Izabella Frączyk "Jak u siebie"


"- No i co ja mam teraz zrobić? No powiedz - zażądała pomiędzy łykami.
- A bo ja wiem? - mruknęła Iga, zdradzając pierwsze oznaki lekkiego upojenia.
- Najprościej byłoby sprzedać ten cały bajzel, spieniężyć diamenty i mieć święty spokój.
- I owszem. A co z wolą drogiej zmarłej?
- No własnie. Ale mnie wpierniczyła!
-Nie, kochana. Wpierniczyłaś się sama, na własne życzenie."

Wyobraźcie sobie: pracujecie w domu seniora. Kochacie swoją pracę i podopiecznych, którymi się zajmujecie. Jeden z nich umiera. Po jego śmierci okazuje się, że dostaliście po nim spadek. Nie utrzymywał kontaktu z bliskimi, więc jesteście dla świętej pamięci pensjonariusza w pewnym sensie ukochanymi wnukami. Brzmi nieźle. Zwłaszcza, że spadek przeważnie kojarzy się z zastrzykiem gotówki.
Życie Elizy wywróciło się do góry nogami, gdy dowiedziała się, że jedna z jej podopiecznych, pani Ludwika, zostawiła dla niej w spadku pewną nieruchomość. Kobieta jedzie pod wskazany adres, by zobaczyć co takiego dostała. Jest zachwycona tym, co widzi. Kto by nie był, widząc starą posiadłość, która stała się jego własnością. Pojawia się jednak pewien problem. Okazuje się, że Eliza odziedzicza nie willę, lecz stojący w pobliżu podupadający hotel.
Pani Ludwika okazała się na tyle przebiegła, że wiedziała, że w nieruchomość trzeba będzie zainwestować, więc pozostawia spadkobierczyni środki na renowację hotelu. Eliza postanawia zawalczyć o jego przyszłość. Chociaż nie jest łatwo, bo budynek okazuje się dziurą bez dna, stara się przywrócić hotelowi jego dawną świetność i przyciągnąć do niego gości. Pomaga jej w tym nieco zwariowana przyjaciółka, Iga, wespół z Julkiem i panem Kaziem.
Wiecie na czym polega prowadzenie hotelu? Bo ja nie. Eliza też nie wiedziała, lecz postanowiła wziąć to, co zostało jej dane. Nic w końcu nie dzieje się w życiu bez powodu. Wszystko, co się dzieje, czegoś nas uczy. O sobie, ale także o innych. Podziwiam Elizę za to, że nie uciekła z krzykiem, gdy zobaczyła, że odziedziczyła podupadający hotel, w którym strach oddychać, żeby sufit nie spadł na głowę. Przyznam, że ostatnio w moim życiu nie działo się zbyt dobrze i potrzebowałam takiej Elizy, która pokaże mi, że kiedy człowiek chce, potrafi wyjść z najgorszej nawet kabały.
Jak u siebie czyta się z uśmiechem na twarzy. Ja nieraz parskałam śmiechem. Było mi to potrzebne. Dzięki pani Izabelli na chwilę zapomniałam o tym, że jest źle i zebrałam się w sobie, żeby coś w końcu ze sobą zrobić. Jeśli szukacie książki na jesienne wieczory, która poprawi Wam humor, sięgnijcie po tę pozycję. Nie dość, że ma obłędną okładkę, to jeszcze ubawi Was do łez. Odwiedźcie hotel "Zacisze", naprawdę warto poznać personel i gości. Nie pożałujecie wizyty w nim. Kto wie, może nawet kiedyś do niego wrócicie? ;)

Izabella Frączyk
Jak u siebie
Wydawnictwo Prószyński i S-ka


Udostępnij ten post

7 komentarzy :

  1. Hm.. Jednak ta książka nie przemawia do mnie i jednak spasuję. aleja-recenzji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam się śmiać w trakcie lektury, więc oczywiście jestem na TAK!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście się zgrałyśmy. Ja już wiem, jak układać sztućce ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po Twojej recenzji mam ochotę na koc, herbatę i tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ja wam zazdroszczę tej pasji do książek!.... kolejna fajna tylko kiedy znaleźć na to czas, wiem dla chcącego nic trudnego, ale trzeba jeszcze coś innego zawalić dla tego, zapisuję.... Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio coraz częściej czytam książki polskich autorek, wiec może kiedyś się na tę skuszę ;)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka