Nie wiem, czy Wy też czasem tak macie, ale ja, gdy zamawiam książki w bibliotece, korzystam z mojej magicznej i niekończącej się listy tytułów wyszukanych na zaprzyjaźnionych blogach. Pacjentka z sali numer 7 jest jedną z takich pozycji. Nie pamiętam u kogo czytałam o tej książce, ale muszę tej osobie wybudować pomnik za polecenie genialnej lektury.
Lekarze są dość specyficzną grupą. Chyba każdemu z nas zdarzyło się choć raz usłyszeć uwagę, po której nie bardzo wiadomo co robić. Śmiać się, czy płakać. Ponad rok temu miałam usuwane znamię. Kiedy leżałam na stole do zabiegu, lekarz zaczął oglądać mój pieprzyk w pępku. Po chwili słyszę komentarz: "jaki ładny pieprzyk. Wyciąłbym, zanim zmieni się w małego raczka". Mniej więcej w takim klimacie utrzymana jest Pacjentka z sali numer 7.
Ta krótka opowieść młodego francuskiego lekarza zainspirowana jego blogiem. Mężczyzna opowiada, jak wyglądało 7 dni i 1 noc, jakie spędził w pracy. Tego, o czym jest ta książka, nie da się opisać. To zbiór szpitalnych anegdot. Po co autor je spisał? Zrobił to, by opowiedzieć je tytułowej pacjentce z sali numer siedem. Kobieta umiera na raka. Nie pozostało jej zbyt wiele czasu. Chce jednak dożyć do spotkania z synem, który nie może do niej przylecieć, bo wybuch wulkanu unieruchomił samoloty. Lekarz próbuje utrzymać ją przy życiu.
Obraz szpitalnej rzeczywistości jest słodko-gorzki. Jednych pacjentów udaje się uratować, innych niestety nie. Czytelnik ma okazję obejrzeć pracę lekarza od podszewki. Może zajrzeć niemalże do każdego szpitalnego kąta. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, co czują leczący nas ludzie? Czy w ogóle mogą coś czuć po tylu latach pracy? Pacjentka z sali numer 7 odpowiada bardzo dobitnie na to pytanie. Zdejmuje z twarzy lekarzy maski, za którymi się na co dzień ukrywają i pokazuje, że oni także przeżywają dramaty swoich pacjentów.
Podczas lektury tej książki raz śmiałam się do rozpuku, innym razem czułam napływające do oczu łzy. Uwielbiam lektury, które w taki sposób na mnie działają. O nich się nie zapomina. Nie spotkałam się dotąd z takim wizerunkiem lekarzy w literaturze. To zupełnie inna opowieść o medycynie. Pisana w lekki, zabawny sposób, lecz jednak traktująca o poważnych sprawach. Przyznam, że gdybym musiała trafić do szpitala, chciałabym znaleźć się w rękach osób, które opisano w książce. Jestem tą historią oczarowana. Mam nadzieję, że i Wy dacie się jej kiedyś porwać. Gwarantuję, że nie pożałujecie spotkania z Pacjentką z sali numer 7.
Baptiste Beaulieu
Pacjentka z sali numer 7
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2014