Poniedziałki ze zbrodnią w tle: #319 Maciej Siembieda "Wotum"

9 grudnia 2012 roku dochodzi do zamachu na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Gdyby nie pancerna szyba zainstalowana tuż przed atakiem, największa świętość Polaków przestałaby istnieć. Szyba broni Czarnej Madonny, ale definitor zakonu paulinów upatruje w zamachu aktywności sekty powiązanej z tajemnicą z czasów króla Jana Kazimierza. Do rozwiązania zagadki dyskretnie angażuje Jakuba Kanię – detektywa z IPN. Podjęty przez niego trop prowadzi do opactwa Saint-Germain-des-Prés w Paryżu, a stamtąd do niewielkiej wioski na Opolszczyźnie, gdzie obraz jasnogórski był ukrywany podczas potopu szwedzkiego i gdzie do dziś znajduje się jego wierna kopia. Kopia? Mieszkańcy wierzą, że ich ikona Matki Bożej jest oryginałem, a Jakub Kania, który trafia na ślad poszlak wskazujący, że obrazy mogły zostać zamienione, idąc o krok za daleko naraża Kościołowi, który otacza sprawę ścisłą tajemnicą. Czy wytrzyma rozgrywkę z instytucją, dysponującą olbrzymimi wpływami w państwie? Ale wioska na Opolszczyźnie kryje jeszcze jeden sekret. Obraz z miejscowego kościoła jest obiektem żądzy miejscowego multimilionera, który zrobił majątek na paramedycynie i ma szalony plan pomnożenia fortuny dzięki tutejszej ikonie Matki Boskiej.


Mam ogromną słabość do Jakuba Kani, dlatego też z niecierpliwością czekałam na tę powieść. I w sumie nie tylko dlatego. Intrygowała mnie tematyka. Nie wiem, czy już o tym mówiłam, ale pochodzę z okolic Częstochowy, także siłą rzeczy widziałam kilka razy obraz Marki Boskiej Częstochowskiej. Byłam bardzo ciekawa tego, co autor będzie chciał mi o nim opowiedzieć.

Maciej Siembieda to jest klasa sama w sobie. Żadna z jego książek mnie nie rozczarowała. Do pierwszej części cyklu o Jakubie Kani mam szczególny sentyment. Uważam, że Dan Brown mógłby temu autorowi buty czyścić.

Siła powieści Macieja Siembiedy, w tym również tej, tkwi w kilku kwestiach. Po pierwsze - dopracowana intryga. Kiedy pewne rzeczy wyszły na jaw, kopara mi opadła. W życiu bym się nie spodziewała takiego rozwiązania. Leżałam w łóżku, czytałam a tu nagle taka bomba. Aż wyrwało mi się z ust przekleństwo. Po drugie - bohaterowie. Teoretycznie można czytać tę powieść, nie znając dwóch poprzednich, ale sporo wtedy stracicie. Nie nawiążecie takiej więzi z bohaterami. Muszę przyznać, że miałam w pewnym momencie łzy w oczach, gdy czytałam tę książkę. Po trzecie - widać zaangażowanie autora w historię. Każdy szczegół jest dopracowany i autor podchodzi do omawianego tematu z szacunkiem. Nie wrzuca tanich sensacji. Buduje napięcie na czymś zupełnie innym. Każe nam, czytelnikom, zastanowić się nad tym, co by było gdyby... Po czwarte - nie brakuje tu dobrze poprowadzonych wątków obyczajowych, które dają do myślenia.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści. Często cykle mają to do siebie, że różnie z kolejnymi częściami bywa. Tu każda jest na tak samo wysokim poziomie. Nie umiem wybrać tej, która spodobała mi się najbardziej, choć do pierwszej i trzeciej mam największą słabość.

Jeśli jeszcze nie znacie twórczości autora, gorąco polecam jego książki. To jeden z lepszych polskich autorów. Każda jego powieść jest swego rodzaju dziełem sztuki.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka