pokazuje nam, jak wyglądało życie Rama. Czasem są to krótkie anegdoty, innym razem zaś długie opowieści ukazujące gorzki los młodego człowieka traktowanego przedmiotowo i poniżanego. W tych historiach rzuca się przede wszystkim w oczy władza pieniądza. Ten, kto posiada majątek, jest panem życia i śmierci. Biedaków nie czeka nic dobrego. Jedna z bohaterek uważa nawet, że najlepsze, co może kogoś takiego czekać to śmierć, która niesie ze sobą koniec wszelkich ziemskich zmartwień.
Historia Rama, pomimo tego, że niewiele w niej szczęśliwych epizodów, jest nadzieją na to, że w życiu każdego z nas może stać się coś dobrego. Autor pokazuje nam, że z każdej opresji można wyjść obronną ręką. To nastraja pozytywnie. Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę. Ostrzegam jednak, że pojawiają się w niej drastyczne momenty, przez które nie wszyscy będą w stanie przebrnąć.
Historia Rama Thomasa pochłonęła mnie całkowicie. Jej lektura była czystą przyjemnością przeplataną z wyrazami podziwu i współczuciem dla bohatera. Wiem, że na pewno kiedyś do niej wrócę. Slumdog nie tylko pokazuje dość wierny obraz Indii, ale i daje nadzieję na to, że do każdego z nas może uśmiechnąć się szczęście. Tylko wystarczy o nie zawalczyć.


Vikas Swarup
Slumdog. Milioner z ulicy
Wydawnictwo Amber

Jonathan Aycliffe "Szepty w ciemności"


"Teraz zamykam w nocy drzwi na klucz, ale kroki nie cichną i wciąż słyszę szepty, chociaż nikogo tu nie ma."

Na początku prowadzenia bloga wspominałam o innej książce tego autora, mianowicie o Pokoju Naomi. Na Szepty w ciemności polowałam od dawna i w końcu udało mi się je upolować. Słyszałam, że ta książka jest gorsza od poprzedniej, ale postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze.
Wszystko zaczyna się gdy umiera ojciec Charlotte. Jej rodzina popada w ruinę. Wraz z matką i młodszym bratem, Arthurem, trafia do przytułku. Tam jest poniewierana, głodzona i maltretowana. Zostaje wyszkolona do zawodu służącej. Po śmierci matki trafia do pierwszej rodziny na służbę. Jakiś czas później w tej samej posiadłości pojawia się jej przyjaciółka z przytułku. Mówi, że wie, gdzie Charlotte może odnaleźć swojego brata.
Dziewczyna trafia na dwór Ayrtonów, kuzynów, którzy odmówili jej matce pomocy. Anthony i jego siostra Antonia ciepło przyjmują w swoje progi krewną. Obiecują, że odnajdą Arthura i sprowadzą go na najbliższe Boże Narodzenie do domu. Dzięki ich pomocy Charlotte odzyskuje utraconą pewność siebie, a także zaczyna uczyć się ogłady, by wiedzieć jak zachować się w towarzystwie.
Sielanka nie trwa długo. Charlotte zaczyna słyszeć głosy i wydaje jej się, że jest obserwowana. Dzieli się swoimi spostrzeżeniami z krewnymi. Ci jednak uspokajają ją, że te dziwne odgłosy to po prostu wiatr, który nocą wdziera się do starego domu. Ich zapewnienia nie przekonują jednak dziewczyny. Zaczyna mieć coraz większe wątpliwości, czy dobrze zrobiła, przychodząc do nich i prosząc o pomoc. Kiedy odnajduje pamiętnik tajemniczej Caroline, zaczyna rozumieć, że wplątała się w coś bardzo złego. Próbuje uciec. Wie, że to, co czai się w ciemnościach jest z natury złe i żądne krwi.
Podczas lektury tej książki nieraz wciskałam się w fotel i podskakiwałam na dźwięk telefonu czy innych dźwięków, które dobiegały do mnie z zewnątrz. Szepty w ciemności trzymają w napięciu przez większość powieści. Po przeczytaniu tej książki czuję pewien niedosyt. W pewnym momencie wszystko zaczyna się robić schematyczne. Trzyma w napięciu, ale... To dobra rozrywka na jeden wieczór, żeby można było się trochę pobać. Chociaż przystanę do grona osób, które uważają Pokój Naomi za lepszą książkę, uważam, że osoby lubiące poczuć dreszczyk podczas lektury powinny sięgnąć po Szepty w ciemności. Nie są grube, więc szybko da się z nimi rozprawić.

Tylko nie zapomnijcie w nocy zamknąć drzwi do sypialni na klucz. 
On tu jest. 
Czeka. 
I jest głodny.

Jonathan Aycliffe
Szepty w ciemności
Wydawnictwo Amber

Susan Hill "Kobieta w czerni"


Drodzy czytelnicy! Zapamiętajcie świętą zasadę: jeśli jakiś film powstał na podstawie książki to najpierw zabierzcie się za nią, a później pójdźcie do kina czy obejrzyjcie ekranizację w zaciszu domowym. Nigdy nie róbcie odwrotnie, bo możecie zrobić sobie krzywdę. Niestety, ja nie zastosowałam się do tej zasady w przypadku Kobiety w czerni i ubolewam nad tym do dzisiaj. Od razu mówię, że nie zrobiłam tego świadomie. Przed obejrzeniem filmu nie słyszałam nigdy o Susan Hill i nie miałam pojęcia o istnieniu tej powieści.
Książka stawiała mi opór i przyznaję, że miałam odczucie, że w filmie zbudowano lepszą atmosferę niż w powieści. Wiem, jako filolog nie powinnam w ten sposób mówić, ale taka jest prawda. Dopiero podejście numer 2 do lektury zmieniło moje nastawienie do Kobiety w czerni. Minął ponad rok od czasu, gdy obejrzałam film, więc sporo rzeczy zdążyło zatrzeć się w mojej pamięci.
Susan Hill przedstawiła nam historię tajemniczego Domu na Węgorzowych Moczarach, który "góruje nad omiatanymi przez morskie wichry bagnami, odcięty od świata i niedostępny, gdy fale przypływu pochłoną Ławicę Dziewięciu Topielców - jedyną drogę, jaka łączy go z lądem". 
Młody prawnik, Arthur Kipps, zostaje wysłany do tego mrocznego miejsca, by doprowadzić do końca sprawę spadkową zmarłej właścicielki posiadłości, pani Drablow. Podczas jej pogrzebu zauważa na cmentarzu anemicznie wyglądającą kobietę. Kiedy decyduje się, by do niej podejść i zapytać, czy nie potrzebuje pomocy orientuje się, że nieznajoma zniknęła. Opowiada o tym wszystkim panu Jerome. Pyta, kim jest ta kobieta, lecz nie otrzymuje odpowiedzi na to pytanie. Nikt nie chce wyjawić mu co zdarzyło się przed laty w Domu na Węgorzowych Moczarach. Wkrótce on sam odkrywa mroczną tajemnicę i zaczyna rozumieć dlaczego wszyscy starają się milczeć w sprawie kobiety w czerni.
Tak, jak już wspomniałam, podczas pierwszego podejścia do książki, nie mogłam przez nią przebrnąć. Wydawała mi się nudna i zupełnie pozbawiona klimatu, jaki zapewniła widzom ekranizacja powieści. Druga lektura zmieniła wszystko. Kobietę w czerni czytałam podczas oberwania chmury i burzy z piorunami. Takich efektów audio-wizualnych mi zdecydowanie było potrzeba. Książka wciągnęła mnie na tyle, że kiedy zadzwonił do mnie telefon, podskoczyłam na fotelu. Nie wspominając już o tym, że bałam się obrócić w stronę przedpokoju, gdzie stoi szafa z lustrami, bo miałam wrażenie, iż kobieta w czerni stoi za moimi plecami i zobaczę jej odbicie.
Dla wszystkich tych, którzy nie czytali tej książki - zabierzcie się za nią podczas burzy. Uwierzcie mi, w takich warunkach lektura sprawi, że będziecie mieć ciarki na całym ciele.

Susan Hill
Kobieta w czerni
Wydawnictwo Amber

Jonathan Aycliffe "Pokój Naomi"


Ta książka trafiła do mnie przez przypadek. Przyjechałam do rodziców i musiałam czekać dość długo na autobus, więc wstąpiłam do mojego ulubionego antykwariatu. Co prawda nie wiedziałam czego spodziewać się po powieści z niezbyt interesującą okładką, ale opis z tyłu książki zachęcił mnie do lektury i Pokój Naomi trafił do mojej biblioteczki.

Przyznaję szczerze, że już dawno nie miałam stanu przedzawałowego podczas czytania książki. Ta mnie do czegoś takiego doprowadziła, ale po kolei.

Rodzina Hillenbrandów prowadziła sielskie życie. Mieszkała w starym, pięknym domu, kłopoty raczej ją omijały. Charles i Laura mieli córeczkę, Naomi. Dziewczynka została porwana tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Wkrótce zostaje odnalezione jej zmasakrowane ciało. Charles nie może pogodzić się ze śmiercią dziecka, które zginęło pod jego opieką. Okazuje się, że Naomi, choć nie żyje, wcale nie odeszła z tego świata. Jej duch pozostaje w domu rodziców. Co więcej, wcale nie jest osamotniony.
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka