Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Frey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Frey. Pokaż wszystkie posty

James Frey, Nils Johnnson Shelton "Endgame. Reguły Gry"

Kiedy rok temu w moje ręce wpadł Klucz Niebios, nie mogła się doczekać dnia, w którym poznam Reguły Gry. Gotowi na to, by zakończyć Endgame?

W grze pozostali najlepsi gracze. Klucz Ziemi i Klucz Niebios zostały odnalezione. Teraz na odkrycie czeka Klucz Słońca. Wtedy zakończy się Gra. Nie wszystkim graczom jest to jednak na rękę. Reguły gry są nieustannie przez nich zmieniane. Co z tego wyniknie? Czy ostatni z Kluczy zostanie odnaleziony? 

Sięgając po tę książkę byłam święcie przekonana, że doskonale wiem, jak się zakończy. Mniej więcej 70 stron przed zakończeniem cyklu dostałam od autorów obuchem w twarz. Siedziałam z powieścią na kolanach i nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Cała moja cudowna wizja legła w gruzach. Autorzy ze mną wygrali.

Endgame to nieprzewidywalny cykl. Rzuca czytelników na kolana i długo nie pozwala z nich wstać. Ostatnia część jest idealnym dopełnieniem całości. Nieprzewidywalnym i trzymającym w napięciu. Wywołuje też sporo emocji. Ja w pewnym momencie niemal zalałam się łzami, nie chcąc przyjąć do wiadomości tego, co właśnie przeczytałam. Miałam ochotę krzyczeć, że przecież nie tak miało się to skończyć. Żałuję, że moja przygoda z tymi bohaterami dobiegła do końca. Wielu z nich musiałam z bólem serca pożegnać. Byłam na nich czasem wściekła za wybory, których dokonywali, ale tak naprawdę nie wiem, jak zachowałabym się na ich miejscu. 

Chylę czoła przed autorami za stworzenie tego cyklu. Szacun za to, że udało im się utrzymać w każdej z części równie wysoki poziom. Autorzy zadbali o każdy szczegół. Miałam wrażenie, że wraz z bohaterami przenoszę się do ich świata, który na naszych oczach zaczynał rozpadać się na kawałki. Co gorsza, do końca nie jesteśmy pewni tego, czy zagładę uda się powstrzymać.

Po odłożeniu książki na półkę czuję pustkę. Zostawiam za sobą kawał dobrej historii i jest mi przykro, że to już jest koniec. Pewnie jeszcze kiedyś powrócę do tego cyklu, ale będzie mi brakowało tego wyczekiwania na kolejny tom i zastanawiania się, co tym razem zaserwują mi autorzy. Dziękuję im za przeniesienie mnie do innego świata. Chociaż nie wiedziałam, co mnie w nim czeka, nie żałuję tej podróży i zachęcam Was do wybrania się w nią.

James Frey, Nils Johnnson Shelton
Endgame. Reguły Gry
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

James Frey "Endgame: Początek"

Endgame wciągnęło mnie na dobre. Przepadłam, żyję Grą. Nie myślałam, że jakakolwiek książka tak na mnie wpłynie. A jednak.

Jeśli czytaliście dwa tomy Endgame, wiecie, jakie wydarzenie wezwało Graczy do Gry. Na bieżąco śledziliście ich zmagania w poszukiwaniu kluczy. Wiecie, kto z nich nadal utrzymuje się przy życiu. Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądało ich życie przed Endgame? Ja w trakcie lektury dwóch dotychczas wydanych tomów często o tym myślałam. Wydawnictwo Sine Qua Non zaspokoiło moją ciekawość, wydając Endgame. Początek.

Poznajemy losy Markusa, Alice, Kali i Chiyoko przed tym, zanim zostali oni wezwani do reprezentowania swoich ludów w Endgame. "W tym tomie Marcus będzie musiał wybrać między przyjaźnią a przeznaczeniem, Chiyoko stoczy walkę o to, co jej się należy, Kala pozna cenę miłości, a Alice ostatecznie zrozumie, o co toczy się gra".

Nie będę Wam streszczać poszczególnych historii, to nie ma większego sensu, gdyż odbiorę Wam przyjemność z czytania. Z chęcią za to podzielę się swoimi wrażeniami po lekturze. Bardzo cieszę się, że mogłam przekonać się, jak wyglądało życie Graczy przed Endgame. To pozwoliło mi spojrzeć na nich z innej perspektywy, zrozumieć ich zachowanie. Najbardziej poruszyła mnie historia Kali. Tak bardzo przeżywałam to, co się z nią stało, że na mojej twarzy pojawiły się łzy. Nie przypuszczałam, że ma za sobą taką przeszłość.

Co prawda nie jest to tom poświęcony moim ulubionym faworytom, lecz nie żałuję ani jednej spędzonej przy nim chwili. Te cztery nowele wciągnęły mnie bez reszty. Nie oderwałam się od nich ani na chwilę. Mam nadzieję, że Wydawnictwo Sine Qua Non pójdzie za ciosem i wyda dwie kolejne części misji treningowych, które na zawsze zmieniły życie Graczy.

Nieco żałuję tego, że te opowieści skończyły się za szybko, choć z drugiej strony uważam, że zawierały w sobie to, co najważniejsze. Dłuższe rozpisywanie się na temat życia bohaterów mogłoby się źle skończyć.

Jeśli znacie Endgame, sięgnijcie po tę pozycję. Do doskonałe uzupełnienie serii, które udzieli Wam odpowiedzi na pewne pytania. Polecam.

James Frey
Endgame. Początek
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2015

James Frye, Nils Johnson-Shleton "Endgame. Klucz Niebios"

Kilka tygodni temu pisałam o pierwszej części jednej z najgłośniejszych ostatnimi czasy książek. Jak wspominałam, przegapiłam pierwszą fazę zachwytu Endgame i dałam się wciągnąć opowieści dopiero niedawno. Wybaczcie, w moim wieku takie rzeczy się zdarzają. Wezwanie spodobało mi się tak bardzo, że pochłonęłam je w ciągu jednego dnia, przypalając przy okazji obiad. Nawet nie wiecie, jak przebierałam nóżkami na myśl o Kluczu Niebios, tym bardziej, że poprzednia część skończyła się w takim momencie, że musiałam poznać kontynuację już, teraz, zaraz, najlepiej wczoraj.

"- Endgame stworzy nowy świat. Okropny. Endgame wybije większość z was. Dzieci. Matki. Synów. Starców. Córki. Niemowlęta.
Jeżeli żadne z nas nie wygra, Endgame oznaczać będzie koniec ludzkości i koniec praktycznie wszelkiego życia. Ale Endgame da się zatrzymać. I ja wiem, jak to zrobić."

Przy życiu pozostało 9 zawodników. Został odnaleziony Klucz Ziemi. Gracze szukają kolejnego, Klucza Niebios. Aisling Kopp wierzy w to, że Grę da się zatrzymać. Jej plany zostają jednak pokrzyżowane. Przechwytuje ją CIA. Oni wiedzą o Endgame i chcą rozegrać je według własnego planu. Niestety, wiadomość o Zdarzeniu rozchodzi się po świecie lotem błyskawicy. Nie może wyjść z tego nic dobrego. Jak potoczą się dalsze losy graczy? Czy uda im się kontynuować Grę?

Wybaczcie, że nie zdradzam więcej szczegółów, ale nie chcę zdradzić zbyt wiele. Klucz Niebios podniósł poprzeczkę bardzo wysoko. Działo się sporo i to już od pierwszych stron. Książka ociekała krwią. Od nagłych zwrotów akcji robiło mi się gorąco. Nie potrafiłam odłożyć powieści na półkę nawet na chwilę. Aż boję się pomyśleć, co przyniesie finał trylogii.

Kilka razy w trakcie lektury z moich ust wyrywało się niecenzuralne słownictwo. Nie spodziewałam się takich zwrotów akcji. Przeżywałam wszystko to, co działo się z bohaterami. Wciąż ciążyło na nich piętno wydarzeń z poprzedniej części. Autorzy starali się wczuć w ich psychikę i jak najbardziej im to wyszło. W Wezwaniu bardzo zżyłam się z Sarah i byłam ciekawa, jak dalej potoczą się jej losy. Ona straciła zdecydowanie najwięcej. W tej części los też nie był dla niej zbyt łaskawy. Dlaczego? Tego już musicie dowiedzieć się sami. 

Autorzy skupili się przede wszystkim na wypełnieniu białych plam, które powstały w Wezwaniu. Możemy lepiej poznać mitologię Endgame. Wyjaśniło się sporo tajemnic. Moja ciekawość została w pełni zaspokojona. Nie nudziłam się ani przez chwilę. Nawet nie zauważyłam, że zbliżam się do końca. Mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt długo czekać na finał serii.

Klucz Niebios to majstersztyk nie tylko pod względem opowiedzianej w nim historii. Książka jest świetnie wydana. Było na czym zawiesić oko. Obrazki były jak najbardziej na miejscu i stanowiły genialne uzupełnienie treści. Moim zachwytom nie ma końca. Nie znalazłam ani jednego mankamentu w tej publikacji. Polecam ją wszystkim fanom powieści z nagłymi zwrotami akcji. Nie będziecie się nudzić. Nie zapomnijcie jednak przeczytać wcześniej Wezwania. Bez niego nie ma sensu zabieranie się za Klucz Niebios.

