Jay Kristoff, Amie Kaufman "Illuminae"

Może odwaga to tylko maska, którą ludzie nakładają na zbiorowe szaleństwo.
Kolonia Kerenza, rok 2575. Kady Grant porzuca swojego chłopaka, Ezrę Masona. Postanawia, że nie będzie się z nim kontaktować. Nie wie jednak, że za kilka godzin świat, jaki znała, przestanie istnieć. Dojdzie bowiem do inwazji BeiTechu na kolonię. Ludzie, którym udało się przeżyć atak, zostają ewakuowani na statkach kosmicznych: Alexandrze, Hypatii i Copernicusie.  Ściga je wrogi pancernik Lincoln. Jego zadaniem jest uciszyć świadków brutalnego ataku na planetę. Tymczasem na pokładzie Copernicusa rozprzestrzenia się śmiertelnie niebezpieczny wirus, a system sztucznej inteligencji sterujący Alexandrem staje się największym wrogiem ocalałych. Czy ocalałym ludziom uda się przeżyć?

Podejrzewam, że wielu z Was słyszało o akcji Wydawnictwa Otwartego, która miała na celu zebranie funduszy na wydanie tej powieści. Ja nie brałam w niej udziału. Jakoś nie byłam przekonana do tej książki. Dużo czasu zajęło mi zabranie się za nią. Na jej temat mówili wszyscy, więc poczekałam, aż cała ta fala zachwytów przejdzie, żeby przekonać się na własnej skórze, czy publikacja jest faktycznie tak dobra, jak wszyscy mówią. I muszę przyznać, że mam bardzo mieszane uczucia po lekturze.

Samo wydanie nie wzbudza moich zastrzeżeń. Jest oryginalne i może niektórym czytelnikom przypaść do gustu. Moim zdaniem gorzej jest z samą historią. Zostałam wrzucona w środek akcji i chwilę zajęło mi ogarnięcie tego, co właściwie się wydarzyło. Nie powiem, że dobrze czytało mi się tę książkę. Musiałam robić sobie przerwy, bo nie byłam w stanie rozprawić się z nią na raz albo na dwa.

Jeśli chodzi o głównych bohaterów - pośladków mi nie urwali. Takich jak oni w literaturze jest na pęczki. Kady mnie odtrącała, nawet jakby płacono mi grube miliony, nie chciałabym mieć z nią za dużo do czynienia. Ezra był mniej inwazyjny i nie drażnił mnie tak bardzo. Gdybym miała z dziesięć lat mniej, pewnie inaczej bym na nich spojrzała i nawet polubiła.

Dużo osób zachwycało się tematyką. Dla mnie nie jest ona ani trochę oryginalna. Czytając tę książkę, miałam z tyłu głowy serial Battlestar Galactica. Nie potrafiłam odciąć się od porównań do tamtej historii, a ona, moim zdaniem, była lepiej poprowadzona i zdecydowanie ciekawsza. Podejrzewam, że gdybym nie widziała tej produkcji, Illuminae byłoby dla mnie czymś nowym i ciekawym. Niestety, mam wrażenie, że dostałam odgrzewane i nie do końca doprawione kotlety. Z tego co wiem, mają powstać kolejne części tego cyklu. Ja w tym momencie dziękuję za dalszą lekturę. To nie są moje klimaty.

Jestem tą książką rozczarowana, ale nie powiem, że to jest gniot, tylko po prostu jestem na nią za stara. Dziesięć lat temu byłabym zachwycona Illuminae. Jeżeli nie znacie serialu Battlestar Galactica, książka powinna przypaść Wam do gustu. Bo sama w sobie zła nie jest. Po prostu mnie nie zachwyciła.

Jay Kristoff, Amie Kaufman
Illuminae
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2017

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka