Przedpremierowo! Jon Wiederhorn, Scott Ian "I'm the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax"

Metallica, Megadeth, Slayer i Anthrax - wielka czwórka trash metalu. Wielbicielom tego typu muzyki nie muszę przedstawiać tych zespołów. Dziś chcę opowiedzieć Wam historię o członku jednego z nich - Scotcie "NOT" Ianie.

Dzieciństwo muzyka nie należało do najłatwiejszych. Rodzice za wcześnie pobrali się i nie dojrzeli do małżeństwa, o wychowaniu dzieci już nie mówiąc. Scott był mały, gdy jego rodzice się rozwiedli. W książce wspominał swoje trudne przejścia z matką, którą przerastała codzienność. Założyciel grupy Anthrax opowiada także o relacjach z kobietami, przygodzie z muzyką i problemach z używkami. Niczego nie zamiata pod dywan. Jego historia jest wstrząsająca i szczera. Fani jego zespołu znajdą tu sporo ciekawostek nie tylko o tej grupie, lecz także o całej scenie metalowej. Głodni wrażeń? Zapraszam w takim razie do lektury.

Znam zespół Anthrax. Czy jestem jego fanką? Nie powiedziałabym. Dlaczego więc zdecydowałam się na przeczytanie tej książki? Z ciekawości. Chciałam bliżej poznać założyciela Anthraxu. To dość barwna, kontrowersyjna postać. Musiałam dowiedzieć się, co ma mi do powiedzenia.

Ta publikacja wciągnęła mnie od początku. Scott Ian potrafi ciekawie opowiadać o sobie i kolegach po fachu. Cieszę się, że nie wystylizował się na muzyczne guru. Nic bardziej nie odstrasza mnie od muzyków jak przechwalanie się swoimi osiągnięciami. Z tej autobiografii wyłonił się całkiem sympatyczny gość po przejściach, który jednak ma sporo za uszami. Co konkretnie? Tego już musicie dowiedzieć się sami. Nie będę spoilerować i podawać Wam wszystkiego na tacy.

Sporo miejsca poświęcono używkom i temu, co robią z człowiekiem. Wypowiedzi autora dają do myślenia. Bardzo znaczący jest też komiks jego autorstwa umieszczony w książce. Nie zdradzę co dokładnie się w nim znalazło, ale powiem, że jego treść mnie poruszyła. Czuję jednak niedosyt pod względem liczby zdjęć. Jak dla mnie było ich trochę za mało. 

Myślę, że po tę książkę mogą sięgnąć nie tylko czytelnicy, którym nazwisko autora nie jest obce. Fani biografii też będą zadowoleni po lekturze. To kawał dobrej, choć trudnej opowieści, którą napisało samo życie. To także ważna dla świata muzycznego publikacja. Pozwala zajrzeć za kulisy metalowej sceny. Sugeruję jednak, by nie czytali jej niepełnoletni czytelnicy. Nie sądzę, by była to książka dla nich. Jest dość mocna.

Premiera książki jest planowana na marzec tego roku.

Jon Wiederhorn, Scott Ian
I'm the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax
Wydawnictwo In Rock
Czerwonak 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu In Rock.

Książkowy zawrót głowy: luty 2016 part 2

Do napisania tego postu zbierałam się już jakiś czas. Ciągłe rozjazdy raczej nie ułatwiają mi pracy nad blogiem. Praca w redakcji to jednak trudny kawałek chleba, ale i tak kocham to, co robię :)
Przed Wami kolejna porcja nowości na moich zaczytanych półkach. Jak dobrze, że zbliżają się wyjazdy służbowe, będzie co czytać po drodze na targi i w hotelu :)


Catherine Ryan Hyde Dzień, który zmienił wszystko
Kristina Ohlsson Zagadka Sary Tell
Guillaume Musso Central Park
Renata Czarnecka Madonny z Bari


Scott Ian I'm the man (In Rock)
Mick Wall Gdy ucichnie muzyka (In Rock)
Andrzej Niemczyk Życiowy tie-break (WSQN)
Faye Kellerman Pętla (HarperCollins)
Guillem Balauge Messi (WSQN)

Książki od Sztukatera

Frossard Pamiętajcie o miłości
Krzysztof Konarowski 9.37
Michael Gerard Bauer Alek Topa. Superchłopak
Kristin Cast Bursztynowy dym
Marcin Pietraszek Czas to pieniądz
Morgan Matson Odkąd Cię nie ma
Diane Chamberlain Chcę cię usłyszeć
Michael Dobbs House of cards. Ostatnie rozdanie
Kristin Harmel Słodycz zapomnienia
John Thavis Tajemnice watykańskich proroctw
Jurgen Thorwald Ginekolodzy


Peter Stjernstrom Najlepsza książka na świecie
Jadwiga Korzeniewska Ograć nawyki
Francine Prose Klub Kameleona, Paryż 1932
Michał Szymański Tajemnicze miasto. Spacery po Warszawie
Izabela Skorupka Marcelina i pamięć przodków
Kujawskim słońcem znaczone chwile
Moje wiersze patykiem pisane
Beata Pawlikowska Blondynka nad Gangesem
Peter Matthews Wojna w eterze
Volker Koop Werwolf
Scott M. Rusch Wojny Sparty
Marek Depczyński Pretorianie Kremla
Anna Niemczyk, Andrzej Niemczyk, Jan Mądry Motywacja pod lupą
ks. Jan Twardowski Serce za serce, czyli co to znaczy kochać


Charlotte Grosetete Pragnienie Boga
Lin Stepp Nad rzeką marzeń
Aneta Jadowska Szamański blues
Elżbieta Wardęszkiewicz Bez czci i wiary
Dominika Węcławek Upadła świątynia
Boris Anukin Kochanek śmierci
Paula Bartosiak Say it
Rachel Cohn Beta. Nowe pokolenie
Janusz Majewski Czarny mercedes
David Hewson Niewłaściwa dziewczynka

Coś polecacie? Odradzacie?

Lissa Price "Starter"

Jeszcze jakiś czas temu unikałam tego typu książek jak ognia. Uznawałam, że nie są dla mnie i nawet nie dawałam im szansy. W końcu jednak doszłam do wniosku, że nie samym kryminałem i powieściami historycznymi człowiek żyje, więc postanowiłam dać Starterowi szansę.

Callie jest sierotą. Jej rodzice zginęli, gdy wojna bakteriologiczna zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich mieszkańców w przedziale wiekowym 20-60 lat. Dziewczyna wraz z młodszym bratem Tylerem i przyjacielem Michaelem żyją jak osadnicy, starając się walczyć z renegatami, którzy zabiliby ich bez mrugnięcia okiem. Jedyną szansą na lepsze życie dla Callie jest Prime Destinations, miejsce, gdzie nastolatkowie użyczają swoje ciało Endersom, chcącym przez chwilę znów cieszyć się młodością. Dziewczyna zostaje dawcą, by zdobyć pieniądze na przeżycie. Jednak coś idzie nie tak. Neurochip umieszczony w jej głowie ulega awarii i Callie budzi się w życiu Helen - kobiety, której użyczyła ciało. Dawczyni nie pozostaje nic innego, jak żyć jej życiem. Wszystko układa się w miarę dobrze. Do czasu, gdy Callie odkrywa plany Helen. 

Nie przypominam sobie żadnej książki o podobnej tematyce, dlatego świat wykreowany przez autorkę, wciągnął mnie bez reszty. Bohaterką jest nastolatka, która musi walczyć o przetrwanie. Dla swojego młodszego brata decyduje się na desperacki krok. Robi to w dobrej wierze, potrzebuje pieniędzy. Nie przewiduje problemów podczas wypożyczenia ciała. Muszę przyznać, że podziwiam jej odwagę. Callie na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Urzekł mnie też jej młodszy braciszek. Urocze dziecko. Nieco drażniła mnie nadopiekuńczość jego siostry, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.

Trochę bałam się tego, że będę za stara na lekturę tej książki. Miałam wrażenie, że jest przeznaczona dla nastoletnich czytelników. W końcu główna bohaterka jest ich równolatką. Na szczęście pomyliłam się. Starter wciągnął mnie już od pierwszych stron. Nie umiałam odłożyć go na półkę. Od chwili, gdy Callie wypożyczyła swoje ciało Helen, siedziałam już jak na szpilkach. Musiałam wiedzieć, co dalej się wydarzy. Jestem bardzo ciekawa, jak potoczy się akcja w kontynuacji.

Fabuła powieści jest spójna, sporo się dzieje, pojawiają się niespodziewane zwroty akcji. Nie byłam w stanie przewidzieć tego, co się za moment wydarzy. Autorka skutecznie mnie zwodziła, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Nie lubię przewidywalnych historii. Jestem poruszona tym, w jaki sposób Lissa Price opisała świat młodych i starych. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Zakończenie książki - majstersztyk. Polecam wszystkim wielbicielom science fiction. Powinni być zadowoleni po lekturze.

Lissa Price
Starter
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2015

Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #49 Jonathan Holt "Carnivia. Bluźnierstwo"

Bardzo długo polowałam na tę książkę. Zazdrościłam znajomym blogerom, że mają lekturę już za sobą. W końcu jednak Carnivia wpadła w moje ręce. Gotowi na podróż do Wenecji?

Święto La Befana. Północ. Miasto wypełniło się przebrańcami i wciąż, pomimo późnej pory, tętni życiem. Na stopniach kościoła Santa Maria czas na chwilę się zatrzymał. Z Wielkiego Kanału wyłowiono ciało kobiety przebranej w szaty duchownego. To profanacja. Obrzydliwość. Śledztwo prowadzi kapitan Katerina Tapo. Próbuje rozwiązać zagadkę, przemierzając Wenecję wzdłuż i wszerz, szukając wskazówek wszędzie, gdzie to tylko możliwe. W szpitalu psychiatrycznym, na tajnej stronie internetowej carnivia.com, w starożytnym chrześcijańskim klasztorze, a nawet w amerykańskiej bazie wojskowej. W pewnym momencie trop urywa się. Kat dostaje polecenie, by zamknąć śledztwo. Czy uda jej się rozwiązać zagadkę? Czy odkryje, kim była martwa kobieta?

Carnivia. Bluźnierstwo to specyficzna powieść. Nie każdemu przypadnie do gustu. Przedstawiona tu historia jest skomplikowana. Czytelnik musi maksymalnie skupić się nad tekstem, inaczej może mu umknąć coś ważnego. Każdy element w opowieści jest znaczący. Przewija się tutaj także sporo wątków: korupcja, romans, zbrodnie sprzed lat.

Klimat powieści potrafi wbić w fotel. Autor mieszał fikcję z prawdziwymi wydarzeniami. Przyznam, że wolę nie wnikać, co było prawdą, a co nie. Dla własnego zdrowia psychicznego. Niektóre fragmenty sprawiały, że czułam ciarki na skórze.

Nie mogę też zapomnieć o bohaterach. Nie spamiętałam imion wszystkich. Na kartach powieści pojawiło ich się zbyt wielu, bym mogła to zrobić. Musicie mi to wybaczyć. Co jak co, ale pamięci do imion to ja nie mam. Niektóre postaci były dziwne, ale nie uważam, by był to mankament. To powodowało tylko, że byli wyjątkowi i zapadali w pamięć. Na początku nie przepadałam za Kat. Nie pasowała mi do tego miejsca. W końcu jednak przekonałam się do niej i chciałam, by udało jej się rozwiązać mroczną tajemnicę Wenecji.

Jonathan Holt pokazał mi, w jaki sposób Włosi podchodzą do stanu duchownego. Miałam na ten temat bardzo ograniczoną wiedzę. Carnivia pozwoliła mi na niezapomnianą podróż po Włoszech, którą z chęcią będę kontynuowała, czytając drugą część cyklu.

Jonathan Holt
Carnivia. Bluźnierstwo
Wydawnictwo MUZA Akurat
Warszawa 2013

Kamil Dziadkiewicz "Miasto krwi"

Usiądźcie wygodnie, dzisiaj przeniesiemy się w czasie. Witajcie w XVII wieku.

Hyruf. To tu mieszka poniżany przez ojca kaleki Mulgih Thadur. Chłopak ma już dość złego traktowania zarówno siebie, jak i matki. Zostaje doprowadzony do ostateczności. Popełnia morderstwo i pozoruje je na samobójstwo. Od tej chwili jego życie ulega zmianie. Mulgih wstępuje na drogę zła, z której nie ma odwrotu. Nie wie jednak, że z ukrycia obserwuje go człowiek Garlona, najważniejszej figury przestępczego świata. By chronić rodzinę, decyduje się na desperacki krok. Dokąd zaprowadzi go los? Z kim będzie musiał zawrzeć sojusz?

Miasto krwi to literacki debiut Kamila Dziadkiewicza. Z reguły nie sięgam po tego typu książki, ale dla tej postanowiłam zrobić wyjątek. Dlaczego? Zainteresował mnie opis. Wojny religijne, zakłamani duchowni - lubię takie klimaty. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Muszę chyba zmienić swoje nastawienie do fantastyki. Unikałam jej jak ognia, ale dochodzę do wniosku, że jest kilku autorów, którzy zasługują na uwagę. Kamil Dziadkiewicz na pewno należy do tego grona.

Autor bardzo dobrze zarysował postacie. Co prawda musiałam trochę poczekać na to, aż kolejne cechy kalekiego Mulgiha wyjdą na jaw, ale warto było czekać. Zmienił się na moich oczach nie do poznania. Nie spodziewałam się po nim pewnych decyzji. W pewnej chwili zaczęłam się nawet go bać. Spodobało mi się to, że jego kalectwo nie wysuwało się na pierwszy plan. Czytając powieść, zupełnie zapomniałam o tym, że mam do czynienia z kalekim bohaterem. W książce pojawia się wiele postaci, jednak autorowi udało się pokierować akcją tak, by ich pojawienie się, nie wprowadziło zamętu. To duży plus. Niewielu debiutantów potrafi zapanować nad kolejnymi bohaterami.

Urzekł mnie także sposób przedstawienia świata. Jeśli liczycie na rozwlekłe opisy - muszę Was rozczarować. Kamil Dziadkiewicz stawia na konkret. Dokładnie wie, o czym chce opowiedzieć. Skupia się przede wszystkim na miejscu, w którym dzieje się akcja. I chwała mu za to. Wielu autorów niepotrzebnie opisuje graniczące tereny. Ja i tak nie jestem w stanie spamiętać ich nazw, o innych rzeczach już nie mówiąc.

Życzę sobie i innym czytania równie dobrych debiutów literackich jak ten. Pojawiają się tu co prawda drobne potknięcia, ale ja przymykam na nie oko. Mocne punkty powieści zdecydowanie niwelują wpadki. Jestem ciekawa, jak dalej potoczy się akcja, dokąd autor tym razem poprowadzi bohaterów. Na pewno sięgnę po kontynuację. Mam nadzieję, że Kamil Dziadkiewicz nie każe mi na nią długo czekać.

Kamil Dziadkiewicz
Miasto krwi
Wydawnictwo Novae Res
Gdynia 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Paweł Piotrowicz, Olaf Lubaszenko "Chłopaki niech płaczą"

Jestem osobą, która wychowała się na filmach, które wyreżyserował Olaf Lubaszenko. Mam więc do tego człowieka ogromny sentyment. Było mi przykro, gdy czytałam jak niektórzy ludzie wyśmiewają się z jego tuszy. Nie liczy się przecież wygląd, tylko to, co dany człowiek reprezentuje swoim zachowaniem. Chcecie dowiedzieć się, o czym Olaf Lubaszenko powiedział Pawłowi Piotrowiczowi?

Olaf Lubaszenko niechętnie opowiada o swoim życiu osobistym. Pytany o relacje z ojcem czy rozwód z żoną, stara się przenieść rozmowę na inne tory. Zdecydowanie bardziej woli skupić się na swoim dorobku artystycznym. Omija także ocenianie kolegów po fachu, choć wspomina o nich. Ciepło wyraża się o tych, którzy pomogli mu dojść do miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Nie wspomina o tych, z którymi ma na pieńku, co pokazuje, że jest człowiekiem z klasą. Nie zależy mu na zrobieniu wokół siebie szumu. Wspomina też swoje zmagania z chorobą. Mówi o tym, jak trudno było mu znów pokazać się wśród ludzi, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, że jego wygląd będzie komentowany. W książce pokazał, że ma do niego teraz spory dystans. 

Ten człowiek może pochwalić się znakomitym dorobkiem artystycznym. Jest jednak osobą, która bardzo twardo stąpa po ziemi. Wie bowiem, jak łatwo z dnia na dzień stoczyć się na dno. Nie znaczy to oczywiście, że nie ma na koncie pewnych szalonych decyzji. Jakich? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Chłopaki niech płaczą to przepełniona emocjami słodko-gorzka opowieść o życiu Olafa Lubaszenki. Pojawiają się w niej nie tylko wspomnienia czy anegdotki z aktorskiego świata. Rozmówcy poruszają także ważne tematy, które skłaniają do myślenia czytelników. Mam tu na myśli choćby ich rozmowę o używkach.

Artysta dał mi się w tej książce poznać z zupełnie innej strony. Zyskał w moich oczach jeszcze więcej szacunku. Szkoda, że wielu ludzi postrzega go przez pryzmat człowieka walczącego z nadwagą, a nie zdolnego aktora i dobrego reżysera. Dzięki tej publikacji przekonałam się, że właściwie nic o nim nie wiem. Spędziłam z Chłopakami dwa wieczory i nie żałuję ani jednej chwili, którą im poświęciłam. Olaf Lubaszenko ujął mnie tym, w jaki sposób dawał swojemu rozmówcy prztyczka w nos, gdy ten poruszał niewygodne tematy. Jeżeli szukacie dobrego wywiadu, możecie spokojnie sięgnąć po tę książkę. Nie powinniście być zawiedzeni. Nie ma tu plotek, jest po prostu życie.

Paweł Piotrowicz, Olaf Lubaszenko
Chłopaki niech płaczą
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2015

Przedpremierowo! Marie-Morgane Le Moel "Sekrety francuskiej kuchareczki"

Marie-Morgane Le Moel poznałam kilka tygodni temu przy okazji lektury Całej prawdy o Francuzkach. Spodobał mi się sposób, w jaki opowiadała o swoich rodaczkach. Jaką historię przedstawiła czytelnikom w nowej książce?

Autorka otwiera się przed czytelnikami. Opowiada o swoim dzieciństwie, relacjach z rodzicami i rodzeństwem. Dorasta na naszych oczach i ze zbuntowanej nastolatki zmienia się w dorosłą kobietę, która wyjeżdża do Australii. Będąc za granicą, tęskni za domem. Lekiem na całe zło są spisane przez matkę przepisy. Pozwalają one nie tylko zaspokoić głód, ale także zdobyć nowych znajomych. Jesteście głodni wrażeń?

Przyznam szczerze, że spodziewałam się po tej książce czegoś innego. Myślałam, że autorka skupi się głównie na przepisach kulinarnych. Pomyliłam się. To opowieść o życiu Le Moel, którą uzupełniają receptury. Czy są skomplikowane? Większość jest dość prosta do zrobienia, choć podejrzewam, że zjedzone we Francji smakowałyby lepiej. Narratorka przedstawia krótką historię potraw, podpowiada też, jakie trunki najlepiej do nich pić.

Marie daje się poznać jako bardzo impulsywna osoba. Czytając o jej przygodach, czułam miotające nią emocje. Oj, miała kobietka diabła pod skórą. Rodzice i rodzeństwo mieli z nią sporo problemów wychowawczych. Nie chciałabym być na ich miejscu.

Wraz z autorką przemierzamy Francję. Poznajemy tajniki wyrobu win. Nie myślałam, że winobranie to tak ciężka orka. Wyruszamy także na studia i poznajemy francuską literaturę. Idealna gratka dla wielbicieli Francji. Na pewno znajdą tu coś ciekawego.

Sekrety francuskiej kuchareczki to lekka lektura, idealna na leniwy wieczór. Podejrzewam, że bardziej przypadnie do gustu kobietom. Nie wiem, czy panowie będą chcieli czytać o rozterkach nastoletniej dziewczyny i o przepisach kulinarnych. Jeśli szukacie życiowej, lecz przyjemnej w lekturze książki, dobrze trafiliście. Polecam.

Premiera książki 23 lutego 2016 r.

Marie-Morgane Le Moel
Sekrety francuskiej kuchareczki
Wydawnictwo Kobiece
Białystok 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Victoria Scott "Kamień i sól"

Kilka miesięcy temu opowiadałam Wam o książce Victorii Scott Ogień i woda. Teraz przyszedł czas na kontynuację tej historii.

Tella przeżyła przeprawę przez dżunglę i pustynię. Doszła już tak daleko, że nie może się wycofać. Chce zdobyć lek dla swojego chorego brata. Musi teraz zmierzyć się z ukrytymi niebezpieczeństwami oceanu, górskim mrozem i pokrętnymi zasadami wyścigu. Zostało już niewielu uczestników, do końca wyzwania pozostało niewiele czasu. Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Czy stare sojusze dalej będą aktualne? Jak udział w wyścigu wpłynie na życie jego uczestników?

Zawsze czuję niepokój, gdy sięgam po kontynuację książki, która mi się spodobała. Boję się, że autor nie udźwignie ciężaru i nie przeskoczy poprzeczki, którą postawił sobie w poprzedniej części. Jak sprawa miała się z Victorią Scott? Zmasakrowała mnie. Rzuciła na kolana i nie pozwoliła z nich wstać. Czegoś takiego się po tej historii nie spodziewałam.

Tella bardzo się zmieniła. Robi rzeczy, o jakich pewnie wcześniej nawet nie myślała. Ma jednak cel, do którego uparcie dąży. Chce, by Cody wyzdrowiał. Wie, że jej życie nie będzie wyglądało już tak samo, lecz to nie ma większego znaczenia. Liczy się tylko brat. Reszta bohaterów nie pozostaje w tyle. Każdy chce wygrać. Jest w końcu o co walczyć.

Nie byłam przygotowana na to, co zaserwowała mi autorka. Nie myślałam, że będzie tak krwawo i brutalnie. Mój poziom adrenaliny nie obniżył się nawet na moment. Czytałam książkę z wypiekami na twarzy. Bardzo przeżywałam to, co się działo. Kilka razy po mojej twarzy spłynęły nawet łzy. Za niektóre wątki byłam na autorkę zła. Nie byłam przygotowana na poniesienie takich strat.

Ta część jest nieprzewidywalna, pełno w niej niewiadomych. Nawet zakończenia nie da się jednoznacznie zinterpretować. Autorka naprawdę stanęła na wysokości zadania. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Kamień i sól pobija Ogień i wodę na głowę. Majstersztyk. Polecam każdemu, bez wyjątku. Ostrzegam tylko, że trzeba przygotować się na jazdę bez trzymanki. Będzie się działo.

Victoria Scott
Kamień i sól
Wydawnictwo IUVI
Kraków 2016

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu IUVI.

Książkowy zawrót głowy - luty 2016 part 1

Chciałabym się z Wami podzielić pierwszą częścią moich książkowych zdobyczy. Zobaczcie, czego możecie niedługo spodziewać się na blogu.


Heather Gudenkauf Jeden krok
Lauren Miller Aplikacja
Anna Todd After. Płomień pod moją skórą
Katarzyna Bonda Pochłaniacz
Remigiusz Mróz Kasacja


Marie-Morgane Le Moel Sekrety francuskiej kuchareczki (Wydawnictwo Kobiece)
Michaela de Prince Wytańczyć marzenia (Wydawnictwo Kobiece)
Victroria Scott Kamień i sól (Wydawnictwo IUVI)
Thomas Morgenstern Moja walka o każdy metr (WSQN)
Kamil Dziadkiewicz Miasto krwi (Wydawnictwo Novae Res)

Czytaliście coś? Jakie książki odradzacie albo polecacie?

Jakub Ćwiek "Ciemność płonie"

O Jakubie Ćwieku słyszałam już od dłuższego czasu. Krążyłam wokół jego książek,ale jakoś nie umiałam zmusić się do lektury. W końcu postanowiłam sprawdzić, czym zachwycają się znajomi blogerzy. Gotowi na lekturę? To dobrze, ostrzegam tylko, że dzisiaj będziemy się bać.

Byliście kiedyś na starym dworcu w Katowicach? Ja nigdy nie zapomnę dnia, w którym po raz pierwszy się na nim pojawiłam. Padało. Pośrodku jednego z przejść stało metalowe wiadro, do którego kapała woda. Sam dworzec wyglądał jak jedna wielka ruina. Specyficzne miejsce, bardzo specyficzne. To tutaj Jakub Ćwiek umieścił akcję swojej powieści. Natalia jest studentką kulturoznawstwa. W podziękowaniu za pomoc oddaje starszemu mężczyźnie znalezioną w portfelu monetę. Nie jest świadoma, że ściąga sobie na głowę w ten sposób cudze nieszczęście. Nie wie, że wkrótce i dla niej zapłonie Ciemność. Jej życie zmienia się w horror, a ona sama będzie bezpieczna tylko w jednym miejscu - na dworcu w Katowicach.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Ćwieka, o czym już wspomniałam. Zdecydowałam się, by rozpocząć naszą znajomość od książki Ciemność zapłonie ze względu na miejsce akcji. Znam stary dworzec, widziałam, jak go burzyli. Przyznam szczerze, że bałam się tego miejsca. Nie lubiłam bywać tam po zmroku. Kręciło się tam wielu bezdomnych. Mając taką wiedzę, idealnie wczułam się w klimat powieści Ćwieka. Oczyma wyobraźni widziałam bohaterów i to, co się wokół nich dzieje. Już dawno nic tak mnie nie wcisnęło w fotel.

Siedziałam z książką w ręku napięta jak struna. Czułam ciarki na plecach, gdy czytałam o Ciemności. Na dodatek przypomniałam sobie o tym, co przeczytałam, gdy wczoraj byłam na dworcu w Katowicach. To nic, że na miejscu starego budynku stoi nowoczesna galeria. Moja wyobraźnia robiła swoje. Czekałam tylko na to, aż za moimi plecami wyrosną Wybrańcy. Nie potrafiłam też wyrzucić Ciemności z głowy. Przypominała mi się Natalia. Czułam jej strach i ból. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek jakaś książka tak na mnie wpłynęła. Długo nie będę w stanie o niej zapomnieć.

Książka jest podzielona na kila części, które ułatwiają zrozumienie tego, czym właściwie jest Ciemność. Całość czytało się bardzo szybko, a poszczególne rozdziały w logiczny sposób łączyły się ze sobą. Jedyną rzeczą, jaka może czytelnikom przeszkadzać nieco w trakcie lektury, jest to, że autor co jakiś czas wtrąca w dialogi śląską gwarę. Ja wszystko rozumiałam, mieszkam w końcu na Śląsku, jednak pozostali czytelnicy mogą mieć z tym problem. 

Cieszę się, że swoją przygodę z tym autorem zaczęłam akurat od tej książki. Co prawda czułam ciągle na plecach dreszcze, ale warto było przeczytać Ciemność płonie. Dworzec w Katowicach już nigdy nie będzie dla mnie taki sam. Do końca życia będzie mi się kojarzył z Ciemnością. Polecam tę powieść wszystkim mieszkańcom Katowic. Mam nadzieję, że po lekturze będziecie mieli podobne odczucia.

Jakub Ćwiek
Ciemność płonie
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2015
Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka