Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #595 Maciej Siembieda "Upiór"

 

Mroczna pasja może zawładnąć nawet największymi umysłami.

Początek XX wieku. Władysława Reymonta, wybitnego pisarza i zarazem spirytystę, dręczy obsesja - paniczny lęk przed pogrzebaniem żywcem.

Ponad sto lat później ekskluzywny Dom Pogrzebowy Kopczyńskich staje się ofiarą ponurego skandalu: w trumnie, w której powinny spoczywać zwłoki znanego polityka, znajduje się zupełnie inne ciało...

Czy to możliwe, że dom pogrzebowy z nienaganną, budowaną przez dwadzieścia lat reputacją, mógł sobie pozwolić na taką pomyłkę? A jeśli nie, komu zależało na zamianie zwłok?

Mroczny świat biznesu pogrzebowego, tajemnice, które zmarli zabrali ze sobą do grobu i obsesja związana z postacią polskiego noblisty Władysława Reymonta.

Na tę książkę czekałam z kilku powodów:

  1. Napisał ją Maciej Siembieda, a jego książki biorę w ciemno i czekam na nie jak dzik na trufle.
  2. Twórczość Władysława Stanisława Reymonta znam niemal na pamięć. Kiedy miałam 15 lat, zajęłam wysokie miejsce w olimpiadzie wiedzy na jego temat. Byłam bliska pisania pracy licencjackiej na temat jego twórczości. Ostatecznie zdecydowałam się na coś innego, ale nawiązywałam do "Wampira".
  3. Jakub Kania. Najlepsza Kania na polskim rynku dobra wszelakiego.
Co tym razem serwuje nam autor? Z opisu wynika, że ma być mrocznie. Akcja będzie kręcić się wokół pewnego domu pogrzebowego, w którym doszło do makabrycznej pomyłki. Zamiast znanego polityka w trumnie leżał obcy człowiek. Do tego dorzucę seanse spirytystyczne, lęk przed pogrzebaniem żywcem i niewyjaśnione zgony. Bardziej w fabułę zagłębiać się nie będę, żeby za dużo nie zdradzić.

Kiedy tylko przyszła mi z księgarni paczka z tą książką, radośnie zabrałam się za lekturę, ale niestety, mój początkowy zapał został zgaszony. Po mocnym otwarciu nie byłam w stanie wciągnąć się w historię. I przez pewien czas czytałam książkę, nie czując większych emocji. Aż w końcu zaskoczyło i zaintrygowało mnie to, co stało się w rodzinie Kopczyńskich. Pewien wypadek był kamyczkiem, który pociągnął lawinę, i chciałam przekonać się, dokąd mnie ona zaprowadzi.

Akcja nie mknie tutaj na złamanie karku. Toczy się raczej powoli. I nie jest to zarzut z mojej strony, żeby nie było. Tematyka poruszana w powieści jest trudna. Śmierć czeka na każdego z nas, nie uciekniemy przed nią. Strach przed byciem pochowanym żywcem też nie jest mi obcy. Podejrzewam, że tematyka miała wpływ na to, jak czytało mi się tę książkę. W mojej głowie pojawiały się myśli dotyczące przemijania, tego, co po sobie zostawię. 

Intrygował mnie wątek związany z seansami spirytystycznymi. One z jednej strony wzbudzają mój niepokój, a z drugiej strony jestem ciekawa tego, jak naprawdę wyglądają. Czy jest możliwość komunikowania się z tymi, którzy odeszli, a może medium kłamie i zna sztuczki, które oszukują ludzi w żałobie. Czy taki seans zamyka pewien rozdział, czy rozdrapuje stare rany i posypuje je solą.

I na koniec, wisienka na torcie, wątek związany z Reymontem. Sporo rzeczy, o których pisze autor, wiedziałam, ale nie czuję się z tego powodu rozczarowana. Ujęło mnie wykorzystanie "Wampira", przy czytaniu którego sama miałam ochotę przebić się kołkiem, a musiałam przez niego przebrnąć, żeby zaliczyć egzamin z literatury Młodej Polski, w "Upiorze". To osłodziło po latach mój ból, który przeżywałam podczas lektury tamtej książki.

Początek był trudny, ale nie żałuję spotkania z Jakubem Kanią, zrobiło się trochę refleksyjnie, ale czasem trzeba się zatrzymać. I dobrze to zrobić w doborowym towarzystwie.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka