Michael Crichton "Park Jurajski"

 

Dzięki zaangażowaniu ekscentrycznego milionera na niewielkiej wyspie w pobliżu Kostaryki powstaje Jurassic Park, którego największą atrakcją są żywe dinozaury, sklonowane za sprawą DNA pozyskanego z krwi zatopionych w bursztynie owadów. Niestety stworzony przez człowieka ekosystem wymyka się spod kontroli – dinozaury wydostają się na wolność i rozpoczynają polowanie na inne stworzenia oraz... ludzi.

W latach dziewięćdziesiątych XX wieku od tej książki Michaela Crichtona zaczęła się wielka, trwająca do dziś fascynacja prehistorycznym światem dinozaurów. Niewątpliwy udział miała w tym znakomita ekranizacja powieści w reżyserii Stevena Spielberga.

Czy są na sali fani dinozaurów? Jeśli tak, to podejrzewam, że część z Was kojarzy tę książkę, o filmie już nie wspominając. 

Park wypełniony przywróconymi do życia dinozaurami. To miała być atrakcja przynosząca spore zyski. Wiele osób przecież będzie chciało zobaczyć dinozaura na własne oczy. Co może pójść nie tak? Całkiem sporo, biorąc pod uwagę, że ma się do czynienia ze stworzeniami, które człowiekowi nie są znane i nie można przewidzieć ich zachowania. Kto na przykład mógłby pomyśleć, że zaczną na siebie polować albo pokonają zbudowane ludzką ręką bariery i wymkną się spod kontroli?

Byłam bardzo ciekawa tej książki. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądał Park Jurajski oczami Crichtona. I muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o warstwę dotyczącą dinozaurów, to było całkiem ciekawie. Sporo tu ciekawostek, ale jednocześnie czasem książka wchodzi na tak mocno naukowe tony, że czytanie jej sprawiało mi problemy, zwyczajnie mózg mi się palił od nadmiaru informacji. Mimo wszystko byłam jednak zafascynowana parkiem, w którym żyły wyhodowane przez ludzi dinozaury. I nie był mi obojętny ich los, kiedy zaczęło się tam źle dziać i doszło do krwawej rozwałki. Scena w przedszkolu dinozaurów będzie mi się śniła po nocach jeszcze długo.

Akcja nie mknie tu na złamanie karku, nacisk jest położony raczej na to, jak powstawały dinozaury, jak ludzie starają się je przystosować do życia na nieznanej im Ziemi. Pokazuje też, jakie motywacje stały za poszczególnymi bohaterami, co widzieli w Parku. Pewne wątki pokrywają się z filmem, inne nie, jednak nie będę tutaj robić porównania.

Uwielbiam postać Alana Granta, to zdecydowanie mój faworyt, zaraz obok Tima. Za to życzyłam Lex bliskiego spotkania z dinozaurem, jakimkolwiek, byleby tylko ją zeżarł i żeby przestała się odzywać. Jak ona mnie wkurzała... Już dawno żaden bohater tak mi na nerwach nie grał. Niektóre sceny z jej udziałem sprawiały, że miałam ochotę rzucać książką po pokoju.

Reasumując - momentami mocno wjeżdżają naukowe dłużyzny, które nieco wybijają z rytmu czytania, ale mimo wszystko Park Jurajski mnie zafascynował i choć na moment przeniosłam się do innego świata. I sceny z szalejącymi dinozaurami troszkę ciarek na plecach wywoływały.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka