Bałaganiarstwa się nie dziedziczy, nie jest ono także związane z brakiem czasu, to raczej nagromadzenie błędnych przekonań o porządkowaniu.
Autorka prezentuje własną metodę – konMari – na uporządkowanie najbliższego otoczenia, zmianę podejścia do życia i sposobu myślenia. Omawia istotne decyzje, które należy podjąć, aby było to możliwe. Pokazuje, jak skutecznie zmienić nawyki.
W tej książce znajdziesz odpowiedzi na pytania:
- Jak selekcjonować przedmioty?
- Jak utrzymać porządek wokół siebie?
- Jak rozróżnić to, co naprawdę cenne?
- Jak sprawić, aby przedmioty odnalazły swoje właściwe miejsce?
- Co zrobić, gdy nie potrafisz niczego wyrzucić?
Sobota - dzień wiadra i mopa czy czas na odpoczynek i spotkania z bliskimi? U mnie od wielu lat to drugie. Wypracowaliśmy sobie system sprzątania w tygodniu, działa, więc w weekend możemy cieszyć się spokojnymi porankami i wolnym czasem.
Po tę książkę sięgnęłam z ciekawości, była dostępna w ramach mojego abonamentu na Empik Go, więc postanowiłam przekonać się, co Marie Kondo będzie miała mi do powiedzenia na temat gromadzenia rzeczy, utrzymywania porządku i pozbywania się tego, co nie jest potrzebne. Wiele osób się nią zachwycało, więc powiedziałam "sprawdzam".
W trakcie lektury bardzo mocno rzuca się w oczy odmienne od naszego europejskiego podejście do rzeczy. Czułabym się dziwnie, gdybym miała dziękować ubraniom, za to, co zrobiły dla mnie w trakcie dnia, gdy je nosiłam. Nie mówię, że to jest złe, nic z tych rzeczy. Widziałam po opiniach w sieci, że kilka osób też zwróciło na to uwagę.
Do myślenia dał mi fragment o przekazywaniu innym rzeczy, które u nas zalegają. Czasem z magazynku w naszym mieszkaniu robimy magazynek w domu rodziców, sama tak kiedyś miałam. Nadal wywożę do rodziców rzeczy, ale tylko takie, z których skorzystam, będąc u nich, żeby na przykład mieć awaryjne ubrania. Wiem też, że moja przyjaciółka przyjmie na tony zużyte ręczniki czy stare koszulki, bo robi z nich szmatki do pracy. Oduczyłam się wywożenia czegoś, z czego ja nie korzystam, a może oni to zrobią, sentymenty poszły na bok.
Zgadzam się z tym, co powiedziała autorka, że warto sprzątać kategoriami. Wtedy widzi się, ile ma się naprawdę rzeczy. Bo jak sprząta się pokoje jeden po drugim, to zawsze się gdzieś coś upchnie, a nie o to chodzi. Sama oduczyłam się kupowania zeszytów i długopisów, kiedy zobaczyłam, ile ich mam. Podobnie było z foremkami do ciasteczek i kubkami. Teraz jestem na detoksie i idzie mi całkiem dobrze.
Niektóre stwierdzenia autorki sprawiły, że uśmiechnęłam się pod nosem, ale to kwestia wspomnianej przeze mnie różnicy kulturowej. Wakacje dla skarpetek też niespecjalnie do mnie przemawiają, ale nie będę tego rozpatrywać w kwestii mankamentów. Za to pod kątem redakcyjnym książka mogłaby być lepiej opracowana, bo momentami oczy aż krwawiły.
Jeśli macie problem z gromadzeniem rzeczy, nie potraficie pożegnać się z niechcianymi prezentami albo chcecie przekonać się, czy nad bałaganem można skutecznie zapanować, to ta publikacja może dać Wam pewne wskazówki.

przez
Blokotka
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)