Jeżeli znalazłeś kasztanowego ludzika, to znaczy, że jest już za późno...
Psychopata terroryzuje Kopenhagę – krwawo morduje swe ofiary, a na miejscach zbrodni pozostawia ręcznie zrobione kasztanowe ludziki. Policja szybko odkrywa, że ślady w tajemniczy sposób prowadzą do dziewczynki, która została uznana za martwą – chodzi o porwaną rok wcześniej córkę minister spraw społecznych. Do jej zabicia przyznał się pewien mężczyzna, a sprawę uznano za wyjaśnioną. Tragiczny zbieg okoliczności czy też te dwie sprawy faktycznie łączy coś mrocznego? Kim jest tajemniczy morderca?
By ocalić niewinnych, detektywi muszą połączyć siły i toczyć walkę z czasem. Ponieważ szaleniec ma misję, która jeszcze się nie skończyła... Nikt nie jest bezpieczny!
Cześć, dzień dobry!
Dawno mnie tutaj nie było, ale myślę, że powolutku będę wracać na Czytelnię. Moje kwestie zdrowotne zaczęły w końcu iść ku dobremu i przestałam zwiedzać gabinety lekarzy kilka razy w miesiącu. Dziękuję, że na mnie czekaliście <3
Dzisiaj w menu książka, którą kupiłam sobie kilka lat temu na urodziny. Była zachwalana przez czytelników, więc pomyślałam, że i ja zaryzykuję z lekturą. Trochę czasu mi to zajęło, ale jak wiadomo, niektóre książki muszą nabrać mocy prawnej, zanim człowiek się zabierze za ich czytanie. A że pod koniec lata już było czuć jesień w powietrzu, postanowiłam zdmuchnąć kurz z "Kasztanowego ludzika" i przekonać się, co ma mi do zaoferowania.
Ludzie w Kopenhadze nie mogą czuć się bezpiecznie. Ktoś w bardzo brutalny sposób odbiera ludziom życie i zostawia na miejscu zbrodni tytułowego kasztanowego ludzika. Co ciekawe, policja odkrywa, że ślady prowadzą do uprowadzonej rok wcześniej córki minister spraw społecznych. Dziewczynka została uznana za martwą. W więzieniu przebywa nawet człowiek, który przyznał się do tego, że pozbawił ją życia. Trwa walka z czasem. Psychopata ma bowiem pewną misję i nie cofnie się przed niczym, by doprowadzić ją do końca.
Gdybym miała krótko określić moją relację z "Kasztanowym ludzikiem", powiedziałabym "to skomplikowane. Początek kompletnie mi nie podszedł. Miałam problem z polubieniem bohaterów, jakoś niespecjalnie kleiła mi się fabuła. Postanowiłam jednak dać książce szansę. Może jeszcze się rozkręci. I się rozkręciła, choć bywały momenty, gdy czułam lekki przesyt i musiałam robić sobie przerwy w czytaniu.
Nie można odmówić tej historii klimatu. Idealny na nadchodzącą jesień. Można poczuć lekki dreszczyk na plecach. Skandynawska literatura ma to do siebie i w tym przypadku było tak samo. Miejsca, w których odnajdowano ciała, i to, jak one wyglądały... Aż mi ciarki przeszły po całym ciele, kiedy sobie to przypomniałam. Lojalnie uprzedzam, że nie jest to historia dla osób o słabych nerwach i żołądkach, bywa dość brutalnie.
Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to muszę przyznać, że nie udało mi się obstawić, kto jest sprawcą. I tu autor mnie zaskoczył, tego się nie spodziewałam. Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o działania policji. Czasem zastanawiałam się, kto tym ludziom dał taką pracę, bo nie wiem, czy chciałabym, żeby szukali moich zaginionych w praniu skarpetek, nie mówiąc już o człowieku, który postanowił na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość w bardzo brutalny sposób...
Dobrze według mnie zagrała warstwa psychologiczna. Świat, który przestawił autor, sprawił, że poczułam się w pewnym momencie brudna. Skręcało mnie, gdy pewne aspekty dotyczące zbrodni wychodziły na jaw. Te kwestie dotyczyły dzieci, a nigdy nie będę w stanie spokojnie patrzeć na to, gdy dzieje im się krzywda.
Wspomniałam na początku, że miałam trudności z polubieniem bohaterów. Do Thulin nie mogłam przekonać się do samego końca, za to jej córka Le kupiła mnie już na wejściu. Według mnie miała więcej charyzmy niż matka. Za to z czasem zaczęłam lubić Hessa, chociaż czasem nie nadążałam za jego tokiem myślenia. Był specyficzną postacią, ale gdyby nie on, "Kasztanowy ludzik", moim zdaniem, sporo by stracił.
Wiem, że na Netflixie jest serial nakręcony na podstawie tej powieści. Nie miałam jeszcze okazji, żeby go obejrzeć, może mi się uda go kiedyś nadrobić. Dajcie znać, czy warto, jeśli macie już seans za sobą. Książkę polecam na nadchodzące jesienne wieczory.

przez
Blokotka
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)