James Frey, Nils Johnson-Shelton
Endgame. Klucz Niebios
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2015

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

James Frey, Nils Johnson-Shelton "Endgame. Wezwanie"

Jak pewnie wiecie, kilka dni temu skończyłam 25 lat. To straszne, jestem stara i w pełni zdaję sobie z tego faktu sprawę. Ostatnio jednak postanowiłam się nieco odmłodzić i czytam głównie książki dla młodzieży. Nie wiem, jak to się stało, ale przespałam pierwszą falę zachwytu książką Endgame. Wezwanie. Widziałam jej recenzje na innych blogach, lecz jakoś nie było nam po drodze. Dopiero niedawno postanowiłam podjąć to wezwanie. Gotowi do wzięcia udziału w Grze?

"-Co robisz? - panikuje mężczyzna.
-Gram - odpowiada spokojnie Baitsakhan.
- Ale w co? Dlaczego? - dopytuje Łom.
Chłopak przykłada nóż do gardła mężczyzny i otwiera je jednym ruchem.
- To Endgame - mówi. - Tu nie ma dlaczego."

12 tysięcy lat temu 12 starożytnych ludów dało początek ludzkości, a następnie zniknęło. Jednak przez cały ten czas każda z nich wybierała po jednym Graczu, który miałby reprezentować dany lud w chwili rozpoczęcia Endgame. Nie mogli mieć mniej niż 13 lat ani więcej niż 20. Od momentu wybrania do gry, byli szkoleni na zawodowych zabójców. Nie znali bólu czy strachu, nie mówiąc już o litości. Gdy przekraczali górną granicę wieku, na ich miejsce wybierano nową osobę. I tak w kółko. Wszystko kończyło się, gdy na Ziemię spadł deszcz meteorytów. To było dla Graczy wezwanie, które musieli podjąć.

Marcus. Chiyoko. Sarah. Alice. Aisling. Baitsakhan. Jago. An. Shari. Kala. Maccabee. Hilal.
12 Graczy, którzy rozpoczęli bój o przetrwanie.
Zwycięzca może być tylko jeden.
Kto z nich zdobędzie wszystkie klucze i stanie się bohaterem?

Endgame może przypominać Igrzyska śmierci. Uczestnicy Gry walczą na śmierć i życie. Zawiązują sojusze, lecz wiedzą, że w ostatecznej fazie tylko jedna osoba może zostać zwycięzcą. Większość z nich jest bezwzględna i budzi strach. Trudno im się dziwić, w końcu od małego byli przygotowani na to, co się stanie, i wiedzieli, jak duża odpowiedzialność na nich ciąży. Nie mogą nikomu oddać swojego zadania. Do Endgame nie zgłaszają się ochotnicy.

Ta książka liczy sobie 500 stron, jednak pochłonęłam ją w ciągu jednego dnia. Siedziałam jak na szpilkach, śledząc akcję. Kilka momentów zaparło mi dech w piersiach. Zakończenie wgniotło mnie w fotel. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Jestem głodna kolejnych wrażeń i już ostrzę sobie zęby na kolejną część.

James Frey i Nils Johnson-Shelton stworzyli niezwykłe uniwersum. Endgame to coś więcej niż książka. Czytelnicy naprawdę mogą wziąć udział w Grze, która rozpoczęła się 7 października 2014 roku, a skończy 7 października 2016. Nagroda główna wynosi 500000 $. Kusi, prawda? Nie myślcie jednak, że tak łatwo zgarnąć tę okrągłą sumkę. Trzeba się nad tym sporo nagłowić.

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ta książka jest nowatorska. Nie widziałam wcześniej czegoś takiego. Sporo w niej odnośników do stron internetowych i zagadek. Wielbiciele liczbowych łamigłówek na pewno znajdą tu coś dla siebie. Kiedy przeglądałam książkę po tym, jak ją dostałam, nieco przestraszyłam się tych wszystkich cyferek, ale teraz wiem, że mają one sens i nie zostały tu umieszczone przez przypadek.

Ogromnym plusem jest sposób prowadzenia narracji. Wszechobecny narrator to był strzał w dziesiątkę. Opowieść z perspektywy jednego bohatera byłaby niepełna. Gdyby mówili wszyscy - zrobiłby się chaos. Teraz było idealnie. Miałam wrażenie, że siedzę w kinie i oglądam film akcji. Bardzo chciałabym, żeby ktoś podjął się przeniesienia tej powieści na szklany ekran. Biegłabym na Endgame w podskokach i nie odpuściłabym premiery, nawet gdyby to oznaczało siedzenie w pierwszym rzędzie.

Zabrakło mi nieco informacji o mitologii i o tym, co działo się w dawnych czasach. Liczę na to, że kolejne powieści uzupełnią te braki. Wtedy obraz świata będzie kompletny. 

"Żyjcie, umierajcie, kochajcie, zdradzajcie, mścijcie się. Cokolwiek chcecie. Endgame to zagadka życia, powód śmierci. Grajcie. Co ma być, to będzie."

James Frey, Nils Johnson-Shleton
Endgame. Wezwanie
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2014

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

James Frey "Milion małych kawałków"


Są książki, przez które bardzo trudno przejść. Nie dlatego, że są nudne czy źle napisane, ale dlatego, że pokazują jedną z najtrudniejszych walk, z jakimi człowiek musi się zmierzyć. Jest to walka z samym sobą i uzależnieniami. Gwarantuję, że po tej lekturze nic już nie będzie takie samo. Gotowi na jazdę bez trzymanki? Wsiadajcie, zapraszam w podróż po świecie Jamesa, w którym kiedyś każdy dzień zaczynał się bolesnymi torsjami, a kończył piciem i ćpaniem.
Wielu ludzi uważa, że narkomani to dzieci ulicy, które nic w swoim życiu nie osiągnęły. Nie potrafią zrozumieć, że także ludzie sukcesu, którzy mają rodziny i miliony na kontach wpadają w szpony nałogu. James może i nie był milionerem, ale nie pochodził z patologicznej rodziny, nie brakowało mu niczego. Jednak już od najmłodszych lat zaczyna się uzależniać od alkoholu i narkotyków. W końcu w bardzo złym stanie trafia do ośrodka odwykowego. Myślicie, że chce pomocy? Nie do końca, ale nie chcę za dużo zdradzić. Przetrwanie w tym miejscu okazuje się prawdziwym wyzwaniem. James, choć łamie wiele zasad, postanawia wytrwać w trzeźwości. Zdaje sobie sprawę z tego, że jedną nogą jest już w grobie. Może i nie prowadził idealnego życia, ale nie chce umierać. W ośrodku poznaje wielu ludzi, którzy na zawsze zmienią jego życie. O ich losach możecie poczytać na końcu książki.
Kiedy zobaczyłam, w jaki sposób wydano Milion małych kawałków, pomyślałam, że moje korektorskie serce tego nie zniesie. Wielkie litery pośrodku zdań, brak podziału na narrację i dialogi. To było dla mnie wyzwanie, ale wiecie co, po paru stronach miałam w nosie to, w jaki sposób przygotowano do druku tę książkę. Liczyły się emocje płynące do czytelnika ze stron, a uwierzcie mi, było ich sporo. Śmiałam się, płakałam, denerwowałam i czułam się momentami zmęczona całą tą sytuacją, ale nie żałuję, że tę lekturę mam za sobą. To zupełnie inne spojrzenie na problem uzależnień. Takiej mieszanki nie zaserwował mi nikt. Jeszcze w tym wszystkim znalazło się miejsce na miłość. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Poprzez swoją historię James pokazuje, że wyjście z nałogu nie jest rzeczą niemożliwą. Jest trudne, boli i wymaga wiele samozaparcia, ale milion małych kawałków da się poskładać w wartościową całość. Ta opowieść sięga do najmroczniejszych zakamarków duszy, budzi przerażenie, momentami wstręt, ale też daje nadzieję, nie można o tym zapomnieć.
Jeśli szukacie naprawdę mocnej i wymagającej historii, która pozwoli Wam zajrzeć do psychiki osoby uzależnionej - sięgnijcie po Milion małych kawałków. To niezwykła historia człowieka, który upadł na samo dno, stoczył heroiczną walkę o siebie samego i skleił milion małych kawałków w jeden. Gwarantuję, że na wiele spraw spojrzycie zupełnie inaczej. Wiele zrozumiecie i przestaniecie oceniać pewne kwestie bez wcześniejszego zastanowienia się nad nimi. Jedna moja znajoma powiedziała, że ta książka nie powinna być czytana przez młodzież. Ja jestem innego zdania. Wylanie niektórym zimnego kubła na głowę może sprawić, że zaczną myśleć. Niech Milion małych kawałków będzie przestrogą dla tych, którzy uważają, że mogą się niszczyć, bo są za młodzi, by umierać.

James Frey
Milion małych kawałków
Wydawnictwo Burda Książki
Warszawa 2015
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka