Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edipresse Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edipresse Książki. Pokaż wszystkie posty

Nora Roberts "Kryjówka"

 

Jeden dzień, pomyślała, jedna chwila, jedna niewinna zabawa. Jak to jest, że ten dzień, ta chwila, ta zabawa wydają się nie mieć końca? Caitlyn Sullivan ma zaledwie dziesięć lat, gdy zabawa w chowanego podczas rodzinnego spotkania na zawsze zmieni jej los. Zdrada, której wtedy doświadczy, nada kształt jej życiu i sprawi, że następne lata będą nieustanną ucieczką przed następstwami traumy. Mimo to przyjdzie moment, gdy Caitlyn zda sobie sprawę, że jeśli nie chce po prostu przetrwać, lecz rozkwitnąć, powinna wrócić do rodzinnego domu i zmierzyć się z przeszłością. Wspomnienie tamtego wieczoru być może nigdy nie przestanie jej ścigać, jednak Caitlyn musi zdecydować, czy liczy się to, przed czym uciekamy, czy to, kto nas znajdzie.

Natasza Socha "Zagubieni"

Sonia i Mati nie znają się. Spotykają się przypadkowo na moście. Oboje w tym samym czasie postanowili odebrać sobie życie. Najpierw muszą jednak ustalić, które z nich skoczy pierwsze. Po całonocnej rozmowie nadal nie mogą się zdecydować, żadne z nich nie chce być tym drugim. Jedynym wyjściem wydaje się odroczenie samobójczego planu. I tak Sonia i Mati dają sobie miesiąc, by przekonać się, że może warto zaufać światu. A może i świat zaufa im?

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #177 Magda Stachula "Oszukana"

Lena ma dwadzieścia trzy lata, interesuje się fotografią, mieszka w uroczej willi nad jeziorem. W wielkim domu, otoczonym lasem. Oprócz niej mieszkają tam jej narzeczony i pies. Romantycznie? No prawie. Lena musiała uciekać, by ocalić życie. Stara się żyć przeszłością, którą sobie wymyśliła. Powoli zaczyna wierzyć we własne kłamstwa. A co, jeśli te wyjdą na jaw? Jeśli dopadnie ją jej prawdziwa przeszłość?

Alek Rogoziński "Śmierć w blasku fleszy"

Mariusz i Dominika prowadzą agencję zajmującą się organizacją imprez. Kiedy otrzymują zlecenie przygotowania pokazu mody najpopularniejszych polskich projektantów, starają się zrobić wszystko, aby stał on się najważniejszym wydarzeniem towarzyskim sezonu. Coś jednak idzie nie tak. Bardzo nie tak. Pokaz kończy się morderstwem znanej modelki, a podejrzenia padają na jedną z pracownic ich agencji. Czy kobieta faktycznie miała swój udział w zbrodni? Na to pytanie starają się odpowiedzieć Mario i Miśka. Z pomocą przychodzi im Stefania, mama Dominiki.

Sandra Brown "Furia"

Major Franklin Trapper 25 lat temu wyprowadził w bezpieczne miejsce garstkę osób ocalałych po ataku bombowym w jednym z hoteli w Dallas. Często udzielał wywiadów i występował publicznie. Po latach nagle zaczął unikać rozgłosu i wszelkich kontaktów z mediami. Kerry Bailey, ambitna dziennikarka, chce przeprowadzić z nim wywiad za wszelką cenę. Najpierw jednak musi przekonać do tego pomysłu syna majora Johna Trappera, który jest jedyną osobą, która może ją majorowi przedstawić. Ten co prawda nie chce mieć nic wspólnego z ojcem, ale w końcu zgadza się pomóc Bailey. Wieczór wywiadu kończy się jednak fatalnie. Nieznani sprawcy atakują majora i dziennikarkę. Kto za tym stoi?

J.L. Butler "Nigdy cię nie opuszczę"

Francine Day jest ambitną prawniczką, która właśnie ubiega się o jedwabną togę. Może ją uzyskać dzięki sprawie Martina Joya. Chodzi konkretnie o przeprowadzenie jego rozwodu. Sprawy nieco się komplikują, gdy Fran i Martin zaczynają ze sobą romansować. Niespodziewanie znika żona mężczyzny. Co się z nią stało?

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #158 Lisa Jewell "Kiedy ciebie nie ma"

Człowiek, który nie jest w stanie kochać, ale rozpaczliwie potrzebuje być kochanym, jest naprawdę niebezpieczny.
Ellie była ukochaną córką Laurel. Miała 15 lat, gdy zaginęła. Chociaż minęło już 10 lat od tego dnia, jej matka nie traci nadziei na odnalezienie dziecka. Wtedy w życiu Laurel pojawia się pewien mężczyzna, w którym kobieta zaczyna się zakochiwać. Czy uda jej się ułożyć życie? Czy dowie się w końcu, co stało się z Ellie?

Anna Szczepanek "Nietypowa Matka Polka"

"W świecie, w którym wszyscy są piękni, fit i ćwiczą z Chodakowską, ona postanowiła nie nakładać filtra na swoje zmarszczki i cellulit, a jako guru wybrała sobie Dorotę z "Moich Wypieków". W świecie, w którym rodziny w mediach społecznościowych są zawsze uśmiechnięte jak z reklamy pasty do zębów, mają nienaganne maniery i lśniący dom - ona mówi, że zawsze chciała, by pośmiertnie mówiono o niej "fajna babka", a nie ta z najczystszymi oknami". Te słowa sprawiły, że postanowiłam zapoznać się z tą książką. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Nina Majewska-Brown "Anka. Inne oblicze szczęścia"

Anka, główna bohaterka powieści, ma 40 lat, męża, z którym jest bardziej z przyzwyczajenia niż z miłości, przyssanego do komputera pełnoletniego syna, który nie ma pomysłu na życie oraz pracę, której nienawidzi. Na domiar złego nie potrafi pozbyć się zbędnych kilogramów, więc czuje się jak wielka kupa nieszczęścia. Czy Ance uda się odnaleźć szczęście?

Hanna Lindberg "Sekrety Sztokholmu"

Lennie Lee swego czasu był na topie. Czasopismo dla mężczyzn, którym kierował, było popularne, on mieszkał w luksusowym apartamencie, a i na brak kobiet nie mógł narzekać. Ale dobra passa się kończy. Nakład leci w dół. Przyjaciele odwracają się od niego. I kiedy wszystko wydaje się zmierzać w złą stronę, znajomy biznesmen zleca mu zorganizowanie imprezy stulecia. Młoda dziennikarka Solveig Berg, za wszelką cenę chciała odnaleźć newsa, który zwali wszystkich z nóg. Zapędziła się jednak za daleko, popełniła karygodny błąd, straciła pracę i szacunek w branży. Teraz robi wszystko, by znów powrócić do łask. Kiedy policja znajduje zwłoki modelki i blogerki Jennifer Leone, drogi Lenniego i Solveig się przecinają. 

Magdalena Majcher "Jeden wieczór w Paradise"

Marianna od 15 lat jest żoną Pawła. Zajmuje się pracą, domem i wychowaniem dzieci. Dla męża już jakiś czas temu stała się niewidzialna. Kobieta starała się naprawić ich relacje, jednak niezbyt jej się to udało. Kiedy na horyzoncie pojawia się Konrad, w Mani ożywają wspomnienia młodzieńczych lat. Czy spotkanie z mężczyzną wywróci poukładane życie kobiety? Czy uda jej się poskładać chylące się ku upadkowi małżeństwo?

Trochę trudno będzie mi pisać o tej książce, tym bardziej, że poznałam Magdę na studiach. Po raz pierwszy czytałam książkę osoby, z którą miałam nieco więcej do czynienia. Dość długo zwlekałam z lekturą tego debiutu. Chciałam poczekać, aż emocje po jego wydaniu nieco opadną. Starałam się nie myśleć w trakcie czytania, że znam autorkę. Na początku ciężko było mi wyrzucić tę myśl z głowy, ale w końcu się to udało.

Marek Fiedler "Mała wielka Wyspa Wielkanocna"

Pogoda za oknem jest kiepska. Co Wy na to, żeby wybrać się w podróż w nieco cieplejsze miejsce?Nie znam osoby, która nie kojarzyłaby posągów moai z Wyspy Wielkanocnej. Skąd się wzięły? Kto je wykuł?

Marek Fiedler postanawia odkryć tajemnice posągów. Przedstawia nam historię Wyspy Wielkanocnej. Pokazuje, co działo się na nich na przełomie wieków. Odkrywa tajemnice i dzieli się nimi z czytelnikami. Na wyprawę wyruszył wraz z synem Markiem Oliwierem. Razem badają tereny, o których wciąż wiadomo niewiele.

Ewa Zdunek "Z pamiętnika zajętej wróżki"

Nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do tego, żeby pójść do wróżki, choć kilka moich koleżanek ma za sobą taką wizytę. Postanowiłam jednak poznać Emilię, która w końcu zmieniła swoją pasję w stałą pracę. Stała się pełnoetatową wróżką.

Bohaterka dostała pracę w telewizji. Tam poznała inne koleżanki po fachu. Nieco specyficzne. Czy Emilii uda się dopasować do telewizyjnych realiów? Jak będzie rozwijała się jej dalsza kariera? Czy ukochany Marek faktycznie okaże się rycerzem na białym koniu, który nie ma skazy? Przekonajcie się, jak wyglądało życie Emilii.

Z pamiętnika zajętej wróżki to lekka opowieść na leniwy wieczór. Z tym pamiętnikiem na pewno nie będziecie się nudzić. Nie bardzo wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tej lekturze. Nie byłam pewna, czy ta historia przypadnie do gustu osobie lubującej się w powieściach ociekających krwią. Potrzebowałam jednak czegoś, przy czym będę mogła oderwać się od rzeczywistości i dzięki Ewie Zdunek mi się to udało. Niemal cały czas śmiałam się podczas lektury.

To druga część Z pamiętnika samotnej wróżki. Jeśli go nie czytaliście, nadróbcie lepiej zaległości. Wtedy niektóre wątki będą bardziej zrozumiałe, choć nie powinniście raczej czuć się zagubieni w trakcie lektury i będziecie wiedzieli, co się dzieje.

Ewa Zdunek potrafi zaczarować słowem. Ma lekkie pióro. Drogie Panie, jeżeli szukacie lektury, przy której odpoczniecie od codziennej gonitwy, możecie spokojnie sięgnąć po tę książkę. Skoro mnie, osobie lubiącej wartką akcję, przypadła do gustu, nie będziecie raczej rozczarowane. 

Ewa Zdunek
Z pamiętnika zajętej wróżki
Wydawnictwo Edipresse Książki
Warszawa 2017

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Edipresse Książki.

Nora Roberts "Obsesja"

Wokół książek Nory Roberts krążyłam od bardzo dawna. Nigdy jakoś nie mogłam przekonać się do tego, by je przeczytać. Uważałam, że to typowo babska lektura i nie znajdę w niej nic dla siebie. Po przeczytaniu Obsesji wiem, że nie miałam racji.

Poznajcie Naomi Carson. Dzieciństwo kobiety zostało przerwane przez brutalną zbrodnię, którą popełniła bliska jej osoba. Choć dojście do siebie po tym, co się stało, nie było proste, Naomi nie poddała się i oddała się bez reszty swojej największej pasji - fotografii. Dzięki pracy mogła podróżować i zarabiać. Teraz jednak postanowiła znaleźć dla siebie miejsce. Kupiła wymagający remontu stary dom na skarpie. Naomi poczuła, że tu zacznie wszystko od nowa. Nie przypuszczała jednak, że dopadną ją demony przeszłości. Ktoś odkrywa skrywaną przez nią tajemnicę i zaczyna szantażować kobietę. Kim okaże się jej prześladowca? Czy Naomi odnajdzie w końcu spokój?

Trudno mi jednoznacznie określić gatunek tej powieści. To pomieszanie thrillera z romansem. Przeważnie takie mieszanki nie wzbudzają we mnie większych emocji. Tym razem było zupełnie inaczej. Przepadłam od pierwszych stron. Zaczęło się dość mrocznie. Nie chcę zdradzać Wam szczegółów, ale w trakcie lektury czułam na ciele gęsią skórkę. To, do czego doszło w lesie, nie powinno wydarzyć się nigdy.

Nora Roberts przez całą powieść grała mi na nosie. Kiedy już myślałam, że thrillerowe wątki odeszły w niepamięć na rzecz romansu, dostawałam obuchem w głowę i po raz kolejny czułam ciarki na całym ciele. Takie mieszanki wybuchowe to ja czytać mogę. Nie do końca wiedziałam, jak dalej potoczy się akcja powieści i czyj trup za chwilę wypadnie z którejś ze stron.

Polubiłam główną bohaterkę i podziwiałam ją za siłę, jaką w sobie skrywała. Nie każdy na jej miejscu byłby w stanie pozbierać się po takim zadanym przez życie ciosie. Z zapartym tchem śledziłam jej losy i chciałam, by wszystko w końcu się poukładało. Kto jak kto, ale ona zasłużyła na szczęście.

Lektura tej książki zmusza czytelnika do tego, by zastanowił się, czy faktycznie zna bliską swojemu sercu osobę. Czy faktycznie możemy jej ufać. A co, jeśli okaże się ona potworem zdolnym do tego, by zniszczyć komuś życie? Czy będziemy potrafili wybaczyć jej to, co zrobiła? Przekonajcie się, jak w trudnej sytuacji zachowała się Naomi. Polecam.

Nora Roberts
Obsesja
Wydawnictwo Edipresse Książki
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Edipresse Książki.

Zuzanna Korońska "Ja i inni wariaci"

Zuzanna była kobietą sukcesu. Psychologiem i coachem, szczęśliwą mężatką. W końcu zaczyna czuć, że dzieje się z nią coś złego. Od stanów euforycznych zaczyna przechodzić do głębokiej depresji. Lekarz orzeka, że kobieta cierpi na chorobę dwubiegunową. Zuzanna załamuje się diagnozą, lecz dochodzi do wniosku, że jakoś upora się z chorobą, nie biorąc przy tym przepisanych leków. Rzuca się w wir pracy, znajdując co chwila nowe zajęcie. Poznaje Młodego, którego od razu zaczyna pożądać. Początkowo nie chce zdradzić męża, jednak pociąg seksualny do mężczyzny jest silniejszy. Dariusz dowiaduje się o tym, że żona doprawiła mu rogi. Zdradę przyjmuje nad wyraz spokojnie, tłumacząc ją chorobą Zuzanny. Jak długo będzie w stanie udawać, że nic się nie stało? Czy kobiecie uda się pokonać własne demony?

Jakiś czas temu na moim blogu pojawiła się recenzja Bezdomnej. Bohaterka tej książki cierpiała, przynajmniej według autorki, na chorobę dwubiegunową. W trakcie lektury autobiograficznej powieści Zuzanny Korońskiej, po raz kolejny uświadomiłam sobie, że Katarzyna Michalak nie miała najmniejszego pojęcia o tym, co pisze. Porwała się z motyką na słońce i nie wyszło jej to na dobre. W tym przypadku było inaczej. To, co opisano w książce, wydarzyło się naprawdę. Autorka wiedziała, czym jest choroba dwubiegunowa.

Czytając tę książkę, zrozumiałam w końcu na czym polega ta choroba. Mogłam zobaczyć, jak wygląda jej przebieg. Historia Zuzanny pokazuje, że choruje nie tylko pacjent, ale także jego otoczenie. Współczułam Dariuszowi i podziwiałam go za to, że potrafił wytrwać z żoną na dobre i na złe. Wielu facetów na jego miejscu dałoby nogę. Kobieta miała ogromne szczęście, że trafiła na kogoś takiego. A Młody? To była zupełnie inna historia. Jaka? Przekonajcie się o tym sami, nie będę Wam psuła niespodzianki.

Może i okładka jest cukierkowa, ale opisana w niej historia do najprostszych nie należy. To opowieść o walce z demonami. Trudna i niejednokrotnie niemal niemożliwa do wygrania. Daje do myślenia i pozostaje w pamięci.

Jeśli chcecie przekonać się, czym właściwie jest choroba dwubiegunowa i jak wygląda walka z nią, przeczytajcie tę książkę. Nie będzie to łatwa lektura, ale dzięki niej zrozumiecie chorych ludzi i spojrzycie na nich w inny sposób. I jeśli czytaliście Bezdomną, pozbędziecie się z pamięci zakłamanego obrazu choroby dwubiegunowej.

Zuzanna Korońska
Ja i inni wariaci
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Wydawnictwu Edipresse.

Beata Lewandowska-Kaftan "Afryka jest kobietą"

Afrykańskie kobiety chyba do końca życia będą kojarzyły mi się z matronami, które zostały w brutalny sposób obrzezane. Jaki obraz mieszkanek Afryki przedstawiła mi Beata Lewandowska-Kaftan.

Według afrykańskich obyczajów, zwłaszcza w wioskach, kobieta została stworzona do tego, by urodzić jak najwięcej dzieci. Ich zadaniem jest opiekowanie się domem. Mężczyzna ma jej zapewnić pożywienie. W niektórych rejonach Afryki kobiety, które nie mogą mieć dzieci, nie są poniżane, wręcz przeciwnie. Opiekują się potomstwem pozostałych żon swojego męża i traktują je jak własne. Nikt nie wytyka ich palcami. Nie wszystkie z nich zostały obrzezane. Niektóre plemiona porzuciły ten barbarzyński obyczaj. Kobiety mieszkające poza miastem, są dumne i pewne siebie. Dobrze wiedzą, kim są, mają w sercu silnie zakorzenioną plemienną tradycję. Rola kobiet w wielu plemionach wzrasta. Niektóre z nich zaczynają nawet na siebie zarabiać. Nie wszystkim mężczyznom się to podoba, lecz nie są w stanie nic na to poradzić. Wiedzą, że bez kobiet zbyt długo nie przetrwają.

Pochodzące z Afryki kobiety są jak barwne ptaki. Ubrane w kolorowe ubrania i korale wyglądają pięknie. Chętnie pozują do zdjęć z turystami i żeby na tym zarobić, są w stanie zrobić wiele. Nawet włożyć na siebie dziwne rzeczy, co możecie zauważyć na jednej z fotografii.

Beata Lewandowska-Kaftan pokazuje również to, jak wygląda macierzyństwo afrykańskich kobiet. Jak wspomniałam, mają one wiele dzieci, co nie znaczy, że puszczają je samopas i pozwalają robić im to, co chcą. Przekonajcie się sami, jak wygląda wychowanie dziecka na Czarnym Lądzie. Zastanawialiście się, skąd biorą się dziwne czasem afrykańskie imiona? Autorka to wyjaśnia. Nadanie imienia dziecku to przywilej matki. Przeważnie kojarzy się ono z ważnym wydarzeniem, które towarzyszyło porodowi. Wspomniano tu choćby chłopca o imieniu Erplejn. Nad głową jego rodzącej matki przeleciał samolot, stąd też pomysł na imię.

Ta książka pokazała mi Afrykę z zupełnie innej strony. Przeważnie poznawałam ją z perspektywy mężczyzny, wojownika, który ruszał na polowanie i zapładniał swoje żony, licząc na narodziny kolejnego syna. Beata Lewandowska-Kaftan pozwoliła mi poznać siłę afrykańskich kobiet, ich majestat. Niektóre z nich wzbudzały mój strach, ale przed każdą z nich czułam respekt i zaczynałam je podziwiać. Nie mają w życiu lekko, jednak kroczą przez nie z dumą. Za sprawą autorki mogłam też uczestniczyć w afrykańskim weselu. To była niezwykła lekcja kultury. Jedyny opis wesela z tamtych stron znałam z Białej Masajki i cieszę się, że Beata Lewandowska-Kaftan nieco uzupełniła moją wiedzę na temat ślubnych obyczajów rodem z Afryki. Znajdziecie tu także fotorelację z tego wydarzenia.

Afryka zawsze będzie z jednej strony budzić niepokój, ale również i zachwycać. Beata Lewandowska-Kaftan przeniosła mnie do zupełnie innego świata. Pozwoliła mi spojrzeć na niego swoimi oczami. Jej opowieść uzupełniają przepiękne zdjęcia, dzięki którym Afrykę mamy na wyciągnięcie ręki.

Polecam wszystkim gorąco tę książkę. Dzięki niej w zupełnie inny sposób spojrzycie na Afrykę i mieszkających w niej ludzi. Ja sama dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i poznałam ludzi, którzy porzucili Europę, by wyjechać do Afryki. Z chęcią jeszcze kiedyś wrócę do tej książki. Sobie i Wam życzę równie dobrych opowieści z podróży. Beata Lewandowska-Kaftan jak potrafi przenieść czytelnika do innej rzeczywistości. Nie będziecie się z nią nudzić na Czarnym Lądzie. Mogę Wam to zagwarantować.

Beata Lewandowska-Kaftan
Afryka jest kobietą
Edipresse Książki
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Sztukater i Wydawnictwu Edipresse Książki.

Anna Bogusławska "Wieczór panieński - cała prawda"

Nigdy nie kręcił mnie striptiz. Nie ciągnęło mnie, żeby pójść do klubu na wieczór dla pań, w trakcie którego pojawiliby się striptizerzy. Modliłam się, żeby moja starsza siostra nie wpadła na idiotyczny pomysł i nie skołowała mi ich na wieczór panieński. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, ale powiem szczerze, że gdybym dowiedziała się, że u którejś z moich koleżanek mają się za kasę rozbierać na panieńskim mężczyźni, za nic nie poszłabym na imprezę. Mam męża i nie czuję potrzeby oglądania innych facetów. Dlaczego więc zdecydowałam się na lekturę książki o jednym z najbardziej znanych polskich tancerzy erotycznych? Odpowiedź jest bardzo prosta - z ciekawości. Chciałam przekonać się, co Dawid Ozdoba ma mi na swój temat do opowiedzenia.

Główny bohater przyznaje, że praca, jaką wykonuje, wymaga od niego sporo poświęcenia. Mężczyzna musi bowiem odpowiednio się odżywiać, dbać o swoje ciało i ćwiczyć. Podchodzi do pracy z pełnym profesjonalizmem. Wie, że kobiety, dla których tańczy, są wymagającymi klientkami. Chociaż dobrze zarabia, jest znany i płeć piękna za nim szaleje, Dawid Ozdoba wciąż jest sam. Na pytanie dotyczące rodziny odpowiada, że chce ją mieć, ale tylko z wyjątkową kobietą.

Mam bardzo mieszane uczucia, jeśli chodzi o głównego zainteresowanego. Z jednej strony wydaje się być całkiem sympatycznym kolesiem, któremu nie w głowie przelatywanie przyszłych panien młodych. Z drugiej strony momentami czułam się przytłoczona przez jego ego. Zwłaszcza wtedy, gdy czytałam chociażby o scenie pod prysznicem. Nie chcę nikogo obrażać, ale mam wrażenie, że czasem słuchałam opowieści chłopca, który nie potrafi, a może bardziej nie chce dorosnąć.

Cała opowieść jest w moim odczuciu nieco jednostronna. Anna Bogusławska jest przyjaciółką Dawida Ozdoby i raczej nie znajdziecie tu zbyt wiele opisów wyskoków tancerza. Raczej owiewano je tajemnicą. Zabrakło mi tu głosów osób trzecich, które uzupełniłyby tę historię. Sprawiły, że stałaby się bardziej obiektywna. W tym momencie czegoś jej brakuje, ma pewne luki. Widzimy tancerza erotycznego, który wykonuje swoją robotę, jest strażnikiem kobiet, dla których pracuje i nie pozwala im się stoczyć na kilka dni przed ślubem. Szlachetnie z jego strony. I nie mówię tego z sarkazmem. Niektórzy panowie pewnie chętnie wykorzystaliby okazję, by się zabawić. A że przyszła panna młoda zdradzi swojego ślubnego - kto by się tym przejmował. Chociaż dla mnie sam striptiz jest poniekąd zdradą - mam swojego faceta, a jaram się, że inny się przede mną rozebrał. Chyba jestem nie z tej epoki. W średniowieczu lepiej bym się odnalazła.

Jak wspomniałam, nie do końca wiem, co mam sądzić o Dawidzie Ozdobie i książce o nim. Czytało się ją szybko, to fakt, ale podejrzewam, że za parę tygodni nie będę o niej pamiętała. Czegoś tutaj zdecydowanie brakowało. Lektura niespecjalnie mnie urzekła. Może gdyby wypowiedział się w niej ktoś jeszcze, miałabym inne zdanie.

To nie jest typowa biografia. Podzielicie moje zdanie, jeśli zobaczycie, co jest napisane na końcu książki. Wieczór panieński przybliża czytelnikom postać Dawida Ozdoby, jednak na ile jest ona tu prawdziwa? Nie mnie to oceniać. Jeżeli znacie tego człowieka, możecie sięgnąć po publikację. Czy przypadnie Wam do gustu? Tego niestety nie wiem. Zaryzykujcie. Kto wie, może będziecie bardziej usatysfakcjonowani po lekturze niż ja.

Anna Bogusławska
Wieczór panieński - cała prawda
Wydawnictwo Edipresse Książki
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Sztukater i Wydawnictwu Edipresse Książki.

Jennifer Lopez "Prawdziwa miłość"

Uwielbiam Jennifer Lopez. Mam na swojej mp3 sporo jej kawałków, oglądałam też wszystkie filmy z jej udziałem. Może nie każdy mi się podobał, ale mam do tej artystki słabość i sentyment, dlatego też bez wahania postanowiłam sięgnąć po jej książkę Prawdziwa miłość. Co w niej znalazłam?

To opowieść o miłości.
Zaczęło się od jej utraty. Czułam, jakby mój świat nagle się rozsypał. Potem była podróż, która mnie odmieniła. Podczas przygotowań do światowej trasy koncertowej - pierwszej w mojej karierze - musiałam stawić czoła dużym wyzwaniom i pokonać paraliżujący lęk, lecz dzięki moim niezwykłym dzieciom wyszłam z tego silniejsza niż kiedykolwiek. To historia o tym, jak odkryłam najprawdziwszą ze wszystkich miłości - tak o swojej książce pisze Jennifer Lopez.

Pamiętam, jak na portalach plotkarskich rozpisywano się na temat rozwodu gwiazd z Markiem Anthonym. To był szał. Trzeci rozwód w jej karierze, jeśli dobrze liczę. Było mi jej żal. Dzięki tej książce zrozumiałam, co czuła, gdy małżeństwo, o które tak walczyła, legło w gruzach.

By nie zwariować, Jennifer Lopez wyrusza w trasę koncertową. Zabiera w nią dwoje dzieci: Maxa i Emme. Swoje skarby, które trzymają ją przy życiu. W swojej autobiografii opowiada nie tylko o bezgranicznej miłości do nich, ale także o tym, w jaki sposób przygotowywała się do tak ważnej dla niej trasy.

Czytając tę książkę, czułam, jak wypełnia mnie spokój. Wraz z Jennifer Lopez przeżywałam jej wzloty i upadki. Artystka wyłania się z opowieści przede wszystkim jako matka, która musiała zastąpić swoim dzieciom oboje rodziców. To ją przerażało. Nie chciała odbierać Maxowi i Emme szczęśliwego dzieciństwa, ale wiedziała, że jeśli zostanie z mężem, maluchy uznają, że kłótnie rodziców to coś normalnego. Artystka podkreśla, że dzieci robią nie to, o co się je prosi, lecz to, co widzą u swoich rodziców. Trudno jest się z tym nie zgodzić.

Nie myślałam, że ta książka tak bardzo mnie poruszy. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że Jennifer Lopez zdecydowała się na to, by w ten sposób otworzyć się przed fanami. Opowiedziała o swoim rozwodzie bez koloryzowania. Podziwiam ją za odwagę. Takie szczere książki lubię. Artystka pokazała się nam nie w taki sposób, jak chciałaby, żebyśmy ją widzieli – nie robi z siebie kobiety idealnej. Wręcz przeciwnie, uświadamia nam, że ma wady. Zupełnie inaczej na nią przez to wszystko spojrzałam. I ukłon w jej stronę za to, że o swoim byłym mężu mówiła raczej ciepło. Jakby nie było, jest ojcem jej dzieci. Pokazała klasę. W publikacji pojawia się wiele zdjęć. Pochodzą one z różnych okresów – od dzieciństwa Jennifer Lopez po fotki z trasy koncertowej. Nie brakuje fotografii, na których pojawiają się Max i Emme. Nawet były mąż kobiety przewinął się na kilku stronach. Jedyne, czego żałuję to fakt, że nie ma pod nimi podpisów. One uzupełniłyby tę historię. Owszem, domyślałam się, co na nich jest, ale brakowało mi kilku słów na ich temat od Jennifer Lopez. To mój jedyny zarzut wobec Prawdziwej miłości.

Polecam książkę fanom artystki i wszystkim tym, którzy lubią sięgać po autobiografie gwiazd. Jennifer Lopez otworzyła przed nami swoje serca i zafundowała nam bardzo emocjonalną opowieść. Warto ją poznać.

Jennifer Lopez
Prawdziwa miłość
Wydawnictwo Edipresse Książki
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Edipresse Książki.

Marta Kosakowska "Antydepresanty"

Nie jestem fanką Mariki. Owszem, kojarzę ją z telewizji, ale gdybyście kazali mi zanucić jej piosenkę, obawiam się, że niewiele by z tego wyszło. Postanowiłam jednak zapoznać się z Antydepresantami. Dlaczego? Wydawała mi się bardzo ciepłą osobą, gdy prowadziła The Voice of Poland i chciałam się przekonać, co ma do powiedzenia. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Marta Kosakowska otwiera przed czytelnikami swoje serce. Każdy z 20 rozdziałów kończy się tekstem piosenki wokalistki. Marika opowiada nie tylko o muzyce. Pozwala nam poznać swoją rodzinę. Kobieta ma czworo rodzeństwa: dwóch braci i dwie siostry. Możemy dzięki lekturze przekonać się, z kim łączą ją najbliższe relacje. Nie chcę streszczać wam tej książki. Musicie ją przeczytać sami.

Antydepresanty czyta się błyskawicznie. Pochłonęłam tę pozycję w ciągu paru godzin. Za oknem lał deszcz i trzaskały pioruny, a ja przeniosłam się do zupełnie innego świata. Magicznego. Marika ma bardzo lekkie pióro. Nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Sięgając po nią, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Nie czytałam żadnej recenzji, więc nie miałam pojęcia, co myślą na temat tej książki inni. Trochę bałam się tego, że autorka podkoloryzuje swoje życie. Na całe szczęście nie zrobiła tego. Opowiedziała nie tylko o sukcesach, ale również o porażkach. Przyznaje, że jej największym niepowodzeniem było pierwsze małżeństwo. Zanim sięgnęłam po Antydepresanty, nawet nie wiedziałam, że była kiedyś mężatką.

Jestem absolutnie oczarowana tą książką. Nie myślałam, że wywrze na mnie tak duże wrażenie. Ogromny szacunek dla autorki. Będę szczera – nie znajdziecie tu nic szczególnie odkrywczego, a mimo to Antydepresanty mają w sobie to coś, co sprawia, że czytelnik ciągle jest głodny wrażeń. Nie umiem tego zbyt ładnie ubrać w słowa, musicie mi to wybaczyć.

Uwielbiam książki, które wzbudzają we mnie emocje. Ta właśnie taka była. Czytając o rodzinie Mariki, wspominałam swoich nieżyjących już dziadków. Wspomnienia z dzieciństwa odżyły na nowo i w trakcie lektury na mojej twarzy pojawiły się łzy. Uświadomiłam sobie, jak bardzo za nimi tęsknię. Oni byli moimi antydepresantami i mam nadzieję, że gdziekolwiek są, nadal mnie wspierają i są dumni z tego, kim jestem.

Całość publikacji uzupełniają ilustracje. One nadają jej niezwykłego klimatu. Bez nich nie byłaby taka sama. Na użytkowników smartfonów czeka też niespodzianka. Jaka? Ja wam tego nie zdradzę. Jeśli chcecie się przekonać, co ma w zanadrzu autorka – poszukajcie jej książki, weźcie telefon w dłoń i delektujcie się bonusem.

Myślę, że Antydepresanty można spokojnie kupić komuś jako prezent. Obdarowana osoba powinna być zadowolona. Nie chodzi mi o to, że książka będzie ładnie wyglądać na półce, bo ma twardą oprawę i jest porządnie wydana. Mam na myśli przede wszystkim to, co znajdziecie w środku. Nie jestem w stanie porównać tej publikacji z czymś innym. Jest wyjątkowa. Tego nie można jej odmówić. Naprawdę warto poświęcić jej swój czas.

Pozwólcie Marice opowiedzieć o tym, co gra w jej duszy. Uwierzcie mi, tej lektury na pewno prędko nie zapomnicie. Daje pozytywnego kopa, przywołuje wspomnienia, wywołuje na twarzy uśmiech, sprawia też, że czytelnik popada w zadumę, ale warto czasem zatrzymać się na chwilę i pobyć z samym sobą. Polecam.


Marta Kosakowska
Antydepresanty
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję
Portalowi Sztukater i Wydawnictwu Edipresse.

Beata Pawlikowska "Blondynka nad Gangesem"

Średnio przepadam za książkami Beaty Pawlikowskiej. Zdecydowanie bardziej wolę pióro Martyny Wojciechowskiej. Dlaczego więc skusiłam się na lekturę Blondynki nad Gangesem? Pasjonują mnie Indie i chciałam dowiedzieć się o nich czegoś nowego. Co z tego wyszło?

Jeśli jeszcze nie wiecie, w jaki sposób podróżuje Beata Pawlikowska, już wam o tym mówię. Postanawia, że gdzieś jedzie, ale nie ma zarezerwowanego hotelu. Po przybyciu na miejscu porusza się miejscowymi środkami transportu. Unika klimatyzowanych pociągów. Nie potrzebuje także luksusu. Wystarcza jej zwykłe łóżko. Podobnie było w Indiach. Podróżniczka pojechała tam w ciemno. Nie miała nawet wizy, postanowiła załatwić ją na miejscu. W najnowszej publikacji opowiada o swoich przygodach. Wspomina podróż pociągiem ze studentami oraz kurs medytacji. Dzięki nowoczesnej technologii powstały multimedialne galerie, które można obejrzeć po ściągnięciu na telefon odpowiedniej aplikacji.

Opowieść Pawlikowskiej nie porwała mnie. Nie dowiedziałam się o Indiach niczego nowego. Wszystko, o czym napisała, znałam już z poprzednich książek. Wiedziałam, jak wyglądają pogrzeby, słyszałam o szacunku dla świętych krów. Ogromnie działało mi na nerwy to, że podróżniczka na każdym kroku dawała mi do zrozumienia, że jestem zerem, bo mieszkam w Europie. Wszędzie się spieszę, na nic nie mam czasu i ogólnie powinnam schować się do szafy, gdzie powinnam przesiedzieć do końca swoich dni. W Indiach za to jest świetnie. Niebo jest bardziej niebieskie, ludzie szczęśliwszy.

Strasznie męczyłam się nad tą książką. Przy kilku ostatnich rozdziałach niemal zgrzytałam zębami. Nuda, strata czasu, katowanie czytelnika – tak to mogę najlepiej w kilku słowach opisać. Ileż można czytać o uwięzieniu podczas kursu medytacji? No demony się we mnie budziły. Kiedyś jeszcze interesowały mnie podróże Pawlikowskiej, teraz nie mam ochoty o nich czytać. Relacje z zagranicznych wypraw nie są pisane z pasją, lecz dla pieniędzy. To widać. Męczy się czytelnik, męczy się autorka. Tylko po co? Irytował mnie styl podróżniczki. Momentami w trakcie lektury czułam się jak idiotka. Biły mnie po oczach także rysunki kobiety. Było ich za dużo i nie wnosiły do opowieści niczego.

Jeszcze jedną rzeczą, która mnie irytowała, było to, że Beata Pawlikowska uważa się za eksperta w wielu sprawach i wypowiada się na ich temat. To jest bardzo słabe. Rozumiem, kobieta ma swoje poglądy, ale mogłaby się czasem ugryźć w język.

Liczyłam na miłą podróż po Indiach i odkrycie kultury, której nie znam, a która mnie fascynuje. Nie stać mnie na podróż tam i choć poprzez lekturę chciałam się wybrać w to miejsce. Czytając tę relację, chciałam jak najszybciej wrócić do Polski, gdzie wszyscy się spieszą, mają w torbach za dużo rzeczy i nie mają na nic czasu. Nie miałam już ochoty czytać o dziurkach w nosie autorki.

Blondynka nad Gangesem utwierdziła mnie w przekonaniu, że nadszedł czas, by na dobre rozstać się z Beatą Pawlikowską. Jej opowieści mnie tylko denerwują. Wiem, że podróżniczka ma spore grono fanów. Ja do nich nie należę. Straciłam czas i nie dowiedziałam się niczego nowego. Żałuję, że skusiłam się na przeczytanie tej książki. Jeśli poprzednie podróże Pawlikowskiej przypadły wam do gustu, z tą pewnie też tak będzie. Jeżeli ich nie znacie – niczego nie straciliście.

Beata Pawlikowska
Blondynka nad Gangesem
Wydawnictwo Edipresse Książki
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Edipresse Książki.
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka