Remigiusz Mróz "Osiedle RZNiW"

Wczesne lata dwutysięczne. Blokowisko na osiedlu RZNiW żyje w rytmie rapu, oddycha dymem z jointów i nie toleruje obcych. Na dwunastym piętrze jednego z bloków mieszka Deso – wychowujący się bez rodziców chłopak, który na co dzień musi zmagać się z życiem w skrajnej nędzy.
Pewnej nocy otrzymuje esemesa z nieznanego numeru. Nadawca pisze: „Boję się. Chyba ktoś za mną idzie”. Deso po chwili oddzwania, ale w słuchawce słyszy jedynie trzaski. Nazajutrz okazuje się, że zaginęła dziewczyna z jego klasy. Chłopak nie wie, dlaczego próbowała skontaktować się akurat z nim, ale uznaje to za nieprzypadkowe i zaczyna szukać zaginionej.

Sięgając po tę książkę, niekoniecznie wiedziałam, z czym będę miała do czynienia. Remigiusz Mróz i hip-hop? To mogło być ryzykowne połączenie, choć autor pokazał, że żadnego tematu w swoich książkach się nie boi.

Początek książki nie był dla mnie zbyt lekki. Wiecie, ja nie mam zbyt wiele wspólnego z hip-hopem i życiem na blokowiskach, więc potrzebowałam chwili, by odnaleźć się w tym świecie, później poszło już z górki.

Polubiłam głównych bohaterów. Deso swoje za uszami ma, ale jakoś mnie do niego ciągnęło. Wychowywał się w takim, a nie innym środowisku i robił, co mógł, żeby w nim przetrwać. Może i nie pochwalałam każdego jego kroku, dobra, będę szczera, chciałam niemal krzyczeć "chłopcze, ogarnij się", ale i tak pozostawił po sobie miłe wspomnienia. Podobnie było z Wiką. W sumie przypominała mi trochę mnie samą z nastoletnich czasów. Niemal widziałam w niej swoje odbicie.

Ta książka była dla mnie sentymentalną podróżą. Pisząc to, zakręcam siwego loka, ale pamiętam rozmowy na GG i aż mi się ciepło na sercu zrobiło, gdy autor poruszył ten wątek. Kilka osób na Instagramie pisało mi, że nie zdecydowało się na lekturę tej książki ze względu na hip-hop, bo to nie są ich klimaty. Czy faktycznie było się czego bać? Moim zdaniem nie. Owszem, słownictwo jest podporządkowane pod to środowisko, ale też nie jest tak, że zwykły czytelnik go nie zrozumie. Nawet takie próchno jak ja to ogarnęło, więc spokojnie :)

Były momenty, gdy czułam ciarki na plecach. Chodzi mi zwłaszcza o moment z piwnicą. Kto czytał książkę, będzie wiedział, o co mi chodzi. To był dla mnie trudny do przeczytania fragment. Za to bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Nie spodziewałam się tego i chylę czoła przed autorem. Kopara mi poleciała tak, że Lucyfer spokojnie mógł mi plomby w zębach policzyć. Myślę, że czytelnicy mogą być zaskoczeni, gdy w pewnym momencie pojawi się ktoś, kogo mogą znać. Nie powiem kto, ale doceniam to mrugnięcie okiem do fanów autora.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Udostępnij ten post

2 komentarze :

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka