Sam Kelly "Historia ludzkości na haju"

 

Wiedzieliście, że Aleksander Wielki był notorycznym pijakiem, Szekspir ponoć nie stronił od marihuany, a Steve Jobs uważał, że LSD pomogło mu poszerzyć wyobraźnię? A może obiło się wam o uszy, że Zygmunt Freud tak uwielbiał kokainę, że nieustannie ją zażywał i przepisywał swoim pacjentom?

W swojej książce Sam Kelly opowie wam o tym, o czym raczej nie dowiedzieliście się od swoich nauczycieli historii, ujawni naprawdę dziwaczne aspekty życia znanych postaci i okrasi to wszystko błyskotliwym, humorystycznym komentarzem. Zacznie od starożytnej Grecji (Wyrocznia delficka w halucynogennych oparach),a skończy na współczesności (Carl Sagan na astronomicznym haju).

Kiedy zobaczyłam tę książkę i przeczytałam jej opis, zaczęłam przebierać nóżkami i zacierać rączki. Wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Uwielbiam historię w wersji nieocenzurowanej i byłam ciekawa, co Sam Kelly powie mi o używkach i o tym, jak wpłynęły na historię ludzkości.

I ustalmy od razu jedną rzecz. Ta publikacja to nie jest historia ludzkości, nie rozpatrywałabym jej nawet jako książki historycznej. Co prawda jest podzielona na epoki, zaczynamy w starożytności, a kończymy na współczesności, ale to jest zbiór ciekawostek o znanych osobach, nie spojrzenie na historię na haju, co obiecuje nam okładka. I z tego powodu mam problem z tą publikacją. 

Znajdziecie tutaj ciekawostki na temat znanych osób, które miały słabość do używek (czasem nie z własnej woli). Będziecie mogli przekonać się, jak wyglądała czarna strona Hollywood. W jaki sposób prezydenci Stanów Zjednoczonych ukrywali swoje słabości. Nie zabrakło również historii człowieka, który wykorzystał swoje uzależnienie, by pokazać innym, że od dna można się odbić. Całość utrzymana jest w lekkim, przystępnym tonie, niemal plotkarskim.

Druga połowa książki, ta bliższa współczesnym nam czasom, była moim zdaniem ciekawsza, chociaż zabrakło mi większej różnorodności, jeśli chodzi o bohaterów poszczególnych rozdziałów. Nie brakuje tu europejskich nazwisk, ale mam takie poczucie, że temat używek, które nie są obce znanym ludziom, został zaledwie liźnięty.

Miałam większe oczekiwania, jeśli chodzi o tę publikację. Zwłaszcza że widziałam sporo zachwytów na jej temat. Nie powiem, że żałuję, że po nią sięgnęłam, ale nie dostałam tego, co mi obiecywano. Owszem, łapałam się za głowę, widząc, jak faszerowano ludzi, by wycisnąć ich jak cytrynę, lekko też uśmiechnęłam się, czytając niektóre fragmenty, ale kapcie są na miejscu, nie wyrwało mnie z nich. A szkoda.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka