Jakub Szamałek "Stacja"


Odkąd Lucy Poplasky wróciła z ostatniej misji NASA, myślała tylko o tym, aby znów znaleźć się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Nareszcie jej się to udaje. Jako dowódczyni ekspedycji mierzy się jednak nie tylko z dyplomatycznymi napięciami między USA a Rosją, ale i tajemniczą awarią, która zagraża życiu załogi. Sześcioro astronautów, upakowanych w klaustrofobicznych kwaterach, musi przezwyciężyć wzajemną nieufność, by zapewnić sobie przetrwanie. Bo czterysta kilometrów od Ziemi nie ma nikogo, kto mógłby przyjść im z pomocą.

Proszę Państwa, zapinamy pasy, lecimy w kosmos. Tylko proszę się mocno trzymać, bo będzie sporo się działo.

Lucy Poplasky staje na czele kosmicznej ekspedycji. Nie ma pojęcia, że misja, z którą wyrusza, będzie pełna napięć i niespodzianek. Strona rosyjska nie bardzo ufa amerykańskiej i na odwrót. Na domiar złego w przestrzeni kosmicznej są zdani sami na siebie.

Czekałam na tę książkę. Przebierałam nogami, od kiedy tylko dowiedziałam się, że zostanie wydana. Byłam szalenie ciekawa tego, jak autor podejdzie do kwestii związanej z kosmiczną ekspedycją. Powiem tak, chłonęłam całą sobą nie tylko intrygę, ale również opisy codziennego życia załogi. Wydawać by się mogło, że po pewnym czasie obserwowanie ludzi w stanie nieważkości i tego, co robią, mnie znudzi, ale nic z tych rzeczy. Byłam zafascynowana życiem na stacji.

Przypadł mi do gustu pomysł podzielenia jej na część amerykańską i rosyjską. Ta druga bardziej mnie intrygowała, ale i wzbudzała jednocześnie niepokój. Zwłaszcza gdy widziałam, jak bardzo Rosjanie dystansują się od reszty. To nie mogło wróżyć niczego dobrego. Nie chcę jednak zbytnio wchodzić w szczegóły, żeby nie zdradzić ważnych dla fabuły kwestii.

Postacie wykreowane przez Jakuba Szamałka nie są jednowymiarowe. Nie do końca potrafię powiedzieć, co czuję w stosunku do Lucy. Z jednej strony rozumiałam jej chęć rozwoju, trzymałam za nią kciuki, ale z drugiej strony odstawiła kilka akcji, po których miałam ochotę ją strzelić w potylicę na opamiętanie. Podobnie niejednoznaczną postacią jest dla mnie jej mąż, Nate. Im lepiej go poznawałam, tym wzbudzał we mnie większy niepokój. Nie wiem, czy chciałabym, żeby ktoś dbał o mnie tak jak on o Lucy, było w tym coś creepy. Jeśli chodzi o Rosjan, to raczej nie chciałabym mieć z nimi do czynienia. Starałam się nie nastawiać do nich negatywnie, ale choćby mi grube miliony płacili, to nawet chomika bym im pod opieką nie zostawiła. 

Książkę pochłonęłam jednym tchem. Dość szybko zorientowałam się, w którą stronę może pójść wątek z Ezrą, niewiele się pomyliłam, ale reszta historii nie była dla mnie tak oczywista. I kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po rosyjskiej stronie. Czułam ciarki na całym ciele po pewnej rozmowie telefonicznej, która była dość wybuchowa w skutkach.

Za sprawą tej książki raz jeszcze zakochałam się w kosmosie. Co prawda na astronautkę się nie nadaję, ale zazdroszczę bohaterom tego, że mogli spojrzeć na Ziemię z innej perspektywy. To z jednej strony fascynujące, a z drugiej przerażające, zwłaszcza gdy pomyślę o tym, co może dziać się podczas kosmicznego spaceru.

Chylę czoła przed autorem za to, jak wiernie starał się oddać życie na stacji kosmicznej. Kupiłam świat przedstawiony z całym dobrem inwentarza i chętnie jeszcze do niego kiedyś wrócę, choć wiem, co się wydarzyło.

Za egzemplarz recenzencki
dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli zostawicie mi swój adres to obiecuję, że Was odwiedzę :)

Czytelnia mola książkowego © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka