Gaston Leroux "Upiór Opery"

 

Powstały w 1909 roku „Upiór Opery” to jedna z najsłynniejszych gotyckich powieści grozy. Historia Erika – zdeformowanego, genialnego kompozytora żyjącego w podziemiach Opery Paryskiej, nieszczęśliwie zakochanego w młodej solistce Christine, była wielokrotnie ekranizowana i przenoszona na sceny teatrów z całego świata. 
Pierwszy raz z "Upiorem Opery" miałam do czynienia w gimnazjum. To była druga albo trzecia klasa. Zapisałam się na konkurs "Fox" z języka angielskiego i w ramach przygotowania trzeba było przeczytać książkę w oryginale. Była to okrojona wersja tej właśnie opowieści. Nastoletnia ja była nią zachwycona. Nie miałam wtedy jednak możliwości, żeby sięgnąć po oryginał, ale obiecałam sobie, że to kiedyś zrobię. Dorosła ja kupiła sobie tę książkę na targach. I zabrała się za lekturę. Po kilku stronach odłożyła ją głęboko na półkę.

Jak ja chciałam, żeby ta oryginalna historia mi się spodobała. Byłam oczarowana postacią tytułowego Upiora. Nie uważałam go za zło wcielone, wręcz przeciwnie, było mi go żal. Wydawał mi się ciekawszy, bardziej złożony od Christine, której jakoś nie mogłam polubić. Kiedy zaczęłam czytać oryginał, miałam ochotę przejechać walcem większość bohaterów, na czele z Raoulem. I tak, wiem, książka ma swoje lata, ale są klasyki literatury, które mogę czytać na okrągło, bo pojawiający się na ich kartach bohaterowie nie są mi obojętni i fabuła mnie intrygowała. "Upiora Opery" niestety do tej kategorii nie zaliczę.

W sumie nie pamiętam, ile miałam do niego podejść. Za każdym razem czułam ogromne znużenie po przeczytaniu w porywach szaleństwa 20 stron. Mam takie poczucie, że książka jest przegadana. Dopiero za połową przebudziłam się z letargu i chciałam dokończyć lekturę. Wcześniej to była dla mnie niestety droga przez mękę, którą umilały mi przepiękne ilustracje. Co jak co, ale Vesper potrafi w wydawanie pięknych książek.

Ta historia była dla mnie bardzo nierówna. Bywały momenty, które sprawiały, że moje serce biło nieco szybciej i faktycznie czułam klimat grozy, ale nie takiej, że mi coś zza kanapy wyskoczy i zrobi "bu", ale takiej psychicznej, pokazującej bardzo mroczne zakamarki duszy. Ale niestety nie zabrakło też fragmentów, które sprawiały, że po prostu się nudziłam i miałam wrażenie, że znów czytam lektury na zajęcia z historii literatury. To zdecydowanie nie była historia dla mnie. Ta, którą czytałam jako nastolatka, zrobiła na mnie większe wrażenie.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka