Pierwszego stycznia 2023 roku Jeremy'ego Rennera zmiażdżył sześciotonowy ratrak. Leżąc na oblodzonej drodze, aktor czuł, że na chwilę umarł, a w trakcie transportowania rannego ratownicy nie sądzili, że Jeremy może przeżyć... A jednak przeżył i opisał swoje wspomnienia zarówno z samego przerażającego zdarzenia, jak i procesu powracania do zdrowia. Książka nie jest jedynie dramatyczną relacją z tamtych dni – to opowieść o sile woli, harcie ducha, granicach wytrzymałości, a także zdolności człowieka do przetrwania, rozwoju i odnajdywania celu w obliczu największych przeciwności.
Tę książkę przeczytałam już jakiś czas temu. Zabrałam się za jej lekturę w piekielnie trudnym dla mnie momencie życia, kiedy już myślałam, że nie będę w stanie podnieść się po tym, co mi się przydarzyło. Nie wiedziałam, czy to jest dobry pomysł na lekturę, ale to właśnie ta książka pomogła mi dźwignąć się na nogi. Widząc, jak Jeremy Renner walczył o powrót do zdrowia, sama się zawzięłam. Hawkeye, dzięki za motywacyjnego kopa.
Moim życiowym motto jest "oddychaj, to minie". Zawsze powtarzam to sobie w trudnych chwilach. W opowieści Jeremy'ego Rennera oddech był równie ważny. Mężczyzna dosłownie walczył o każdy kolejny oddech, gdy leżał na drodze po wypadku. I tu ostrzeżenie, opisy są dość drastyczne, więc jeśli ktoś jest wrażliwy, to może być dla niego bardzo trudna lektura.
To nie jest literacki majstersztyk pełen metafor z kosmosu. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie jest żaden zarzut z mojej strony. To piękna, wzruszająca i motywująca opowieść o ogromnej woli walki, napisana w prosty, płynący z głębi serducha sposób. Nie zliczę, ile razy siedziałam z książką w jednej ręce i z chusteczką w drugiej, bo łzy ciekły mi ciurkiem po twarzy. Wzruszałam się, gdy aktor mówił o swojej rodzinie, gdy opowiadał, co działo się tuż po wypadku. Ujęło mnie to, że nie skupiał się tylko na sobie i swoim bólu, ale zwrócił też uwagę na ludzi, którzy byli obok niego.
Możemy przekonać się, jak wyglądała droga Jeremy'ego Rennera do zdrowia. Powiedzieć, że była trudna i wyboista, to nie powiedzieć nic. I podziwiam to, że autor nie wysmarował sobie laurki, ale miał odwagę wspomnieć o tym, że bywał niełatwym we współpracy pacjentem. Widać w tej opowieści też jedną rzecz - kiedy człowiek spojrzy śmierci w oczy, umiera jego dawna wersja, rodzi się nowa, sama to znam z autopsji. Jedni ludzie się załamują, drudzy w całym tym bagnie dostrzegają to, że właśnie otworzyły się nowe drzwi, do innego życia, czasem lepszego niż poprzednie, i zbierają się na odwagę, żeby przez nie przejść. Tu mamy do czynienia z drugą opcją.
Jeremy Renner miał sporo szczęścia i cały ogrom wsparcia, dzięki któremu udało mu się wygrać tę walkę. Podziwiam jego siłę i cieszę się, że zdecydował się na napisanie tej książki. To była dla niego forma terapii. I ta publikacja może stać się iskierką nadziei, impulsem dla osób, które są w trudnej sytuacji. Nie była dla mnie łatwa w trakcie lektury, sporo się w mojej głowie działo, ale nie żałuję ani sekundy spędzonej z tą historią.

przez
Blokotka
To na pewno niesamowita historia.
OdpowiedzUsuńTaka lektura może dać sporo do myślenia. Wspomnienia z tak dramatycznego wydarzenia musiały być trudne do spisania.
OdpowiedzUsuń