Renata Czarnecka "Madonny z Bari. Matka i córka - księżna Mediolanu i królowa Bona"

Jakiś czas temu na moim blogu pojawiła się recenzja książki "Księżna Mediolanu". Powieść przypadła mi do gustu i byłam ciekawa kontynuacji historii. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Izabela Aragońska próbuje odzyskać utracony Mediolan. Naiwnie wierzy w to, że pomoże jej król Francji. Szybko jednak zostaje obdarta ze złudzeń. Orientuje się, że może liczyć wyłącznie na siebie. Ucieka z okupowanego przez Francuzów miasta. Martwi się o los utraconego syna, jednak musi jednocześnie myśleć o swoich córkach. Jako matka ma za zadanie, by wydać je dobrze za mąż. Wyrusza do Neapolu. Po drodze zatrzymuje się w Watykanie. Poznaje tam swoją bratową Lukrecję Borgię oraz papieża Aleksandra VI. Kiedy Bona dorasta, okazuje się, że jest nadzieja, by zasiadła ona na tronie Polski. Czy Izabela jako matka mogła wymarzyć sobie dla niej lepszy los?

Przyznam się szczerze, że te 349 stron mordowałam przez prawie 3 tygodnie. Uwierzcie mi, to do mnie niepodobne. Przeważnie przeczytanie takiej książki zajmuje mi parę godzin. Początek był jeszcze w miarę w porządku, potem było już gorzej. Nie umiałam kompletnie wczuć się w klimat powieści. Nie podobało mi się w tych Włoszech. Autorce nie udało się utrzymać poziomu. Piszę to z bólem serca, gdyż wiele się po Madonnach spodziewałam.

Nie wiem, co tym razem nie zagrało. Tło historyczne było dość dobrze odwzorowane, pod tym względem nie mogę mieć zarzutów. Czułam się nieco przytłoczona intrygami i tym, co działo się wokół bohaterów. Raz tę książkę przeczytałam, ale nie zdecydowałabym się na ponowną lekturę.

Izabela, o ile w pierwszej części było mi jej żal, w drugiej części nieziemsko grała mi na nerwach. Wiem, że była dość oschła w stosunki do Bony, ale jakoś nie umiałam przyzwyczaić się do zmian w jej zachowaniu. Sama Bona wydawała mi się nieco bez wyrazu.

Z tego, co widziałam, książka cieszy się dość dobrymi recenzjami. Ja jednak nie jestem nią zachwycona. Uważam, że Księżna Mediolanu była zdecydowanie lepsza. Wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie umiałam odłożyć powieści na półkę. Madonny z Bari niestety nie pozostaną zbyt długo w mojej pamięci.

Renata Czarnecka
Madonny z Bari
Wydawnictwo Książnica
Wrocław 2015

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: 54 Guillaume Musso "Central Park"

Swego czasu widziałam wiele pozytywnych recenzji tej książki na zaprzyjaźnionych blogach. Od długiego czasu chodziłam wokół niej i w końcu zdecydowałam się na lekturę. Jakie są moje wrażenia?

Alice i Gabriel budzą się w Central Parku na ławce. Poimprezowy kac? Nic z tych rzeczy. Mężczyzna i kobieta są sobie obcy, widzą się po raz pierwszy w życiu, ale jakimś cudem są ze sobą skuci kajdankami. Mało tego, na koszulce Alice znajdują się ślady krwi. To jednak nie wszystko. Obok nich leży pistolet, w którym nie ma jednego naboju. Co się stało? W jaki sposób znaleźli się w Ameryce, skoro poprzedniego wieczoru byli w różnych częściach Europy? Jakim cudem wplątali się w tę historię? Kto i dlaczego ich skuł?

Pierwsza moja myśl po przeczytaniu opisu - brzmi ciekawie, tego jeszcze nie było, ale ciekawa jestem, jak będzie z wykonaniem. Intryga zapowiadała się bardzo interesująco. Jakoś nie przypominam sobie ludzi skutych kajdankami w Central Parku, a Wy? Bałam się jednak nieco tego, czy to nie będzie zbyt przekombinowane. I jak wyszło? Całkiem nieźle. Szału może nie było, parę akcji było nieco naciąganych, ale książkę samą w sobie czytało się szybko i przyjemnie. 

Zakwalifikowałam tę książkę jako thriller, ale teraz zastanawiam się, czy słusznie zrobiłam. Zbrodnia a i owszem, jest, lecz pojawiają się, przynajmniej w moim odczuciu, elementy powieści psychologicznej. Central Park to wędrówka wgłąb siebie. W trakcie lektury poznajemy bowiem historię Alice. To, o czym opowiada, pozwala zrozumieć jej zachowanie. Przyznam szczerze, że ta bohaterka mnie niesamowicie irytowała. Miałam ochotę trzepnąć ją w potylicę. Chyba nigdy się do niej nie przekonam. A jak sprawa wyglądała w przypadku Gabriela? Do niego żywiłam cieplejsze uczucia. Przynajmniej do czasu.

Zakończenie książki spuszcza czytelnikowi na głowę bombę. Czegoś takiego się nie spodziewałam i jestem usatysfakcjonowana. Autor wyprowadził mnie na manowce. Lubię taki element zaskoczenia pod koniec powieści. To duży plus. Parę rzeczy byłam w stanie przewidzieć, lecz to akurat mnie zaszokowało.

Jeżeli mnie pamięć nie myli, to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Podejrzewam, że nie ostatnie. Jeśli nie znacie Guillaume Musso, możecie spokojnie rozpocząć przygodę z nim właśnie od tej książki. Nie powinniście być rozczarowani.

Guillaume Musso
Central Park
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2015

Ingar Johnsrud "Naśladowcy"

Tak, wiem, że jest niedziela, a tego typu książki królują u mnie w poniedziałki, ale pozwólcie, że dziś będzie wprowadzenie w jutrzejsze klimaty ze zbrodnią w tle.

Na okładce czytamy rewelacyjne zapowiedzi. To miała być książka, która wciska w fotel i zrzuca z tronu wszystkich skandynawskich pisarzy thrillerów i kryminałów. Czy faktycznie tak było?

Poznajcie Frederika Beiera. To rozwiedziony norweski komisarz, który zostaje przydzielony do sprawy zaginionej kobiety. Kiedy udaje się do siedziby sekty Boskie Światło, zastaje tam obraz przypominający masakrę w wykonaniu Charlesa Mansona. Wraz z aspirantem Andreasem Figuerasem i Karą Iqbal trafiają w sam środek oka cyklonu. Nie wiedzą, czego mogą spodziewać się po członkach sekty. Odkrycie prawdy o zaginięciu Annette nie jest wcale takie proste. Sprawy nie ułatwiają kolejne mordy. Znaki zapytania mnożą się jak szalone. Czy policjantom uda się odnaleźć odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania?

Akcja powieści dzieje się w dwóch perspektywach czasowych: we współczesności oraz podczas II wojny światowej. Przyznam szczerze, że nie wiem, co mnie bardziej przerażało. Dwudziestowiecznej eksperymenty na ludziach czy współczesne praktyki wyznawców sekty Boskie Światło. Nie będę zdradzać szczegółów, ale powiem, że wydarzenia z przeszłości mają swoje odbicie w teraźniejszości. Co to znaczy? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Jak dobrze wiecie, uwielbiam krwawe książki. Nic tak mnie nie cieszy, jak książkowy trup o poranku, jakkolwiek masakrycznie to nie brzmi. Naśladowcy to mocna powieść. Wciska czytelnika w fotel i sprawia, że włoski jeżą się na karku. Sporo się już naczytałam o zbrodniach, ale w trakcie tej lektury momentami czułam, jak żołądek podjeżdża mi do gardła. Autor serwuje sporo krwawych scen, dlatego nie polecam sięgania po tę książkę czytelnikom o słabych nerwach.

Akcja nie zwalnia nawet na chwilę. Dzieje się sporo. Czytelnik musi skupić się na tym, co czyta, gdyż nagromadzenie wątków może w pewnej chwili przyprawić o zawrót głowy. Nie uważam jednak, by było w tym coś złego. Lubię wymagające i nieprzewidywalne powieści. Ogromnym plusem jest to, że autor nie używa zapychaczy. Najważniejsze jest śledztwo. Na początku trochę martwiło mnie to, że niewiele wiem o śledczych, ale zrozumiałam, że wplatanie w opowieść rozległych wątków o ich życiu osobistym nie miałoby większego sensu i zaburzyłoby bieg akcji. To dopiero pierwszy tom cyklu o komisarzu Beierze. Jeszcze będę miała okazję go poznać, a przynajmniej taką mam nadzieję.

Naśladowcy poruszają tematykę związaną między innymi z dwudziestowieczną walką o czystość krwi. Jeżeli więc interesują Was te aspekty, nie będziecie czuć się rozczarowani. Coś dla siebie znajdą również fani thrillerów medycznych i powieści z polityką w tle.

To idealny początek cyklu. Autor bardzo wysoko postawił sobie poprzeczkę. Mam nadzieję, że uda mu się utrzymać poziom. Jeśli tak, będziemy świadkami narodzin kolejnego genialnego skandynawskiego pisarza.

Ingar Johnsrud
Naśladowcy
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Jerzy Majewski "Czarny mercedes"

Jerzy Majewski z pochodzenia jest lwowiakiem. Nakręcił wiele kultowych polskich filmów. Na naszym rynku wydawniczym pojawiło się też kilka jego powieści, m.in. Mała matura, a także Czarny mercedes, o którym chcę opowiedzieć. Pozwólcie, że przeniesiemy się w czasie do XX wieku, gdy Polska była uwięziona pod niemiecką okupacją.

Nadkomisarz Rafał Król otrzymuje zadanie – musi rozwikłać zagadkę śmierci pewnej kobiety. Według kenkarty, która została przy niej odnaleziona, jest to Krystyna Holzer. Jak się okazuje, tożsamość denatki jest inna. To ukrywana przez Polaka – spolonizowanego Saksończyka w piątym pokoleniu – mecenasa Karola Holzera Żydówka, która przed wybuchem wojny była jego studentką. Kto stoi za jej śmiercią? Jakie tajemnice skrywają bohaterowie? Dowiecie się tego, jeśli zdecydujecie się na podróż w czasie do Warszawy i Lwowa.

Akcja powieści rozwija się dość powoli, ale to nie jest jej wada, wręcz przeciwnie. Jerzy Majewski idealnie wprowadza nas w klimat wojennych czasów. Bohaterowie zostają przedstawieni stopniowo. Na początku wiemy o nich niewiele. Ich przeszłość poznajemy w miarę upływu lektury. Takie dawkowanie informacji to dobry pomysł. Nie zostajemy nimi zasypani od razu i jesteśmy w stanie je zapamiętać.

Nieco obawiałam się tego, że intryga będzie dla mnie zbyt prosta do odkrycia. Na szczęście autorowi udało się kilka razy wyprowadzić mnie w manowce. Lubię być zwodzona. Nie ma nic gorszego od przewidywalnego zakończenia. Nie spodziewałam się pod koniec takiej bomby. Nie myślałam, że ta historia tak się rozwiąże.

Zżyłam się z ofiarą. Polubiłam ją od pierwszej chwili, gdy tylko pojawiła się na kartach powieści i choć wiedziałam z opisu książki, że umrze, było mi przykro, kiedy odnaleziono jej ciało. Nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Cieszę się, że jej śmierć nie przeszła bez echa. Nie zdradzę, jak wyglądało śledztwo, ale powiem tyle, że sprawiedliwości stało się zadość.

Powieści, których akcja rozgrywa się w czasach wojny, mają specyficzny klimat. Są mroczne, sprawiają, że na ramionach pojawia się gęsia skórka, jednak sama walka z wrogiem schodzi w nich na dalszy plan. W Czarnym mercedesie nie zapomniano mimo to o dyskryminacji Żydów i o tym, że ginęli w obozach koncentracyjnych ze względu na pochodzenie.

Co prawda krew nie spływała ulicami i nie było tu ciemno od trupów, ale powieść przypadła mi do gustu. Swoją zasługę miały w tym tajemnice z przeszłości bohaterów. One dodały Czarnemu mercedesowi pikanterii. Tytuł książki też nie jest przypadkowy. Skąd się wziął? Na mnie nie patrzcie, wiem, ale wam tego nie powiem. Musicie dowiedzieć się tego sami.

Na okładce powieści znajduje się informacja, że jej autor przeniesie swoją powieść na duży ekran. Z miłą chęcią zobaczę ekranizację tej książki. Jeśli Jerzy Majewski utrzyma opowieść w tej konwencji, w jakiej ją poznałam, to będzie istny kinowy majstersztyk. Jestem o tym w ciemno przekonana.


Kto powinien sięgnąć po Czarnego mercedesa? Fani powieści z historią w tle, którzy lubią czytać o kryminalnych zagadkach. Ostrzegam tylko, że nie możecie liczyć raczej na szybkie zwroty akcji. To nie ten typ literatury. Tu liczą się przede wszystkim tajemnice bohaterów i wojenny klimat. Jeżeli nazwisko Jerzego Majewskiego nie jest wam obce – sięgnijcie po tę powieść, na pewno wam się spodoba.

Jerzy Majewski
Czarny mercedes
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Marginesy.

Królewskie Piątki: #4 Stephen King "Sklepik z marzeniami"

Na początku chcę przeprosić za przerwę w cyklu. Wybaczcie mi, ale od paru tygodni żyję na walizkach. Praca w redakcji wymaga służbowych wyjazdów, dodatkowo mam na głowie przeprowadzkę i wesele. Istny kosmos. Nawet nie wiem, kiedy mijają mi dni. Mam nadzieję, że takich przerw będzie mniej, choć nie mogę tego obiecać. Wielkimi krokami zbliżają się najbardziej targowe miesiące w mojej pracy, co oznacza długie wyjazdy. Pewnie znów napiszę kilka notek na zapas i będą się publikowały automatycznie. Lubię swoją pracę, ale bywa naprawdę męcząca. Zachciało mi się bycia panią redaktor to mam. Pobudki w środku nocy, żeby zdążyć na samolot, wielogodzinne podróże z jednego miejsca na drugie, ale co ja się naoglądam to moje :) Dobra, dość o mnie, jeśli będziecie kiedyś chcieli posłuchać o tym, co robię, chętnie się z Wami podzielę wrażeniami, Tymczasem King na nas czeka.

Dzisiaj zapraszam Was do sklepiku z marzeniami. Leland Gaunt otwiera w Castle Rock nietypowy sklep. Można w nim kupić marzenia. Czy są drogie? To zależy, jak na to spojrzeć. Nie można ich kupić za pieniądze. Trzeba w zamian za spełnienie marzenia zrobić komuś psikusa. Wydaje się, że to nic strasznego, prawda? I tu się mylicie. Właściciel tego interesu zniewala bowiem dusze swoich klientów. Żadnemu z nich nie udało się uwolnić spod jego wpływu. Jedyną osobą, która nie poddaje się czarom Gaunta jest szeryf Pangborn. Czy uda mu się przywrócić spokój w Castle Rock? Czy mieszkańcom uda się wrócić do normalnego życia?

Już wspominałam o tym, że z Kingiem jest tak, że albo pisze genialne książki, albo nie do końca strawne historie. Sklepik z marzeniami zalicza się, przynajmniej moim zdaniem, do tej pierwszej grupy. Na początku nie dzieje się tu może zbyt wiele, ale akcja z każdą kolejną stroną przyspiesza i robi się coraz goręcej. Niewinne psikusy wymykają się w końcu spod kontroli i Castle Rock staje się niebezpiecznym miejscem. Lepiej uciekać stamtąd póki jeszcze się da.

King pokazuje, do czego zdolni są ludzie, by zdobyć i zatrzymać upragnioną rzecz. Uświadamia nam, jak łatwo można manipulować człowiekiem. Czytając książkę, miałam świadomość, że to wymyślona historia, ale i tak czułam na plecach ciarki. Kilkanaście ostatnich stron wcisnęło mnie w fotel. Autorowi udało się utrzymać zbudowane wcześniej napięcie, za co należy mu się ogromny szacunek.

Kim właściwie jest Leland Gaunt? Nie myślcie, że Wam to zdradzę, ale powiem tylko tyle, że nie chcielibyście robić z nim interesów. Nie za tę cenę. Owszem, był szarmancki, łatwo schlebiał sobie innych ludzi, lecz miał w tym swój cel. W życiu nie ma nic za darmo.

Myślę, że Sklepik z marzeniami to jedna z tych książek, od których warto zacząć przygodę z Kingiem. Kawał naprawdę dobrej powieści. Nie jest przegadana, trzyma w napięciu do ostatnich stron i wciska w fotel. Czy można więcej chcieć od powieści mistrza grozy?

Stephen King
Sklepik z marzeniami
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2014

Kristin Harmel "Słodycz zapomnienia"

Nie do końca wiem, co podkusiło mnie, żeby sięgnąć po tę książkę. Słowa „opowieść o miłości” działają na mnie raczej odstraszająco. Wolę, gdy w powieściach sporo się dzieje, a ulice spływają krwią. Jakie są moje wrażenia po lekturze Słodyczy zapomnienia?

Poznajcie Hope. To trzydziestosześcioletnia kobieta, rozwódka, matka dwunastoletniej Annie. Mieszka w niewielkim miasteczku letniskowym na Cape Code. Prowadzi rodzinną cukiernię, którą przed laty założyła jej babcia, Rose. Nie czuje się dobrze w swojej skórze. Czuje, że zmarnowała swoje życie. Pewnego wieczoru Rose prosi wnuczkę, by dowiedziała się, co stało się z rodziną, o której nigdy wcześniej nie wspominała. Hope odkrywa dramatyczne losy babci. Okazuje się bowiem, że kobieta została zmuszona do ucieczki z Francji. Cudem udało jej się uniknąć śmierci w obozie koncentracyjnym. Chcecie dowiedzieć się, co się stało? Musicie zatem przeczytać Słodycz zapomnienia, ja już nic więcej nie zdradzę.

Na początku myślałam, że trudno będzie mi dotrzeć do końca tej opowieści. Historie o rozwódkach, które mają problem z nastoletnimi dziećmi, to nie jest to, co Zaczytana lubi najbardziej. Ta książka jednak przypadła mi do gustu. Nie umiałam odłożyć Słodyczy zapomnienia na półkę. Spędziłam z nią bardzo udany wieczór.

Hope to kobieta, która uwielbia się nad sobą użalać. Uważa, że jest stara, nie radzi sobie z wychowaniem córki, nikt jej nie kocha. Ogólnie rzecz biorąc, jedno wielkie, chodzące nieszczęście. Na początku strasznie mnie irytowała, ale dość szybko znalazłyśmy wspólny język. Byłam bardzo ciekawa, co kryje się w przeszłości Rose. Nie podejrzewałam, że staruszka aż tyle rzeczy ukrywała przed swoimi bliskimi. Gdy dowiedziałam się, jak wyglądało jej życie, wzruszyłam się. Kilka ostatnich stron książki czytałam ze łzami w oczach. Kristin Harmel przeszła samą siebie. Stworzyła niezwykle emocjonującą opowieść. Na pewno szybko o niej nie zapomnę.

Rose weszła w dorosłe życie, gdy wybuchła II wojna światowa. Nie było jej łatwo, groziła jej śmierć. na początku oceniałam to, co zrobiła, ale zrozumiałam, że nie mam do tego prawa. Nie wiem, jak zachowałabym się na jej miejscu. Takich kobiet jak ona było więcej. Nie każda miała odwagę, by o tym opowiedzieć. Rose doszła jednak do wniosku, że jej wnuczka powinna znać prawdę, żeby nie popełnić błędów swojej babci. Pewnie jesteście ciekawi, co wydarzyło się podczas II wojny światowej. Wciąż nie zmieniłam w tej kwestii zdania, musicie dowiedzieć się tego sami. Mogę zdradzić tylko jedno. Osoby, które lubią przygotowywać słodkie przekąski, znajdą tu coś dla siebie.


Niezwykle cenię sobie książki, które działają na moje emocje. Ta właśnie taka była. Siedziałam przy niej zalana łzami. To chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać Słodyczy zapomnienia. Z czystym sercem mogę polecić tę powieść wszystkim kobietom. Myślę, że najlepiej w tej lekturze odnajdą się dojrzałe czytelniczki. Nie wiem, czy spodoba się ona nastolatkom. Nie chcę tu nikogo dyskryminować, ale do tej książki trzeba dorosnąć. Nie wiem, czy dokończyłabym ją, gdybym miała naście lat. Podejrzewam, że rzuciłabym ją w kąt. Polecam czytelniczkom interesującym się wojennymi losami kobiet. Gwarantuję wam, że nie pożałujecie ani jednej chwili, którą spędzicie nad tą powieściom. Cieszę się, że pojawiła się na naszym rynku wydawniczym i zachęcam do zapoznania się z nią.

Kristin Harmel
Słodycz zapomnienia
Wydawnictwo Świat Książki
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Świat Książki

Diane Chamberlain "Chcę cię usłyszeć"

Książki Diane Chamberlain odkryłam niedawno. Mam za sobą zaledwie jedną jej powieść. Milcząca siostra rzuciła mnie na kolana, nie pozwoliła o sobie zapomnieć, dlatego bez wahania zdecydowałam się na lekturę Chcę cię usłyszeć.

Umiera ojciec Laury Brandon. Kobieta obiecała mu, że odwiedzi jego dawną znajomą, o której nigdy wcześniej nie słyszała. Wydawać by się mogło, że wizyta u Sarah Tolley nie zmieni niczego w życiu Laury. Nic bardziej mylnego. Kiedy kobieta wraca do domu, dowiaduje się, że jej mąż popełnił samobójstwo. Świadkiem tego wydarzenia była córeczka pary, mała Emma. Dziewczynka nie chce mówić o tym, co widziała. Co więcej, przestaje się odzywać do kogokolwiek. Zdesperowana Laura postanawia nawiązać kontakt z mężczyzną, którego nie widziała od kilku lat, z biologicznym ojcem Emmy. Ten nie wie o tym, że ma dziecko. Czy uda mu się pomóc dziewczynce? Jakie tajemnice skrywa przeszłość Laury? Dlaczego jej mąż popełnił samobójstwo?

Ta książka powaliła mnie na kolana i nie pozwoliła do tej pory z nich wstać. Wiedziałam, że autorka specjalizuje się w powieściach psychologicznych, ale przeszła samą siebie. W Chcę cię usłyszeć nic nie jest tak proste, jak się wydaje, opowieść jest nieprzewidywalna i zaskakuje czytelnika w najmniej spodziewanym momencie.

Postacią, z którą najbardziej się zżyłam, była mieszkająca w domu starców Sarah. Kiedy przeczytałam, że nikt jej nie odwiedzał, zrobiło mi się jej żal. Chorowała na Alzheimera, nie pamiętała nic, oprócz odległej przeszłości. O niej mogła opowiadać godzinami. Laura postanawia poznać kobietę i dowiedzieć się, kim była. Musiała w końcu być kimś ważnym dla jej ojca, inaczej nie prosiłby córki o to, by ją odnalazła. W miarę upływu czasu Sarah otwiera się przed Laurą, opowiadając historię swojego smutnego życia. Wiele fragmentów, w których pojawiają się te wątki, czytałam ze łzami w oczach. Nie pamiętam, by czyjaś historia tak mnie poruszyła. Nie bez echa przeszło też to, co działo się z małą Emmą. Bardzo chciałam, żeby dziewczynka znów zaczęła mówić. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, przez jakie przeszła piekło. Nie wiedziała, że Ray nie jest jej ojcem, ale kochała go i była świadkiem tego, jak odebrał sobie życie. Nie rozumiem do tej pory, jak mężczyzna mógł strzelić sobie w łeb, wiedząc, że w domu jest dziecko. Co trzeba mieć w głowie, żeby zrobić coś takiego?

Diane Chamberlain zaserwowała czytelnikom niesamowicie emocjonalną opowieść. Dotarła do najgłębszych zakamarków mojej duszy, poruszyła ją i pozostawiła po sobie niepokój. Bardzo długo przeżywałam to, co przeczytałam. To chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać tej książce.


Akcja rozwija się dość powoli. Na początku dzieje się niewiele, autorka stopniowo wprowadza nas w świat bohaterów. Po przeczytaniu kilku rozdziałów zaczęłam się wiercić z powieścią w ręce. Chciałam jak najszybciej rozwikłać kolejną zagadkę z przeszłości. Diane Chamberlain raz po raz serwowała mi dawkę niepewności i zaskoczenia. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Jeszcze długo nie będę umiała dojść do siebie po lekturze, ale nie żałuję ani chwili, którą nad nią spędziłam. To mocna książka. Przepiękna historia o matce, która walczy o to, by jej córka znów zaczęła mówić. Już dawno nikt nie spuścił mi na głowę takiej bomby emocjonalnej. Gorąco polecam.

Diane Chamberlain
Chcę cię usłyszeć
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
i Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #53 James Patterson, Marshall Karp "Zdążę cię zabić"

Co prawda w dzisiejszym poniedziałkowym cyklu miała być inna książka, ale moje dwutygodniowe wycięcie z życia nieco pozmieniało plany. Pozwólcie, że opowiem Wam o książce Zdążę cię zabić duetu Patterson-Karp.

Czym tym razem zajmuje się zespół NYPD RED? Na karuzeli w Central Parku odnaleziono ciało Evelyn Parker-Steele. Kobieta jest czwartą ofiarą Czyściciela - seryjnego mordercy, który na własną rękę wymierza sprawiedliwość - pozbawia życia osoby mające na sumieniu śmierć innych ludzi. Zanim ich zabija, zmusza, by przyznali się do popełnienia zbrodni. Zach Jordan i Kylie MacDonald szukają mordercy. Sprawa nie jest prosta. Okazuje się, że jest on profesjonalistą. Owszem, wrzuca filmiki z ofiarami do sieci, ale nie pozostawia po sobie innych śladów. Kto i dlaczego stoi za zbrodniami?

Jak to u Jamesa Pattersona bywa, morderca jest znany już od samego początku. Nie zdradzę oczywiście kim on jest, tego musicie dowiedzieć się sami. Mimo to akcja ani na chwilę nie zwalnia. Dzieje się sporo. Nie potrafiłam oderwać się od książki. Autorzy wyciągnęli wnioski z poprzedniej powieści i podnieśli sobie poprzeczkę. Ta część jest zdecydowanie lepsza od Scenariusza mordercy.

Autorzy rozwinęli nieco wątek dotyczący Cheryl, psychiatry, która współpracuje z RED. To bardzo mnie ucieszyło. Poprzednio czułam pod tym względem niedosyt. Teraz czuję się usatysfakcjonowana. Życie osobiste Zacha i Kylie zeszło nieco na drugi plan, ale to akurat jakoś bardzo mi nie przeszkadzało.

W książce pojawiają się nawiązania do Scenariusza mordercy. Nie ma ich zbyt wiele, ale czytelnikom, którzy nie znają poprzedniej części cyklu, mogą nie rozumieć niektórych wątków. Dlatego jeżeli nie słyszeliście o NYPD RED, radzę nadrobić zaległości.

Patterson i Karp podnieśli sobie poprzeczkę. Nie jestem w stanie niczego zarzucić tej książce. Chociaż nie, jedna rzecz się znajdzie, za szybko się skończyła. Mam nadzieję, że niebawem powstanie kolejna część i będę mogła poznać dalsze losy NYPD RED. Ta powieść była nieprzewidywalna, od początku do końca trzymała w napięciu. Czyściciel w mistrzowski sposób gra na nosie detektywom. Czegoś takiego w książkach Pattersona jeszcze nie było. Moja żądza krwi została w pełni zaspokojona. Jestem głodna kolejnych wrażeń.

Jeżeli szukacie dobrego thrillera - dobrze trafiliście. Nie będziecie się z tą książką nudzić. Połączenie odrobiny psychologii z pędzącą w ekspresowym tempie akcją to strzał w dziesiątkę. Polecam.

James Patterson, Marshall Karp
Zdążę cię zabić
Wydawnictwo HarperCollins Polska
Warszawa 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

Ed Stafford "Poza cywilizacją"

Większość z nas jest przyzwyczajona do spania w miękkim łóżku, jedzenia dobrych rzeczy, ubierania się w dobrych sklepach. Nie wyobrażamy sobie życia bez telefonu i Internetu. Dalibyście się wywieźć na 30 dni na wyspę, gdzie bylibyście pozostawieni na pastwę losu? Bez ubrań, bez jedzenia, bez wody pitnej, nie mówiąc już o miejscu do spania. Ja jestem na to zbyt wygodna. Ed Stafford postanowił jednak spróbować swoich sił w ekstremalnych warunkach. Jak mu to wyszło?

60 dni z dala od cywilizacji. Dla mnie, boidupy pierwszego stopnia, to misja niemożliwa do wykonania. Nie ma jednak rzeczy, której nie podjąłby się Ed Stafford. Spędził 2 miesiące na wyspie Olorua na Oceanie Spokojnym. Nie miał nic oprócz kamery, za pomocą której dokumentował swoje poczynania dla kanału Discovery Channel. Mężczyzna stopniowo zaczynał na wyspie "nowe życie". Zrobił sobie ubranie, legowisko, nóż, a nawet udało mu się zbudować schronienie. Na początku żywił się głównie surowymi ślimakami, z biegiem czasu zaczął urozmaicać swoją dietę. Czym? Tego musicie dowiedzieć się sami. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak Edowi żyło się na wyspie, musicie sami się z nim tam wybrać.

Niektóre opisy powodowały, że czułam, jak zawartość żołądka podjeżdża mi do gardła. Nie wszystko było na moją psychikę. Podziwiam Eda za to, że zdecydował się wyjechać na tę wyspę. Nie wiem, ile musieliby mi zapłacić, żebym zrobiła coś takiego. Wizja zjadania żywych gadów czy płazów jakoś nie napawa mnie optymizmem. Mojego żołądka też nie. Nie wiem też, czy umiałabym zrobić sobie dzidę.

To nie jest książka, która spodoba się każdemu. W narracji pojawiają się przekleństwa. Mnie jakoś specjalnie nie przeszkadzały, ale wiem, że niektórych będą razić. Jeśli macie delikatne żołądki, raczej dajcie sobie spokój z tą lekturą. Nie przejdziecie przez nią, nie ma nawet takiej opcji.

Czy polecam tę książkę? Czemu nie. Była dobra. Lubię czytać o ekstremalnych wyczynach, na które sama bym się nigdy nie zdobyła. Podziwiam takich ludzi. Zakończenie tej opowieści mną wstrząsnął. Nie myślałam, że Ed przeżyje coś takiego. Nic więcej jednak nie powiem. Sami dowiedzcie się, jak zakończyła się ta historia.

Żałuję jednej rzeczy. W książce pojawiło się niewiele zdjęć. Szkoda. W tego typu publikacjach najbardziej lubię oglądać fotoreportaże. Poza tym większych mankamentów nie zauważyłam.

Ed Stafford
Poza cywilizacją
Wydawnictwo Vesper
Czerwonak 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Vesper

"Twoja niezwykła podróż. 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Książka do kolorowania dla każdego"

Ostatnio bardzo często wracałam z pracy zdenerwowana i potrzebowałam czegoś, na czym będę mogła się wyżyć. Nawet nie wiecie, jak uśmiechałam się, gdy zobaczyłam tę kolorowankę. Bez wahania postanowiłam ją przetestować.

Kiedy zobaczyłam obrazki do kolorowania, moje oczy wyszły z orbit. Tak skomplikowanych rysunków to ja nie widziałam. Nie poddałam się jednak, to nie leży w mojej naturze. Wzięłam kredki w dłoń i zabrałam się do pracy. 

Jestem kociarą, więc wybór rysunku do kolorowania był prosty. Kiedy zobaczyłam dwa duże i dzikie kotki, wiedziałam, że będą moje. Uwierzcie mi, w trakcie kolorowania moja miłość do kotów została wystawiona na bardzo ciężką próbę. Od cętek dostawałam oczopląsu, ich pomalowanie zajęło mi aż 2 godziny, ale warto było, wyżyłam się artystycznie. Nie myślałam, że aż tak mnie pochłoną. Trochę żałowałam, że miałam pod ręką tylko dość kiepskie kredki. Efekt mojej pracy możecie zobaczyć poniżej.

Jeżeli szukacie kolorowanki, przy której wyżyjecie się artystycznie, bardzo dobrze trafiliście. Ja przy tym jednym obrazku spędziłam bite 4 godziny. Ręka mi odpadała, ale nie umiałam odłożyć kredek na bok.

Nie każdego stać na podróż dookoła świata. Ta książka nam ją umożliwia. Dzięki niej możemy objechać kulę ziemską kilka razy, zobaczyć nie tylko piękne budynki, ale także niezwykłe zwierzęta. Trochę żałuję, że nie ma tu żadnego polskiego budynku, na pewno znalazłoby się coś godnego uwagi.

Dajcie ponieść się fantazji, chwyćcie kredki w dłoń i wyżyjcie się artystycznie. Kolorowanki są dość trudne, ale gdy już pomaluje się je do końca, efekt jest niesamowity. Naprawdę warto poświęcić tej książce czas. Polecam.

Twoja niezwykła podróż. 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Książka do kolorowania dla każdego
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka