Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty

Lara Parker "Narodziny Angelique. Mroczne cienie"

Zanim sięgnęłam po tę książkę, miałam przyjemność obejrzeć film Tima Burtona Mroczne cienie. Nie wiem, czy go znacie. Jeśli nie - polecam. Ja widziałam go już pierdyliard razy i ciągle zalewam się przy nim łzami ze śmiechu. To nic, że doskonale wiem, co za moment się stanie. Uwielbiam ten film. Narodziny Angelique upolowałam na wyprzedaży. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Rodzina Collinsów w 1752 roku przybywa do Ameryki. Chce tam rozpocząć nowe życie i uciec od ciążącego na niej fatum. Barnabas Collins w wieku 25 lat ma wszystko: jest bogaty, ma duże wpływy w mieście, kobiety za nim szaleją. Nie jest jednak zbyt stały w uczuciach. Kiedy łamie serce Angelique Bouchard, wydaje na siebie wyrok. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, z kim zadarł. Kim była Angelique? Jak zniosła zdradę Barnabasa?

Ładnych parę miesięcy temu przyznałam się, że mam słabość do książkowych promocji. Ostatnimi czasy udaje mi się od nich trzymać z daleka, ale łatwo nie jest. Muszę Wam przyznać, że miałam pomroczność jasną, gdy kupowałam tę książkę. Dlaczego? Jest przeraźliwie nudna. Niewiele się w niej dzieje. Nie jestem w stanie zliczyć tego, ile razy odkładałam Mroczne cienie na półkę. Film był genialny, powieść nawet mu do pięt nie dorasta. Lara Parker chciała przedstawić czytelnikom historię oczami Angelique, nie do końca jej to wyszło.Książka jest do bólu przewidywalna i nie trzyma w napięciu, na co liczyłam.

Kolejnym minusem książki są wszechobecne literówki. Pojawiają się nawet na okładce, co powinniście zauważyć. Korekta konkretnie dała ciała. Nazwiska bohaterów były przekręcone, w blurbie Angelique ma na nazwisko Brouchard, nie Bouchard, a to różnica. Moje korektorskie serce krwawiło, gdy widziałam błędy. Przez pewien czas nawet zaznaczałam ołówkiem literówki, ale w końcu mnie to przerosło. Brakowało mi także przypisów do obco brzmiących wyrazów. To utrudniało lekturę.

Doświadczenie nauczyło mnie, że nie warto sugerować się blurbem przy wyborze książki. W tym przypadku opis Mrocznych cieni nijak ma się do treści. To opis filmu, który nie ma zbyt wiele wspólnego z tą powieścią. No, może oprócz tytułu i bohaterów. Parę wątków też się pokrywa, ale na tym podobieństwa się kończą.

Jeśli myślicie, że Mroczne cienie Lary Parker mają coś wspólnego z filmem Tima Burtona, muszę Was rozczarować. Jak już pisałam, nawet nie dorastają filmowi do pięt. Moja dobra rada, trzymajcie się od tej książki z daleka. Szkoda na nią czasu.

Lara Parker
Narodziny Angelique. Mroczne cienie
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2012

Guillermo del Toro, Chuck Hogan "Wirus"


Przyznam się bez bicia, że od pewnego czasu, gdy słyszałam słowo "wampir", moja reakcja była mniej więcej taka:


Unikałam książek i filmów, w których występowały wampiry. Piękne i świecące się w słońcu istoty nie były na moją psychikę. Kiedy usłyszałam o Wirusie, postanowiłam dać mu szansę. Przemówiły do mnie nazwiska Kinga i Stokera. Poza tym wśród autorów tej książki jest jeden z moich ulubionych reżyserów, osoba odpowiedzialna za wyreżyserowanie kapitalnego, według mnie, Labiryntu fauna, Guillermo del Toro. Doszłam do wniosku, że ta książka odczaruje wizerunek wampira i sprawi, że znów będzie krwiożerczą bestią, a nie nieziemsko pięknym mężczyzną kradnącym serca nastolatkom. Tęskniłam za tymi nocnymi łowcami budzącymi strach. Co wyszło z mojego spotkania z Wirusem?
Na płycie lotniska w Nowym Jorku ląduje samolot z Europy. Niepokojące jest to, że kontrolerzy lotu nie są w stanie nawiązać z załogą łączności, zasłony w oknach pozostają zasłonięte, a światła wyłączone. Żaden z pasażerów nie opuścił samolotu. W obawie przed epidemią pracownicy lotniska powiadamiają Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób. Na miejsce przybywa wraz z ekipą Ephraim Goodweather. Okazuje się, że z ponad 200 pasażerów przeżyło tylko 4. Ofiary wyglądają tak, jakby spały. Ephraim i jego ludzie nie znajdują żadnych śladów substancji trujących. Nie wiadomo co zabiło tych ludzi. 
Nowy Jork czeka na zaćmienie Słońca. Głodne wampiry tylko na to czekają. Mrok jest ich sprzymierzeńcem. Czy ludziom uda się przeżyć tę apokalipsę? Jakie ofiary przyjdzie im ponieść?
Autorzy książki przedstawiają wampiry jako ofiary zainfekowane wirusem powodującym zmiany w ciele nosiciela. Przyznam, że nie przypominam sobie podobnej wizji wampira. Ludzie przemieniali się w bestie po ugryzieniu. Wydawało mi się, że w tym temacie nie można wymyślić nic nowego - Wirus przekonał mnie, że to możliwe.
Sięgając po tę książkę liczyłam na mocne wrażenia. Narrację, która wciśnie mnie w fotel. Bohaterów pozwalających mi obserwować swoimi oczami przerażające wydarzenia. Del Toro i Hogan stanęli na wysokości zadania. Ich książka sprawiła, że miałam w nocy koszmary i molestowałam męża, żeby mnie przytulał, bo się boję. Na coś takiego czekałam. Co prawda widać momentami inspirację Kingiem, ale to nie ujmuje Wirusowi jego wartości.
Najmocniejszy punkt w powieści? Zdecydowanie przemiana bohaterów w wampiry. Możemy ją śledzić od początku do końca. Ogromne wyrazy uznania za pokazanie wewnętrznej walki zainfekowanych osób. Niemal czujemy ich cierpienie. Zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Oni byli świadomi tego, że dzieje się z nimi coś złego. Nie chcieli nikogo krzywdzić, lecz żądza krwi w pewnym momencie zaczęła być silniejsza.
Świat, w którym pojawiają się wampiry został zbudowany w taki sposób, że czytelnik w pewnym momencie zaczyna bać się tego, żeby i w jego ciało nie wtargnął wirus. Nie chcielibyście chyba czuć tego, jak białe robaki dostają się przez skórę do Waszego wnętrza? Na samą myśl mam gęsią skórkę. Wiem, że to niemożliwe, ale właśnie tak na wyobraźnię działa Wirus.
Czy książka ma jakieś słabe punkty? Niestety ma. Główny bohater, Eph, nie ma w sobie za grosz oryginalności. Zapracowany lekarz walczący z byłą żoną o opiekę nad synem, który musi wybrać co jest dla niego ważniejsze: rodzina czy kariera. Gdzieś to chyba już słyszeliśmy, prawda? Obawiam się, że on zniknie w gąszczu innych, bardziej charyzmatycznych bohaterów. A szkoda, bo dobrze się zapowiadał...
Wirus jest pierwszą częścią trylogii o wampirach. Nie wiadomo kiedy w Polsce pojawi się kontynuacja. Dotarłam za to do informacji, że na podstawie omawianej przeze mnie powieści nakręcono serial Wirus w reżyserii Guillermo del Toro. Będę musiała zmolestować męża, żeby to ze mną obejrzał. Sama nie mam na to odwagi.
Jeśli szukacie książki o wampirach, po której prędko nie zaznacie spokoju - sięgnijcie po Wirus. Gwarantuję, że białe robaki będą się Wam śnić po nocach. Dajcie pochłonąć się wirusowi i czekajcie wraz ze mną na jego kontynuację.

Guillermo del Toro, Chuck Hogan
Wirus
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Poznań 2014
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka