Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #43 Greg Iles "Gra w Boga"

Witajcie w Nowym Roku!
Mam nadzieję, że wszystko u Was w porządku i ten rok będzie dla Was lepszy od poprzedniego. Przepraszam za moją nieobecność, przez kilka dni nie było mnie w zasięgu komputera i internetu. Potrzebowałam takiego odpoczynku. Teraz staram się na nowo odnaleźć w pracy.

Mamy poniedziałek, czas więc na kolejną książkę ze zbrodnią w tle. Gotowi na jeszcze jedną powieść autorstwa Grega Ilesa?

Poznajcie Davida Tennanta. To lekarz i autor książek na temat etyki w medycynie. Prezydent Stanów Zjednoczonych wybiera go do udziału w pewnym eksperymencie. To ściśle tajny Projekt Święta Trójca. Jest on nadzorowany przez NSA i genialnego konstruktora komputerów Petera Godina. Szybko jednak okazuje się, że to całe przedsięwzięcie nie jest takie, na jakie wygląda. David znajduje się pośrodku prawdziwej burzy. Na dodatek musi nauczyć się żyć ze skutkami ubocznymi wynikającymi z brania udziału w projekcie. Czy uda mu się uniknąć śmierci? Czym właściwie jest Święta Trójca?

Muszę przyznać, że ta książka jest według mnie najsłabszą pozycją w dorobku Grega Ilesa. Niby coś się w niej dzieje - jest spisek, są zawodowi mordercy, ale czegoś ciągle brakuje. Początek powieści był słaby, bardzo słaby. Zdarzało mi się odkładać książkę na bliżej nieokreślone później i gdyby nie to, że musiałam ją w końcu oddać, pewnie nigdy bym jej nie dokończyła.

Zabrakło mi oryginalności. W kilku powieściach już czytałam o superinteligentnych komputerach. To nie jest dla mnie żadna nowość. Bohaterowie - no cóż, byli, ale ich obecność nie podrywała mnie z fotela, z nikim specjalnie się nie zżyłam. Chociaż nie, w sumie coś mnie z Davidem łączyło. Skutkiem ubocznym udziału w projekcie była w jego przypadku narkolepsja. Niestety, przeszła z niego na mnie. Zdarzyło mi się parę razy zasnąć z książką w ręku w najmniej odpowiednim momencie. Gra w Boga zupełnie nie wpasowała się w mój czytelniczy gust. Liczyłam na pasjonującą lekturę. Zawiodłam się i to bardzo.

Wszystko było przewidywalne. Niemalże od początku wiedziałam, jak skończy się ta cała historia. Nie lubię czegoś takiego. Wolę być zaskakiwana i wciskana w fotel. Książki bez wyrazu zdecydowanie nie są dla mnie. Oczekuję od literatury tego, by wywołała we mnie emocje. Ta jedynie mnie usypiała.

Będę musiała zrobić sobie dłuższą przerwę od Grega Ilesa. Z każdą kolejną czytaną książką byłam coraz bardziej rozczarowana. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś jego powieść. Póki co muszę zapomnieć o tej. To była dla mnie strata czasu. Nie polecam.

Greg Iles
Gra w Boga
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2006

Daniel Hecht "Miasto masek"

Jest Halloween, więc dzisiaj będziemy się bać, a przynajmniej mam taką nadzieję. W momencie, gdy ten wpis ukaże się, ja będę w miejscu, w którym nie ma dostępu do sieci, licząc na to, że automatyczna publikacja postu mnie nie zawiedzie.

Na Miasto masek trafiłam przez przypadek. Wracałam z Katowic w rodzinne strony, miałam sporo czasu między pociągiem a autobusem i zawitałam do mojego ukochanego antykwariatu w Częstochowie, z którego pochodzi spora część książek, jakie można znaleźć w mojej biblioteczce. Zainteresował mnie opis z okładki i chciałam się przekonać, czy treść powieści jest równie psychodeliczna jak okładka.

Lucretie "Cree" Black pracuje jako parapsycholog. Tropi zjawy i pomaga rodzinom, które są przez nie nawiedzane, pozbyć się problemu. Podchodzi do sprawy w sposób naukowy. Przyczyny pojawiania się "duchów" upatruje w silnych przeżyciach związanych z danym miejscem. Dokładnie analizuje sytuację, badając każdy szczegół. W końcu o pomoc prosi ją delikatna Lilia Beauforte, która w rodzinnym domu w Nowym Orleanie jest prześladowana przez zjawy. Czy kobieta jest chora psychicznie? A może pojawienie się duchów jest związane z popełnionym w rezydencji przed laty morderstwem? Czy jednak chodzi o samo miasto, które przepełnione jest ludźmi noszącymi maski i ukrywającymi pod nimi nie tylko obłudę?

Nie miałam zbyt dużych wymagań wobec tej książki, ale muszę przyznać, że czułam ciarki na plecach w trakcie lektury. Miasto masek czytało się szybko. Spodobało mi się naukowe podejście do sprawy. Cree nie biegała po rezydencji jak oszalała z kropidłem. Postanowiła poznać historię Lilii, wczuć się w jej rolę i zrozumieć to, dlaczego w domu pojawiają się zjawy. Im bliżej było rozwiązania zagadki, tym czułam się jeszcze bardziej wciśnięta w fotel. Kilka razy mama prawie przyprawiła mnie o zawał, gdy bezszelestnie wchodziła do mojego pokoju i zaczynała do mnie mówić albo kiedy kot postanawiał wskoczyć mi na kolana/plecy/głowę (niepotrzebne skreślić). Może i nie jest to arcydzieło literatury z dreszczykiem, ale potrafi wystraszyć.

W trakcie lektury zastanawiałam się, czy takie rzeczy mogły się faktycznie wydarzyć. Daniel Hecht opisuje wszystko w niezwykle wiarygodny sposób i skłonna byłabym mu uwierzyć w to, że kogoś kiedyś to faktycznie spotkało. Autor potrafił też utrzymać mnie w niepewności przez bardzo długi czas, za co należy mu się duży plus. Cenię sobie w takich książkach element zaskoczenia i nie do końca przewidywalne zakończenie.

Na koniec zostawiam Was z moją ulubioną mroczną piosenką, którą możecie posłuchać tu. To tyle z mojej strony. Jeśli wybieracie się na jakąś imprezkę z okazji Halloween, bawcie się dobrze :)

Daniel Hecht
Miasto masek
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Poznań 2006
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka